– Nie można zapominać o dostępie do podstawowych leków dla mieszkańców wsi i mniejszych miejscowości. W projekcie rozporządzenia je pominięto – wskazuje Wiktor Szmulewicz, prezes KRIR.

Resort zdrowia planuje ograniczyć liczbę leków, które będzie można kupić w ogólnodostępnych sklepach i na stacjach benzynowych. Cięcia dotkną niemal 2/3 substancji dopuszczonych dziś do obrotu na rynku pozaaptecznym. Produkty je zawierające byłyby dostępne jedynie w aptekach.

Resort projekt zmian tłumaczy prosto: pigułki, które łykamy, powinniśmy przyjmować pod kontrolą lekarza lub farmaceuty, a nie sprzedawcy paliwa. Inaczej liczba hospitalizacji wywołanych nieprawidłowym przyjmowaniem leków będzie rosnąć, nie maleć.

W ocenie KRIR urzędnicy wyleją dziecko z kąpielą. Bo tak jak w każdej wsi znajdziemy sklep, tak już nie wszędzie dostępny jest farmaceuta.

„Apteka ogólnodostępna nie ma ekonomicznej racji bytu w większości przypadków na tych obszarach, a nawet jeżeli znajduje się w pobliskiej większej miejscowości czy mieście, to często nie jest otwarta w weekendy, a gdy jest, to jedynie bardzo krótko w soboty” – czytamy w stanowisku rady.

Interesująco w tej sprawie przedstawia się postawa samorządu aptekarskiego. Od dawna postuluje on, aby lista produktów dostępnych w obrocie pozaaptecznym była możliwie najwęższa. Naczelna Izba Aptekarska więc wizję działania ministra zdrowia co do zasady popiera.

Z drugiej strony kierownictwo samorządu farmaceutów popiera także poselski projekt, który potocznie jest nazywany „apteką dla aptekarza”. Jednym z koronnych argumentów samorządowców jest to, że dzięki niemu uda się wreszcie zastopować trend powstawania wielu placówek w dużych miastach, podczas gdy jednocześnie mało kto chce zakładać apteki na prowincji.

– Nowelizacja prawa farmaceutycznego przywróci dostępność usług na terenach wiejskich – wielokrotnie przekonywała prezes NIA Elżbieta Piotrowska-Rutkowska.

To nieco wykluczające się stanowiska: samorząd aptekarski dostrzega, że obecnie dostęp do farmaceuty na wsi pozostawia wiele do życzenia. Jednocześnie zaś popiera projekt przewidujący ograniczenie dostępu do leków m.in. przeciwbólowych i przeciwgorączkowych poza aptekami.

Ministerstwo Zdrowia nie ukrywa, że szuka złotego środka. I zdaje sobie sprawę z tego, że przy pracach nad wykazem produktów dopuszczonych do obrotu pozaaptecznego trudno zadowolić wszystkich, gdyż każda ze stron zwraca uwagę na inne kwestie.

Lekarze wychodzą z założenia, że im częściej w wyborze specyfiku pomoże farmaceuta, a nie ekspedient w sklepie, tym lepiej.

– Zarówno aspiryna, jak i ibuprofen to niesteroidalne leki przeciwzapalne, które wchodzą w interakcje, są też niewskazane u pacjentów na terapii hipotensyjnej. Kupione na stacji benzynowej mogą spowodować u pacjenta np. niedokrwienie mózgu. Nie ma żadnego uzasadnienia, żeby dopuszczać te leki do sprzedaży pozaaptecznej – uważa prof. n. med. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska, kierownik Zakładu Farmacji Klinicznej i Opieki Farmaceutycznej WUM.

Oprócz argumentów natury medycznej brać pod uwagę trzeba także te finansowe. Rynek farmaceutyczny jest wart rocznie ponad 30 mld zł. Leki sprzedawane na receptę stanowią zaledwie 60 proc. tortu. Pozostałe 40 proc. jest obecnie do podziału pomiędzy apteki, drogerie, sklepy i stacje benzynowe.

Etap legislacyjny

W konsultacjach