– W prawie telekomunikacyjnym wprowadzimy regulacje chroniące konsumentów przed naruszeniami z tytułu świadczenia usług SMS Premium – zapowiada minister cyfryzacji Anna Streżyńska. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, prokonsumenckie zmiany wejdą w życie jeszcze w 2017 r. A wszystko dlatego, że – czego minister Streżyńska nie ukrywa – metoda marchewki na biznes nie zadziałała. Potrzebny jest więc ustawowy kij.

Powrót kantów

9 marca 2011 r. prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej zorganizował pierwsze spotkanie z cyklu „Stół bez kantów”. Cel: wprowadzenie przez operatorów telekomunikacyjnych i firmy współpracujące z nimi uczciwych reguł oferowania klientom usług SMS premium.

Ówczesna prezes UKE – Anna Streżyńska – uznała bowiem, że działania wielu podmiotów miały znamiona naciągania mniej świadomych konsumentów na drogie i zupełnie niepotrzebne im świadczenia. – Diametralna zmiana funkcjonowania tej branży jest niezbędna, żeby nie kojarzyła się głównie z oszustwami. Szczególnie że na rynku tym działają też firmy uczciwe – mówiła DGP Streżyńska w 2011 r.

Obrady zakończyły się sukcesem. Większość przedsiębiorców przyklasnęła propozycji wprowadzenia samoregulacji zamiast uchwalania restrykcyjnych zmian w prawie. „Stół bez kantów” zakończył się m.in. umożliwieniem włączenia całkowitej blokady połączeń pod numery o podwyższonej opłacie oraz określenia maksymalnej kwoty, po której przekroczeniu dalsze korzystanie z usług premium w danym okresie rozliczeniowym byłoby niemożliwe.

Samoregulacja sprawdzała się całkiem dobrze. Od 2–3 lat widać jednak, że część przedsiębiorców zapomniała o swoich deklaracjach. Wynikać to może stąd, że na rynku pojawiło się wiele nowych podmiotów, które w obradach „Stołu bez kantów” nie uczestniczyły. W związku z tym uważają, że ustalone zasady postępowania ich nie obowiązują. Ci zaś, którzy brali udział, oczekują zaś jednakowych reguł dla wszystkich.

Potrzeba regulacji

Ministerstwo Cyfryzacji chce więc problem rozwiązać ustawowo. Wtedy nikt nie będzie mógł szukać wymówek, dlaczego nie stosuje samoregulacji. Wszystkich obejmą te same reguły. – Świat nowych technologii bardzo dobrze radzi sobie z wyzwaniami prawnymi bez ingerencji ustawodawcy. Ale w przypadku problemów związanych z premium SMS ingerencja może być konieczna – przyznaje Jakub Kralka, prawnik, autor bloga Techlaw.pl.

Powszechny dostęp

Powszechny dostęp

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Tłumaczy, że co prawda operatorzy walczą z tego typu zjawiskiem, ale nie da się ukryć, że to oni są głównymi beneficjentami SMS-owych naciągaczy. – Pojawia się więc pytanie o skalę ich motywacji przy rozwiązywaniu tego typu problemów – mówi Kralka.

Zdaniem ekspertów w nowych przepisach kluczowe będzie wprowadzenie jasnych zasad sprawowania nadzoru nad usługami premium SMS. Bo choć nie budzi wątpliwości, kto ma uprawnienia w stosunku do operatorów telekomunikacyjnych, to z kontrolowaniem działalności organizatorów loterii czy horoskopów jest problem. Działania podejmują i UKE, i UOKiK. W efekcie zdarza się, że rzetelnych zmagań z nieuczciwymi podmiotami nie prowadzi nikt.

Ewidentne oszustwo

Drugi z postulatów dotyczy blokowania usług premium SMS na życzenie konsumentów. Obecnie regułą jest, że wymagane jest wyrażenie takiej chęci przez klienta.

– Na pewno rozwiązaniem wyważonym i zbliżonym choćby do regulacji forsowanych podczas prac nad przepisami prawa konsumenckiego byłby obowiązek domyślnej blokady numerów premium i aktywacji ich dopiero po uprzedniej zgodzie klienta – wskazuje Jakub Kralka.

Eksperci wskazują też, że najwyższy czas, aby zacząć inaczej traktować wiadomości od konsumentów do przedsiębiorców, z których jasno wynika np. chęć wzięcia udziału w konkursie, a inaczej wszystkie inne, w tym zapisywanie się do płatnych subskrypcji (po wysłaniu SMS-a za kilkanaście groszy aktywujemy usługę, w ramach której codziennie dostajemy wiadomość, za którą płacimy nawet 30 zł). – Płatne subskrypcje żerują na nieświadomych użytkownikach telefonów: specjalnie skonstruowana treść wiadomości, pytanie, na które jakakolwiek odpowiedź aktywuje przysyłanie później płatnych wiadomości, to ewidentne oszustwo, które trzeba wyplenić – podkreśla na łamach Antyweb.pl Grzegorz Ułan.

Stąd też postulat, aby użytkownicy ponosili opłatę wyłącznie w razie jednoznacznego złożenia oświadczenia woli, że chcą zawrzeć umowę. Przykładowo więc, by nie można było naliczyć wysokich opłat za wiadomość wysłaną pod numer premium, w której ktoś pisze np. „nie jestem zainteresowany”.