Nie tak dawno temu Główny Urząd Statystyczny pokusił się o sprawdzenie, na ile wykonywana przez młodych Polaków praca jest zgodna z wyuczonym zawodem. Okazało się, że 43 proc. młodych osób zadeklarowało, że pracuje w wyuczonym zawodzie. Co z pozostałymi 57 proc. absolwentów? - 7 proc. z nich pracowało w zawodzie niezgodnym z wykształceniem, choć mogło w jakimś zakresie wykorzystywać zdobyte podczas nauki kompetencje; dla 39 proc. nie było pracy w ich zawodzie; a 11 proc. nie miało w ogóle wyuczonego zawodu.

Taka sytuacja wiąże się oczywiście z dodatkowymi kosztami, przede wszystkim dla pracodawców. Monika Zakrzewska, ekspert ds. rynku pracy z Konfederacji Pracodawców Polskich Lewiatan (KPPL) twierdzi, że zatrudniając nowego pracownika, pracodawca przez pierwsze pół roku ponosi wyłącznie koszty związane z jego wyszkoleniem. Dopiero po kilku miesiącach, odpowiednio przygotowany pracownik zaczyna przynosić firmie zysk. A jednak płacąc tak wysoką cenę, pracodawcy nie wahają się zatrudniać osoby, legitymujące się dyplomem uczelni mającej bardzo mało wspólnego z proponowanym przez nich stanowiskiem. W Polsce historyk zostaje specem od reklamy, a pedagog monitorem badań klinicznych. Jest to sytuacja dosyć powszechna. Kandydaci podejmują pracę taką, jaką w danym momencie oferuje im rynek.

Polski paradoks

Zdaniem Piotra Rogowieckiego, dyrektora Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP, na polskim rynku pracy popyt mija się z podażą. - W sytuacji wysokiego bezrobocia na pewne stanowiska brakuje odpowiednich ludzi. Część pracodawców ponosi więc koszty doszkolenia nieprzygotowanych do zawodu osób tak, by mogły one wykonywać daną profesję. To z kolei rodzi określone, dodatkowe nakłady, uzależnione od branży i skali zjawiska. Często jednak są one mniejsze niż potencjalne straty, wynikające z powodu braku w ogóle pracowników – uważa Rogowiecki.

Co ciekawe, badania rynku wskazują, że pracodawcy nie boją się zatrudniać osób nieposiadających wykształcenia preferowanego na dane stanowisko. Ponieważ nie dyplom, a konkretne umiejętności, jakimi może pochwalić się kandydat, są tutaj najważniejsze. Z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości za rok 2012 - Kogo chcą zatrudniać pracodawcy? - wynika, iż pracodawcy przywiązują mniejszą wagę do kompetencji zawodowych, a bardziej cenią ogólne umiejętności pracowników. Trend ten potwierdzają również przedstawiciele dużych firm headhunterskich. 

- To, co decyduje o zatrudnieniu, to nie wykształcenie ale kompetencje, które dana osoba posiada. Na starcie dany kandydat ma pewną wiedzę bazową, ale nie koresponduje ona jeszcze z praktyką. Prawda jest też taka, że znacznie trudniej jest wykształcić pewne kwestie osobowościowe niż nauczyć się konkretnych umiejętności zawodowych. Choćby umiejętności negocjacyjne, czy wywierania wpływu, zależą przede wszystkim od osobowości i ich się raczej nie nauczymy - twierdzi Justyna Lipowska z firmy HRK.

Podobnego zdania jest także ekonomista, profesor Krzysztof Rybiński. Uważa on, że brak konkretnych kompetencji (takich jak: kreatywność, umiejętność współpracy z innymi, pracy przy projektach, pod presją czasu, rzetelność itp.), poza samą wiedzą merytoryczną, jest czynnikiem sprawiającym, że przyuczenie nowego pracownika przysparza pracodawcy jeszcze więcej pracy, a co za tym idzie i kosztów. - Mówimy tu o kwotach rzędu miliardów złotych w skali roku, które może ponosić z tego powodu gospodarka – twierdzi prof. Rybiński.

Analityk serwisu bankier.pl, Łukasz Piechowiak zauważa też, że zatrudnianie osób niezgodnie z ich kwalifikacjami, ludzi bez odpowiedniej wiedzy, doświadczenia i umiejętności wpływa także na markę firmy – jej postrzeganie na rynku.

- Wszystko zależy od wielkości popełnianych błędów. Naturalnie zdarzają się nieoszlifowane diamenty, które wystarczy tylko trochę przyuczyć i już pracują jak osoby z 10-letnim doświadczeniem zawodowym, jednak większość nowicjuszy raczej nie ma takich predyspozycji, muszą być oni pod ciągłym nadzorem przełożonych – mówi Piechowiak i dodaje, że młodzi ludzie rzadko dostają bardzo odpowiedzialne zadania, ale to wcale nie znaczy, że praca, którą wykonują nie ma znaczenia dla przedsiębiorstwa i nie może doprowadzić do zakłóceń w funkcjonowaniu firmy. - Lepiej nie opierać ścieżki rozwoju firmy na przypadkowych osobach. Pracodawca może oczywiście mieć szczęście i otrzymać efekt synergii, ale w przeważającej części przypadków firma może mieć problem z przetrwaniem w dłuższej perspektywie – uważa Piechowiak.

Wielu pracowników, mimo świetnego wykształcenia, często podejmuje się pracy znacznie poniżej kwalifikacji. Z problemem tym boryka się nie tylko Polska, ale cała Unia Europejska. Z danych Eurostatu za rok 2008 wynika, że na terenie Unii aż 19 proc. osób z wyższym wykształceniem podejmuje pracę poniżej posiadanych kwalifikacji. Polska w tej kategorii nie wypada najgorzej, szczególnie na tle innych państw. Problem ten dotyczy u nas 15 proc. absolwentów uczelni wyższych. 

- Niewątpliwie jedną z przyczyn istnienia takiej grupy pracowników jest niedopasowanie edukacji do wymagań współczesnego rynku pracy – twierdzi Gabriela Jabłońska, specjalista ds. rynku pracy w firmie Sedlak & Sedlak.