Pięć ministerstw sprawdzonych przez DGP zatrudnia 2,6 tys. urzędników. Tę liczbę trzeba jednak uzupełnić o kolejne 1,2 tys. osób, które pracują w 11 podległych im instytucjach. To wierzchołek góry lodowej. Na ministerstwo przypada od kilkunastu do kilkudziesięciu tego rodzaju instytucji. Np. w resorcie obrony można się ich doliczyć aż 90.

DGP przepytał nadzorowane przez ministrów instytucje o sposób zatrudniania i płace. W części z nich zarobki przewyższają pensje urzędników ministerialnych. W Ministerstwie Gospodarki średnia pensja liczona z trzynastką wynosi 6,1 tys. zł. W podległym mu Polskim Centrum Akredytacji (PCA) wynagrodzenia są średnio o 2 tys. zł wyższe.

– Koszty działalności, w tym zarobki pracowników, są pokrywane z przychodów, które PCA uzyskuje z prowadzonej przez siebie działalności – tłumaczy Adela Malta, kierownik wydziału spraw osobowych, prawnych i szkoleń PCA.

Podobna sytuacja jest w Ministerstwie Edukacji Narodowej. W podległym mu Ośrodku Rozwoju Edukacji (ORE) otrzymaliśmy zapewnienie, że zasady zatrudniania regulują wewnętrzne procedury. Pracuje tam 214 osób. To zaledwie 83 urzędników mniej niż w całym MEN. W ośrodku płace wynoszą średnio ok. 5 tys. zł. W podległym resortowi Instytucie Badań Edukacyjnych (IBE) są wyższe. Do podziału na 261 pracowników przypada aż 20 mln zł budżetu. W efekcie średnio na jedną osobę przypada 6,4 tys. zł miesięcznie.

Tworzenie przybudówek ministerialnych to dobry sposób na wykazanie się redukcją etatów. W Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego poza urząd wydzielono część departamentów. Utworzono m.in. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Zatrudnia ono 261 osób. Oficjalnie więc liczba zatrudnionych w MNiSW spadła prawie do poziomu z 2007 r. (385 etatów).

– Pracownicy zatrudniani są z należytą dbałością o obiektywizm i przy zastosowaniu kodeksu etyki centrum – wyjaśnia Marcin Łuszczyński z NCBiR.

Podległe i nadzorowane jednostki to również miejsca, gdzie ministerialni urzędnicy mogą dodatkowo zarobić. Oficjalnie nie pracują tam na etacie. Nie ma jednak przeszkód, aby dorabiali na podstawie umowy o dzieło czy zlecenia.

– Centrum, które podlega Ministerstwu Pracy, nie zatrudnia na umowy o pracę resortowych urzędników – przekonuje Dariusz Kapusta, dyrektor Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich.

Nie chciał jednak komentować, ile osób z resortu pracuje na zlecenie.

– Tego rodzaju instytucje są tworzone do zatrudniania znajomych osób rządzących. W ten sposób cicho i bez rozgłosu można znaleźć pracę z dnia na dzień – mówi prof. Jacek Jagielski z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jego zdaniem większość tych instytucji powinna być objęta ustawą o służbie cywilnej, a co za tym idzie przejrzystymi zasadami zatrudniania i wynagradzania, które można kwestionować nawet przed sądem.

Specjalne urzędy na specjalnych prawach

W ministerstwach i urzędach wojewódzkich o wolnych etatach i zarobkach można się dowiedzieć bezpośrednio z ogłoszenia, które jest zamieszczane aż w trzech miejscach, w tym na stronach kancelarii premiera. Niestety w podległych im instytucjach nie ma już tak przejrzystych zasad zatrudniania. Jednostki nadzorowane przez ministerstwa rządzą się swoimi prawami. Mają wewnętrzne procedury i na ich podstawie zatrudniają. W efekcie podległe urzędom instytucje mogą bez ograniczeń i transparentności zwiększać zatrudnienie oraz podwyższać pensje. W urzędach centralnych jest to utrudnione, bo podlegają one większej kontroli, m.in. ze strony premiera.