statystyki

Właściciel łącza internetowego może odpowiadać za piractwo

autor: Sławomir Wikariak11.06.2018, 19:00
piractwo, pobieranie, internet

W praktyce więc pytanie sprowadza się do rozstrzygnięcia konfliktu między ochroną życia rodzinnego a prawem własności intelektualnej.źródło: ShutterStock

Sam fakt, że z łącza internetowego korzysta cała rodzina, nie może uniemożliwiać uzyskania odszkodowania za piractwo. Jeśli właściciel łącza nie chce wskazywać faktów obciążających członków jego rodziny, to można przyjąć odpowiedzialność za bezprawne rozpowszechnienie utworów – wynika z opinii rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej prof. Macieja Szpunara.

Sprawa dotyczy obywatela Niemiec. Jak ustalono, z jego adresu IP rozpowszechniono w sieci peer-to-peer audiobook. Firma będąca właścicielem praw autorskich zażądała, by zaprzestał naruszeń, a gdy to nie poskutkowało, wniosła o odszkodowanie. Sprawa trafiła do sądu, ten jednak oddalił powództwo. Posiadacz łącza internetowego stwierdził bowiem, że korzystają z niego także jego rodzice, choć według jego wiedzy nie korzystają oni z oprogramowania do wymiany plików, a co więcej, w czasie, kiedy audiobook miał być rozpowszechniany, ich komputer był wyłączony. Sąd uznał, że w tej sytuacji nie sposób ustalić, kto jest odpowiedzialny za naruszenie. Sąd wyższej instancji nabrał wątpliwości i postanowił zadać pytania prejudycjalne unijnemu trybunałowi. Z orzecznictwa niemieckich sądów wynika bowiem, że jeśli dostęp do łącza internetowego posiadają inne osoby, to nie można przypisać sprawstwa właścicielowi. 

W praktyce więc pytanie sprowadza się do rozstrzygnięcia konfliktu między ochroną życia rodzinnego a prawem własności intelektualnej. Możliwych jest tu kilka różnych rozwiązań, ale żadne – zdaniem rzecznika generalnego – nie powinno oznaczać automatycznego pozbawienia właścicieli praw autorskich możliwości dochodzenia odszkodowań.


Pozostało jeszcze 46% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (4)

  • dziadek(2018-06-12 07:07) Zgłoś naruszenie 140

    "wynika z opinii" - a od kiedy to opinia czy też stanowisko jest prawem? a gdzie inne prawa? Tenże pan wyposażony przez naturę w oprzyrządowanie mógł znajdować się w okolicy gdzie gwałcono, ba ten gwałt mógł być na terenie którego jest właścicielem - czy odpowie za gwałt? ot, a oto i moja opinia

    Odpowiedz
  • Andrzej(2018-06-11 23:49) Zgłoś naruszenie 102

    Przez 10 lat miałem łącze pomylone z sąsiadem! Dopiero kiedy zgłosiłem chęć odejścia od operatora grupa fachowców w centrali i na miejscu miała co robić. Prawdziwe śledztwo z powodu czeskiego błędu. Podobnie zabezpieczenia WiFi też nie są doskonałe. Co gdy w wynajmowanym mieszkaniu mieszka 7 studentów? Ciekawie to wymyślił ten protegowany Tuska.

    Odpowiedz
  • ant(2018-06-22 08:38) Zgłoś naruszenie 50

    W przypadku łącza bezprzewodowego WiFi może się pod dany adres IP podpiąć np. sąsiad, albo każdy będący w pobliżu, a żaden przepis nie nakazuje jakiegoś specjalnego zabezpieczania routera. Jeśli by przyjąć w takim przypadku możliwość odpowiedzialności właściciela łącza np. za pomocnictwo w dokonaniu czynu niedozwolonego w rozumieniu art. 422 k.c., to równie dobrze właściciel mieszkania, do którego dokonano włamania mógłby być pociągany do odpowiedzialności za jakieś szkody wyrządzone przy pomocy narzędzi skradzionych z tego mieszkania (no bo nie zabezpieczył należycie swojego mieszkania i tym samy był „pomocny” przy dokonaniu jakiegoś innego czynu niedozwolonego!). Ponadto programy do namierzania adresów IP nie zawsze są dokładne. Warto, żeby wreszcie przynajmniej polskie sądy zrozumiały, ze sam adres IP nie jest wystarczającym dowodem i to zarówno w sprawach karnych, jak i cywilnych. A zresztą: tzw. copyright trolling stał się świetnym biznesem i są nawet prawnicy wyspecjalizowaniu w jego obsłudze. Można bowiem sporo zarobić na wyłudzaniu odszkodowań za naruszenia (albo za rzekome naruszenia!) praw autorskich w Internecie i niektórzy z tego nieźle żyją. No bo po co się trudzić i tworzyć jakieś wybitne dzieła, a następnie żyć z normalnej sprzedaży praw autorskich do nich, ewentualnie a tantiem, kiedy można jakieś „byle co” wrzucić na tzw. torrenty, zakupić program do namierzania adresów IP, zgłosić sprawę do prokuratury, skorzystać z prawa dostępu do akt, wejść w posiadanie danych naruszycieli (albo rzekomych naruszycieli) i wysyłać do nich groźnie brzmiące wezwania do zapłaty? Jeśli się to robi w skali masowej, zawsze znajdzie grono wystraszonych (także niewinnych!) którzy zapłacą dla świętego spokoju. Świetny biznes, no nie?

    Odpowiedz
  • Andrzej(2018-07-04 06:35) Zgłoś naruszenie 10

    To nie zabiera się w ramach śledztwa wszystkich nośników i nie sprawdza ich przez rok czy przypadkiem nie ma tam przedmiotowego utworu autorskiego oraz śladów jego rozpowszechniania, przy okazji inwigilując całą inną treść??

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

Szukaj