Gros zgłoszonych korekt dotyczy dwóch przepisów, które od miesięcy są obiektem wzmożonego lobbingu ze strony twórców i mediów tradycyjnych oraz branży technologicznej. Pierwszy to art. 11, który ma zagwarantować wydawcom prawa pokrewne. Mają one służyć ochronie ponoszonych przez nich nakładów koniecznych do stworzenia utworów (jak wynagrodzenia redaktorów). Dzięki prawom pokrewnym wydawcy prasowi uzyskaliby możliwość żądania od portali internetowych publikujących fragmenty artykułów ich dziennikarzy opłat licencyjnych bez wdawania się w długotrwały (i często skazany na niepowodzenie) spór sądowy. – Każdy głos jest na wagę złota. Z rozmów, jakie prowadziliśmy w zeszłym tygodniu w Brukseli, wynika, że zrozumienie dla sprawy jest. Jeśli chodzi o największą frakcję europarlamentarną – Europejską Partię Ludową, to według naszych informacji wszyscy Niemcy poprą poprawki Axela Vossa z JURI. Podobnie mają zrobić Hiszpanie, którzy w lipcu nie byli obecni na głosowaniu – mówi Jacek Wojtaś z Izby Wydawców Prasy.

Frakcje PE o prawach pokrewnych

Frakcje PE o prawach pokrewnych

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Nakłady producentów

Jeśli chodzi o nastawienie polskich europarlamentarzystów do praw pokrewnych, to sytuacja jest bardzo skomplikowana. – Wydaje mi się, że wśród chadecji w PE panuje zgoda co do tego, żeby poprzeć dyrektywę. Ale potrzeba też zapewnić odpowiednią ochronę praw użytkowników – podkreśla Michał Boni z Europejskiej Partii Ludowej. Na razie europosłowie EPL nie chcą deklarować, jak ostatecznie zagłosują w kwestii praw pokrewnych. Jak można usłyszeć nieoficjalnie, w Platformie Obywatelskiej panuje obawa, że mocne poparcie wydawców zostałoby wykorzystane przez Prawo i Sprawiedliwość, żeby zaatakować ich za rzekome ograniczanie wolnego internetu.

Posłów Prawa i Sprawiedliwości zasadniczo obowiązuje stanowisko Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które w praktyce może niewiele zmienić dla branży prasowej. – Rząd uważa, że prawa pokrewne powinny przysługiwać wydawcom pod dwoma warunkami: nie mogą one obejmować materiałów, które nie przejawiają określonego poziomu twórczości, a także nieistotnych fragmentów publikacji. Takie rozwiązanie oznaczałoby jedynie ułatwienie egzekwowania prawa autorskiego, a nie przyznanie wydawcom praw pokrewnych. Te ostatnie powinny chronić nakłady producenta materiałów prasowych bez względu na to, czy stanowią one utwór, czy nie – np. proste informacje prasowe. Wprowadzenie dodatkowego kryterium pozostawiającego duże pole do interpretacji będzie wymagało pójścia do sądu. A na to mogą sobie pozwolić nieliczni. Poza tym w Polsce brakuje wyspecjalizowanego sądu, więc tego typu sprawy toczą się latami, np. sprawa wytoczona przez wydawcę DGP trwa już siedem lat – tłumaczy Wojtaś.

Wykrywanie naruszeń

Drugi newralgiczny przepis – art. 13 – dotyczy podziału zysków między twórcami a pośrednikami, takimi jak platformy internetowe. Komisja prawna (JURI), która pilotowała prace nad dyrektywą w europarlamencie, chce, aby serwisy, które przechowują lub umożliwiają użytkownikom udostępnianie utworów, zawierały umowy licencyjne z podmiotami praw autorskich. Jeśli tego nie zrobią, nie mogą korzystać z wyjątku od odpowiedzialności z dyrektywy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, to muszą wprowadzić mechanizmy wykrywania naruszeń (np. technologie identyfikacji treści). Użytkownikom, którym niesłusznie zablokowano materiał, mają zaś zapewnić ścieżkę dochodzenia roszczeń.

W sprawie filtrowania stanowiska frakcji europarlamentarnych są jeszcze bardziej skrajne. Zieloni w ogóle chcą wykreślenia art. 13 z dyrektywy, uważając, że wprowadza on mechanizm legalnej cenzury, a nawet zwiększa ryzyko internetowej inwigilacji. Inne propozycje są dużo bardziej zachowawcze, choć też zakładają zmiany w projekcie komisji. – Jestem za poprawką zgłoszoną przez komisję rynku wewnętrznego (IMCO). Chodzi o to, by filtrowanie przewidziane w art. 13 nie było powszechne oraz procedura odwoławcza dla użytkowników, których treści zostaną usunięte, była określona na poziomie unijnym. W dotychczasowym projekcie nie było to klarowne – pozostawiano te kwestie do regulacji państwom członkowskim. Uprawnienia użytkowników z poszczególnych krajów nie mogą się różnić – przekonuje Boni.

W chwili zamknięcia tego wydania DGP debata w europarlamencie jeszcze się nie zakończyła.