O szykowanej współpracy Arevy z PGE dowiedzieliśmy się od Rubena Lazo, zastępcy dyrektora generalnego Arevy.

– Odbyliśmy już kilka wstępnych rozmów z PGE w sprawie kooperacji przy projektach wykorzystujących odnawialne źródła energii – mówi DGP Ruben Lazo.

Na razie PGE nie komentuje prowadzonych rozmów, ale współpraca jednego z największych koncernów energetycznych na świecie z polskim numerem jeden na rynku miałaby przede wszystkim dotyczyć budowy morskich farm wiatrowych. – Jesteśmy do tego przygotowani – zapewnia wiceszef Areva.

Na tym polu PGE chce być liderem rynku. Zgodnie z nową strategią spółki do 2035 r. PGE chce wybudować morskie farmy wiatrowe o łącznej mocy 2000 MW. Tyle wiatraków koncern chce postawić do 2025 r. Realizację połowy tego celu założono na 2020 r.

Zainteresowanie Francuzów energetyką odnawialną to pokłosie odwrotu wielu krajów od energetyki atomowej, w której specjalizuje się ten koncern. W połowie marca Areva poinformowała o kolejnym kontrakcie wiatrowym. Francuzi dostarczą pierwsze 20 z 40 zamówionych turbin o łącznej mocy 100 MW do morskiej farmy na Morzu Północnym w Niemczech. Na niemieckim rynku Areva do 2014 r. dostarczy łącznie ponad 120 turbin.

Podjęcie rozmów PGE z Francuzami nie oznacza jednak, że decyzja w sprawie wspólnej budowy farm wiatrowych już zapadła. Tym bardziej że PGE nie wyklucza udziału kilku partnerów w przedsięwzięciu. – Realizacja projektów morskich farm wiatrowych wspólnie przez kilku inwestorów jest praktyką często spotykaną w Europie – mówi Łukasz Witkowski, rzecznik PGE.

Jak dodaje, większość planowanych wiatraków stanie na Morzu Bałtyckim.

– Skala ewentualnych inwestycji zagranicznych jest stosunkowo niewielka, a ich realizacja uzależniona od sytuacji finansowej oraz uwarunkowań rynkowych i regulacyjnych – w szczególności od atrakcyjności systemów wsparcia OZE – wyjaśnia Witkowski.

Zdaniem ekspertów plany PGE budowy tak dużych mocy wiatrowych może pokrzyżować nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii w Polsce. Ministerstwo Gospodarki, które pracuje nad dokumentem, chce utrzymania systemu tzw. zielonych certyfikatów uzyskiwanych z produkcji energii z OZE (wytwórcy sprzedają je wraz z energią elektryczną, dzięki czemu otrzymują więcej pieniędzy), ale znosi obowiązek zakupu zielonej energii przez sprzedawców prądu. Zdaniem branży taki model najmocniej uderzy w sektor elektrowni wiatrowych.

– Skutek będzie taki, że energia z elektrowni wiatrowych będzie musiała być oferowana po znacząco niższej cenie niż deklarowana w ustawie średnia cena z roku ubiegłego, bo tylko wtedy będzie mogła w ogóle zostać wprowadzona do systemu elektroenergetycznego – mówi DGP Krzysztof Prasałek, prezes Polskiego Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej. Dodaje, że zgodnie z obowiązującymi przepisami, aby móc wprowadzić energię do sieci, trzeba znaleźć chętnego do jej zakupu.