Wciąż nie ma metod, które potrafiłyby porównywalnie do przeszczepu zastąpić czynność niewydolnych narządów - mówi PAP dyrektor Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji "Poltransplant" prof. Roman Danielewicz. W Polsce na przeszczep czeka ponad 1,6 tys. chorych.

PAP: Panie profesorze, jak Pan ocenia sytuację polskiej transplantologii?

Prof. Roman Danielewicz: Niestety rok ubiegły nie zakończył się lepszym bilansem niż poprzedni. Liczba narządów pozyskiwanych do przeszczepienia spadła o ok. 11 proc. W ślad za tym odnotowaliśmy mniejszą liczbę wykonanych przeszczepień, zwłaszcza jeśli chodzi o nerki czy wątroby. Nie jest to jeszcze dramat, ale chcielibyśmy, żeby ta liczba w Polsce rosła. Możemy się cieszyć, że nieco wzrosła liczba przeszczepianych serc czy płuc, ale jeżeli chodzi o pozostałe narządy, to niestety takiego postępu nie ma.

Co jest przyczyną mniejszej liczby przeszczepień?

Reklama

Przyczyna na całym świecie jest taka sama: niedostateczna liczba narządów pozyskiwanych do przeszczepienia, a więc zbyt mała częstość zgłaszania możliwości pobrania narządów od osób zmarłych. Osoby, które umierają w szpitalach i nie wyraziły swojego sprzeciwu co do pobrania narządów po śmierci, powinny być zgłaszane do Poltransplantu i powinniśmy starać się pobrać od nich narządy.

Zgodnie z prawem pobranie może być wykonane w każdym szpitalu, który spełnia określone warunki, m.in. posiada blok operacyjny i oddział intensywnej terapii. Czy szpitale w praktyce korzystają z tej możliwości i lekarze zgłaszają informacje o potencjalnych dawcach?

Reklama

Przepisy mówią o tym, że podmiot leczniczy ma obowiązek zgłaszania możliwości pobrania narządu do Poltransplantu, ale w ślad za tym nie idą żadne sankcje w stosunku do szpitali, które się z tego nie wywiązują. Te warunki, o których pani wspomniała, rzeczywiście nie są wygórowane: podmiot leczniczy musi mieć oddział intensywnej terapii, blok operacyjny i powinien dysponować zespołem lekarskim, który dokona pobrania narządów, przy czym w naszych warunkach najczęściej są to zespoły przyjeżdzające z ośrodków transplantacyjnych. Wciąż jednak spośród ok. 400 polskich szpitali, które spełniają te warunki, tylko ok. 140-150 aktywnie zgłasza potencjalnych zmarłych dawców do Poltransplantu. W części placówek zapewne rzeczywiście nie ma osób, które kwalifikują się, by być dawcami. Obawiam się jednak, że w niektórych szpitalach ta możliwość nie jest wykorzystywana.

Z jakich powodów? Problemem jest zbyt niska wycena takich świadczeń, a może wciąż jeszcze istnieje tabu związane z transplantacją?

Zapewne wszystkiego po trosze. Z jednej strony jest to brak pełnej akceptacji pobierania narządów przez środowisko medyczne, z drugiej - kwestia dodatkowych obowiązków z tym związanych. Organizacja pobrania narządów i opieka nad zmarłym dawcą są dość wymagającymi procedurami zajmującymi kilkanaście godzin, więc część szpitali nie angażuje się w te czynności, chcąc poświęcać swoje siły i środki na opiekę nad osobami żywymi, którym można jeszcze pomóc. Wielokrotnie słyszymy takie usprawiedliwienie.

Czy macie Państwo pomysł jak to zmienić i przekonać szpitale do zgłaszania potencjalnych dawców?

Zmienić to można jedynie poprzez budowanie świadomości w środowisku medycznym, że pozyskiwanie narządów do przeszczepienia to dla wielu osób jedyna szansa na przeżycie. Wciąż jeszcze nie ma metod, które potrafiłyby w sposób porównywalny do przeszczepu zastąpić czynność niewydolnych narządów, takich jak np. wątroba czy serce. Mamy ponad 1,6 tys. osób oczekujących na przeszczepienie narządów, część z nich umrze nie doczekawszy transplantacji.

A jak Pan ocenia częstotliwość zgłaszania chorych pacjentów jako potencjalnych biorców? Czy część lekarzy nie zatrzymuje się na tym etapie, gdzie jest jeszcze możliwe leczenie narządów?

To jeden z problemów, ale on również jest wielowątkowy. Nie jest to tylko kwestia chęci zgłoszenia pacjenta do przeszczepienia, ale także wyboru momentu tego zgłoszenia oraz istniejących ograniczeń finansowych. Czasami brakuje środków, żeby wykonać wszystkie badania, zwłaszcza w przypadku dość licznej grupy pacjentów kwalifikowanych do przeszczepienia nerki. Razem z resortem zdrowia i Krajową Radą Transplantacyjną dyskutujemy o propozycjach rozwiązania tego problemu i zmianie systemu kwalifikacji. Druga część tego problemu to także brak wiedzy lekarzy specjalistów o tym, kiedy i jakich pacjentów zgłaszać do przeszczepienia.

Z punktu widzenia Poltransplantu, jakie rozwiązania prawne dotyczące transplantacji należy jeszcze wprowadzić?

Wzorem krajów znacznie bardziej aktywnych w tym zakresie niż Polska (np. Hiszpania czy Wielka Brytania) należy dążyć do wprowadzenia - jako standard medyczny bardziej niż rozwiązanie prawne - obowiązku oceny każdego umierającego pacjenta pod kątem możliwości pobrania od niego narządów, jako stałego elementu intensywnej terapii. Ma to także na celu poszanowanie woli osoby zmarłej, która życzyła sobie aby jej narządy były po śmierci wykorzystane do przeszczepienia. Wspólnie z Centrum Monitorowania Jakości rozważamy wpisanie tego elementu do standardów akredytacyjnych szpitali. Podobnie powszechne powinno być stwierdzanie śmierci mózgu w każdej sytuacji, gdy do niej dochodzi - nie tylko w sytuacjach, gdy możliwe jest pobranie narządów, ale w celu zakończenia dalszej nieskutecznej terapii.

Narządy można pobierać nie tylko w sytuacji śmierci mózgu, ale także po stwierdzeniu zgonu wskutek nieodwracalnego zatrzymania krążenia. Czy w Polsce również w takich sytuacjach narządy są pobierane?

Na świecie ten sposób zwiększania liczby narządów pobranych do przeszczepienia jest coraz częściej wykorzystywany, zwłaszcza w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych; w Hiszpanii już nawet 20-30 proc. narządów pochodzi od takich dawców. Jest to dopuszczalne również w Polsce i chcemy rozwijać ten sposób pobierania narządów. Na razie są to jednak pojedyncze przypadki.

Co jest głównym problemem?

To jest duże wyzwanie logistyczne, które włącza także jednostki systemu ratownictwa medycznego. Potrzebna jest bardzo sprawna koordynacja między personelem medycznym, oddziałem chirurgicznym szpitala a ośrodkiem transplantacyjnym. Potrzeba wówczas 3-4 godzin, w czasie których należy m.in. jak najszybciej zabezpieczyć narządy przed uszkodzeniem niedokrwiennym, sprawdzić, czy zmarły nie wyraził sprzeciwu na pobranie i skontaktować się z jego rodziną. W kilku przypadkach udało się to zrealizować.

Czy Pana zdaniem należy w polskim prawie uregulować kwestię przeszczepiania narządów rozrodczych?

Zapisy ustawy transplantacyjnej rzeczywiście mówią, że nie dotyczy ona m.in. narządów rozrodczych lub ich części. Obecnie na świecie dyskutuje się o przeszczepianiu macicy czy penisa, ale w polskich regulacjach prawnych te procedury traktowane mogą być jedynie jako eksperyment medyczny. Pytanie, w jaki sposób tę sprawę rozwiązać, na pewno w pewnym momencie do nas przyjdzie. Są to procedury ryzykowne, ale uważam, że pod względem technicznym polskie zespoły - po odpowiednim przygotowaniu - byłyby w stanie je wykonywać. Trzeba się jednak zmierzyć także z szeregiem pytań natury etycznej. W Szwecji np. macica była pobrana od żywej dawczyni, a to przecież niesie dla niej bezpośrednie zagrożenie. Pojawia się także kwestia ciąży podwyższonego ryzyka u kobiet, które mają przeszczepioną macicę. Jest tu więc cały szereg elementów ważkich do rozwiązania na gruncie etycznym, w sytuacji kiedy nie mamy do czynienia z przeszczepieniem ratującym życie.

Polska jest w czołówce państw europejskich pod względem liczby zgłoszony potencjalnych dawców szpiku, widoczna jest wola pomocy chorym osobom - zarejestrowało się już ponad milion osób. A jak ta sytuacja wygląda, jeśli chodzi o transplantację narządów? Czy rodziny zmarłych mają opór przed wyrażeniem zgody na pobranie?

Kwestia pozytywnego stosunku do wpisywania się do rejestru dawców szpiku i przeszczepiania komórek krwiotwórczych pośrednio ma także związek z pozytywnym stosunkiem do transplantologii. Badania wykonane w październiku ubiegłego roku w ramach kampanii "Zgoda na życie" pokazały jednak, że w ostatnich latach mniej Polaków wypowiada się pozytywnie o możliwości oddania swoich narządów po śmierci - w 2013 r. było to 75 proc., a w ostatnim badaniu ok. 55 proc.

Co jest przyczyną takiego spadku?

Nadal w naszym społeczeństwie wiedza na ten temat jest niedostateczna. Tyko ponad połowa Polaków wie, że do zgonu dochodzi w chwili śmierci mózgu, a jedynie 17 proc., że w myśl prawa narządy można pobrać od każdego zmarłego, jeśli za życia nie wyraził on sprzeciwu. Badania społeczne pokazują także, że w 80 proc. rodzin nie rozmawia się na ten temat i ich członkowie nie znają swojej opinii na temat transplantacji.

Rozmawiała Olga Zakolska(PAP)