Od połowy listopada do początku marca 2022 r. z powodu COVID-19 umrze dodatkowo 31 tys. osób – wynika z najnowszej analizy opublikowanej na stronie Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.
Według raportu agencji w pierwszej połowie listopada COVID-19 był drugą przyczyną wszystkich odnotowanych zgonów w Polsce. AOTMiT podała dane z prognoz Instytutu Pomiarów i Oceny Stanu Zdrowia (IHME) przy Szkole Medycyny Uniwersytetu Waszyngtońskiego. Wzrost liczby zgonów potwierdzają dane z Urzędów Stanu Cywilnego. Od początku roku do bieżącego tygodnia zmarło (z różnych przyczyn) aż 438 tys. osób: to 25 tys. więcej niż w zeszłym – rekordowym – roku i niemal 70 tys. więcej niż w 2019 r. Nawet gdyby statystyka śmierci zaczęła znacząco hamować w kolejnych tygodniach, na co się niestety nie zanosi, to i tak niemal pewne jest przekroczenie zeszłorocznego tragicznego rekordu – 477 tys. zmarłych. A bardzo prawdopodobne, że w ciągu całego 2021 r. umrze nawet ponad pół miliona Polaków.
Czwarta fala nadal jest w rozpędzie – wczoraj padł kolejny rekord: odnotowano 28,4 tys. nowych przypadków zachorowań, a zmarło 460 osób. W okolicach rządu znów było słychać o możliwości wprowadzenia epidemicznych restrykcji od 1 grudnia. Ale resort zdrowia oczekuje, że w ciągu kilku dni, mniej więcej w połowie przyszłego tygodnia, powinno nastąpić apogeum czwartej fali. Spodziewane jest wtedy nawet 30–35 tys. zakażeń i 250–300 zgonów dziennie. To główny powód, dla którego obostrzenia mogą ostatecznie nie zostać ogłoszone, choć wciąż trwają w tej sprawie dyskusje na linii Ministerstwo Zdrowia – kancelaria premiera. – Wprowadzenie ograniczeń w tej sytuacji będzie bez sensu, bo one i tak zaczną działać z opóźnieniem – tłumaczy rozmówca z rządu.
Eksperci z Rady Medycznej przekonują natomiast, że restrykcje przynajmniej ograniczyłyby rozprzestrzenianie się wirusa oraz zadziałałyby mobilizująco na niezaszczepionych. A zwiększenie wyszczepienia przełożyłoby się na zmniejszenie liczby zgonów.
Liczba zgonów w trzech ostatnich latach / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe

Średnia liczba zgonów związanych z COVID-19 zbliża się do 300 przypadków dziennie

W ostatnich dwóch tygodniach najwięcej osób w przeliczeniu na milion zmarło z powodu COVID-19 w trzech najmniej zaszczepionych województwach. Na pierwszym miejscu jest lubelskie. Tutaj zmarło 277 osób w przeliczeniu na milion mieszkańców. Na kolejnych są podlaskie i podkarpackie. Odsetek szczepień to średnio ok. 40 proc. To analiza Piotra Tarnowskiego.

COVID-19 w listopadzie stał się drugą przyczyną zgonów. To przekłada się na ich ogólną liczbę. A ta rośnie. Jak pokazują dane z urzędów stanu cywilnego, od początku roku zmarło 438 371 osób (łącznie - z powodu koronawirusa oraz z innych przyczyn). To efekt wiosennej fali zgonów, ale także rozpędzającej się jesiennej fali epidemii. Rok wcześniej kumulacja śmierci nastąpiła jesienią. W tym roku mamy dwie fale. Apogeum wiosennej przypadło na przełom marca i kwietnia. Wówczas umierało od 12 do 13 tys. osób tygodniowo. Od kilku tygodni znów widać kolejny wyraźny wzrost i przebicie poziomu najpierw 9 tys., a potem 10 i 11 tys. zgonów tygodniowo. To wprawdzie znacząco mniej niż podczas zeszłorocznej fali, gdy liczba zgonów w szczytowym momencie przekraczała nawet 16 tys. tygodniowo, ale nadal dużo.

Dane z ostatnich dni pokazują, że średnia liczba zgonów związanych z COVID-19 zbliża się do 300 przypadków dziennie, a rok temu było to niemal 500 przypadków.

Niestety dotychczasowa liczba zgonów od początku roku jest już tak duża, że nawet gdyby w kolejnych tygodniach spadła do poziomu sprzed pandemii, to i tak w 2021 r. umrze więcej Polaków niż w poprzednim roku (477 tys.). Z kolei jeśli zgonów do końca roku będzie ponad 63 tys., co wydaje się prawdopodobne, to w całym obecnym roku umrze ponad pół miliona ludzi.

Według międzynarodowych prognoz w Polsce z powodu COVID-19 umrze między 15 listopada 2021 r. a 1 marca 2022 r. 31 tys. osób, w sumie liczba zgonów będzie wynosić ponad 110 tys. (obecnie to ponad 80 tys. ) Pokazują to raporty Instytutu Pomiarów i Oceny Stanu Zdrowia (IHME) przy Szkole Medycyny Uniwersytetu w Waszyngtonie, które w Polsce publikuje Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Analizy dotyczą sytuacji epidemicznej m.in. w regionie krajów Grupy Wyszehradzkiej, w tym w Polsce. Prezentowane są trzy scenariusze - uwzględniają poziom szczepień oraz rozprzestrzenianie się obecnego i nowych wariantów COVID-19. Ten, który opisujemy, to scenariusz referencyjny: to, co jest najbardziej prawdopodobne na podstawie obecnego tempa rozpowszechniania szczepionek, zdolności przenoszenia się wirusa. Są też i gorsze, które zakładają brak obostrzeń i większą mobilność.

Autorzy wyliczają, że będzie też rosła liczba zachorowań. Według scenariusza referencyjnego dzienna liczba nowych przypadków wzrośnie do 24 960 na dzień 6 grudnia, a według scenariusza najgorszego z możliwych - do aż 51 080 na Boże Narodzenie (24 grudnia). Ministerstwo Zdrowia zaś opiera się na modelach, według których szczyt zachorowań przypadnie najpóźniej w połowie grudnia, a ich liczba na Boże Narodzenie będzie już spadać.

Według autorów raportu COVID-19 wywindował się na drugie miejsce przyczyn zgonów, zaraz po chorobach niedokrwiennych, na trzecim miejscu są udary. Jeszcze we wrześniowej analizie COVID-19 był na 11. miejscu wśród przyczyn zgonów.

Jak mówi Dariusz Madera, dyrektor szpital tymczasowego w Opolu, z jego obserwacji wynika, że do szpitala trafiają pacjenci w gorszym stanie. - Tak jakbyśmy się przestali bać pandemii, w związku z tym nie stosujemy środków ochronnych, dochodzi do zakażeń i powikłań - podkreśla Madera. W efekcie wzrasta śmiertelność. W opolskim szpitalu tymczasowym wczoraj rano były zajęte 132 łóżka, w poprzedniej fali ta liczba wynosiła ok. 115. Docelowo ma być gotowych 150 miejsc.

Już we wrześniu dane Eurostatu pokazywały, że Polska - wówczas po półtora roku pandemii - znajdowała się na drugim miejscu w Europie pod względem liczby nadmiarowych zgonów, czyli powyżej wieloletniej średniej. Dodatkowe zgony to oczywiście w głównej mierze efekt COVID-19. Ale nie tylko - również utrudnień w dostępie do lekarzy. Z danych NFZ wynika, że w 2020 r. udzielono o jedną piątą mniej świadczeń medycznych niż w poprzednim, niepandemicznym roku.

Obecnie w rządzie trwają dyskusje dotyczące tego, czy należy wprowadzić dodatkowe obostrzenia. Chodzi np. o zaostrzenie limitów osób przebywających w pomieszczeniach zamkniętych, mniej prawdopodobne jest wprowadzenie choćby regionalnych lockdownów lub zakazu wchodzenia osób niezaszczepionych do kin czy restauracji.

- W zeszłym roku ludzie bardziej się chronili i zgonów było mniej, w tym roku jest inaczej. Dziś umierają nie dlatego, że nie ma obostrzeń, tylko dlatego że za późno dzwonią po karetkę, gdy chorują i ich stan się pogarsza - przekonuje nasz rozmówca z rządu.