Reklama
Z danych zebranych przez DGP wynika, że w styczniu spadła liczba osób, które korzystały z opieki w hospicjach perinatalnych. Było ich o 10 proc. mniej w porównaniu ze styczniem zeszłego roku. I to mimo zmiany prawa po wyroku TK, który uznał aborcję z przesłanki mówiącej o ciężkich, w tym letalnych wadach płodu za niekonstytucyjną. Najwyraźniejszy spadek widać na Mazowszu: rok temu udzielono 78 porad, w tym roku tylko 55. W województwie dolnośląskim – było 5, są 3, zaś w łódzkim liczba pacjentek spadła z 3 do zera. To może być efekt ucieczki z aborcją za granicę, ale też spadku liczby wszystkich porodów. Jednak są miejsca, w których widać wzrost. Największy na Podkarpaciu, gdzie udzielono 14 świadczeń wobec jednego rok temu.
Paradoks polega na tym, że pieniądze na ten cel są. W zeszłym roku na podobną liczbę pacjentek (w 2019 r. było 476, rok później 496) NFZ zabezpieczył 1,8 mln zł. W całym 2019 r. wydał 563 tys. zł. – Na rok 2021 zabezpieczono 2,3 mln zł – mówi Sylwia Wądrzyk, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej NFZ.
Tyle że nie w całym kraju są finansowane przez płatnika. Działa 16 ośrodków w 12 województwach, nie ma ich m.in. w lubuskim, kujawsko-pomorskim, zachodniopomorskim. Zdaniem osób prowadzących hospicja kryteria są wyśrubowane, a NFZ płaci za rodzinę objętą opieką niespełna 1,5 tys. zł. Stowarzyszenie „Śląskie hospicjum perinatalne” nie ma kontraktu, utrzymuje się z datków. – Kobieta pod naszą opieką dostaję kompleksową pomoc, nie tylko psychologiczną. Pokrywamy koszty wizyty ginekologicznej, badań genetycznych, jeśli dają szansę doprecyzowania diagnozy – mówi Magdalena Wąsek-Buko. I badania po porodzie, jeśli zakończy się on śmiercią dziecka. Tak, by rodzice wiedzieli, czy jest ryzyko powtórzenia wady, gdyby zdecydowali się znów na ciążę.
Karolina Pawłowska z Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku opowiada, że jej placówka działa w ramach środków zbieranych przez Fundację Hospicyjną. W 2018 r. wystąpiła o kontrakt do NFZ, ale go nie otrzymała. Ale, jak mówi, oferowana kwota na pacjentkę w ciąży to kropla w morzu potrzeb. Tym bardziej że w ramach NFZ piecza nad kobietą kończy się 28 dni po porodzie. – To absurd. Za krótko, by zapewnić pacjentce holistyczną opiekę i pomóc jej wyjść z traumy.
Centrum Opieki Perinatalnej św. Łazarza w Bydgoszczy nie prowadzi hospicjum stacjonarnego dla dzieci, więc nie może liczyć na finansowanie z funduszu. Z jego pomocy korzysta ok. 20 kobiet rocznie. – Spodziewaliśmy się większego zainteresowania po wyroku TK, ale tak nie jest. Jedynie zwiększyło się wsparcie – mówi nasza rozmówczyni. Chciałaby móc skuteczniej docierać do kobiet, które potrzebują pomocy. – Do nas lekarz nie może wystawić skierowania – wzdycha.
– W ramach planowanych zmian w ustawie „Za życiem” powinny pojawić się akty wykonawcze nakładające na medyków obowiązek informowania o istnieniu hospicjów perinatalnych – słyszymy w Fundacji Gajusz, która od 2013 r. prowadzi w woj. łódzkim hospicjum perinatalne. Tu w 2020 r. pod opieką było 26 rodzin, a mogłoby nawet 70. – W Łódzkiem co roku dokonywano z przesłanki embriopatologicznej ok. 100 aborcji. Teoretycznie liczba rodzin korzystających z naszej pomocy powinna radykalnie wzrosnąć. Na razie tego nie widzimy – dodaje Aleksandra Marciniak z Fundacji Gajusz.
Jednak trwają rozmowy, które prowadzi Rada Ogólnopolskiego Forum Pediatrycznej Opieki Paliatywnej, m.in. w sprawie wprowadzenia obowiązku informowania o opiece hospicjum perinatalnego w gabinetach. – Tak, by w przypadku badania, w wyniku którego postawiono rozpoznanie ciężkiej wady kwalifikującej do perinatalnej opieki hospicyjnej, na jego wyniku był zapis o możliwości skorzystania z niej. Dotyczy to też wyników badań wydawanych przez genetyków – mówi Ewa Liegman z hospicjum Tulipani w Gdańsku (ma dziś pod opieką cztery rodziny). A Magdalena Wąsek-Buko dodaje, że jako lekarce brak jej spotkania środowiska z przedstawicielami rządu. Jeśli hospicja perinatalne mają odgrywać tak ważną rolę, warto, by rządzący poznali ich pracę.