Kuratorzy, pracownicy domów dziecka, rodzice hospitalizowanych dzieci – rośnie lista chętnych do jak najwcześniejszego zaszczepienia się na COVID-19. Jednocześnie przybywa pytań dotyczących już uwzględnionych grup. Czy szpital może wymagać szczepienia od odwiedzających? Co z pacjentem, który nie może podpisać zgody? Czy lekarki w ciąży mogą się szczepić? To tylko niektóre z wątpliwości. W wielu sytuacjach brakuje precyzyjnych wytycznych. Decyduje dyrektor szpitala albo nawet lekarz prowadzący.
Priorytetową grupę zero, która jest pierwsza w kolejce do szczepień, szybko rozszerzono o rodziców wcześniaków. Okazuje się jednak, że nie wszędzie łatwo jest im wyegzekwować ten przywilej. – Pierwsze dwie osoby miały być zaszczepione w tym tygodniu, ale akurat wstrzymano dostawy preparatów dla grupy zero – przyznaje prof. Ewa Helwich, konsultant krajowa ds. neonatologii z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. Tam pierwszeństwo mają rodzice, których dzieci będą musiały zostać w szpitalu przez co najmniej cztery tygodnie.
Początkowo było wiele nieporozumień dotyczących tego, kto ma wydawać skierowanie na szczepienie: szpitale, w których dzieci przyszły na świat, czy tam, gdzie są hospitalizowane. Ostateczne wytyczne mówią o tym, że skierowanie wystawiają lekarze z placówki, w której obecnie przebywa dziecko, a jego opiekunowie szczepią się razem z grupą zero z danej placówki. Na razie żaden rodzic nie zyskał możliwości zostawania z dzieckiem. Będzie można mu na to pozwolić po drugiej dawce. – Dla rodziców to trudna sytuacja, nawet jeżeli w niektórych szpitalach mogą przychodzić do dzieci według ściśle wytyczonego grafiku, żeby ograniczyć interakcje z innymi rodzicami i personelem – mówi Elżbieta Brzozowska z Fundacji Koalicja dla Wcześniaka.
Reklama
O przyspieszenie szczepień zabiega też część rodziców dzieci przebywających w szpitalach z innego powodu. Niektóre placówki wręcz stawiają taki wymóg, choć nie ma obecnie możliwości, by zgodnie z prawem go spełnić. – Wymaganie od rodzica, aby poddał się szczepieniu przeciw COVID-19, jeśli chce mieć możliwość odwiedzenia w szpitalu dziecka, jest niezgodne z prawami pacjenta – potwierdza rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec. Jak podkreśla, szczepienie jest dobrowolne, a szpital nie może uzależniać od tego odwiedzin. – Na infolinii Rzecznika Praw Pacjenta nie zarejestrowano do tej pory podobnych zgłoszeń – dodaje Chmielowiec.

Reklama
Problem z zaszczepieniem mają również znajdujące się w grupie zero kobiety w ciąży i karmiące. Nie prowadzono badań klinicznych w takich grupach pacjentów. Jak wynika z rekomendacji Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego, żadna z nieżywych szczepionek nie wywołuje objawów ubocznych, które stanowiłyby przeciwwskazanie do karmienia piersią. Część kobiet z grupy zero chce przyjąć szczepionkę. Tu jednak wszystko zależy od kwalifikującego lekarza. Jak wynika z dotychczasowych doświadczeń, jedni się na to zgadzają, inni nie. „Każda decyzja lekarza o wdrożeniu określonej procedury medycznej zawsze powinna wynikać z kompleksowej analizy stanu zdrowia pacjenta oraz wszystkich zdiagnozowanych objawów i czynników ryzyka” – podkreśla resort zdrowia w odpowiedzi na nasze pytania.
Rafał Janiszewski, prawnik doradzający placówkom medycznym, zwraca jednak uwagę, że ten problem ma dwie strony. – Gdyby u kobiety w ciąży po podaniu szczepionki wystąpiły działania niepożądane, lekarz może być pociągnięty do odpowiedzialności zawodowej z tytułu tego, że podjął decyzję o zakwalifikowaniu. Z drugiej strony, jeśli jej nie zakwalifikuje, a ta zachoruje na COVID-19, co będzie miało negatywny wpływ na ciążę, lekarz odpowiada za decyzję, by nie szczepić – zastrzega.
Problemy pojawiły się także w domach pomocy społecznej. Szczepienia są dobrowolne, więc pacjent musi własnoręcznie podpisać stosowną zgodę. Jednak nie każdy pensjonariusz DPS jest do tego zdolny. Nie musi być przy tym ubezwłasnowolniony, co oznacza, że nikt nie może wyrazić zgody w jego imieniu. Niedawno ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski informował o swoich podopiecznych, którzy z tego powodu nie zostali zaszczepieni. Jak się okazuje, niesłusznie. Resort potwierdza, że do szczepienia konieczna jest zgoda, ale wskazuje też, że jeśli pacjent nie jest osobą ubezwłasnowolnioną, ale znajduje się w stanie, który pozwala na wyrażenie zgody, może ją wyrazić w inny sposób.
Bartłomiej Chmielowiec wskazuje, że rozwiązanie tego problemu jest w art. 79 kodeksu cywilnego. Osoba taka może złożyć oświadczenie woli, składając na dokumencie tuszowy odcisk palca, a obok tego odcisku osoba przez nią upoważniona wpisze jej imię i nazwisko oraz złoży swój podpis. Jest też możliwość, by zamiast składającego oświadczenie podpisała się osoba przez niego upoważniona, a jej podpis był poświadczony przez notariusza, wójta (burmistrza, prezydenta miasta), starostę lub marszałka województwa. RPP podkreśla przy tym, że jeśli mieszkaniec DPS ma pełną zdolność do czynności prawnych, to nikt nie może go zmusić do szczepienia ani zrobić tego bez jego wiedzy lub zgody.