Resort zdrowia po raz kolejny przesunął termin zgłaszania się pracowników służby zdrowia do szczepień – tym razem do 14 stycznia. Powód? – Ludzie są na urlopach, a warto dać szansę wszystkim – usłyszał dziennikarz DGP w ministerstwie. Do wczoraj zgłosiło się 400 tys. osób z niecałego miliona uprawnionych do otrzymania zabezpieczającej dawki. Z czego niemal 6,5 tys. personelu medycznego jest już „po”.

Zmiana daty miała zadziałać na zasadzie swego rodzaju akcji reklamowej: na początku było zaledwie kilka dni na to, by się zgłosić do szczepień. Potem kilka razy wydłużano ten czas. To tak jakby ogłosić, że jakaś promocja trwa tylko do jutra, a potem przedłużyć ją o kolejne dni.
Nasi rozmówcy nie ukrywają, że chcieli też, aby pierwsze szczepienia zadziałały jak wiralowy filmik – i przekonały wahających się. I faktycznie – jak podaje resort – już po rozpoczęciu akcji szczepień liczba chętnych wzrosła o 100 tys. osób. W sumie zgłosiło się więc ok. 45 proc. z tzw. grupy zero, która miała przyjąć ochronę przed COVID-19 jako pierwsza. Jednak o sukcesie na razie trudno mówić. Byłby, gdyby odsetek wynosił chociaż 60–70 proc.
Efekty „przedłużania promocji” jednak widać. – Im bliżej końca terminu, tym więcej osób zapisywało się na szczepienia. W sumie w naszej placówce zgłosiło się 49 proc. wszystkich pracowników – mówi Adam Buczkowski, rzecznik prasowy Szpitala Wolskiego im. dr Anny Gostyńskiej. W Szpitalu Wojewódzkim w Szczecinie zgłosiło się już około 60 proc. personelu. Ostateczny wynik będzie jednak lepszy, bo ciągle trwa zliczanie chętnych.
Są jednak i takie placówki, w których ostatni tydzień nie przyniósł żadnych zmian. Mowa m.in. o Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie. Przed świętami i po odsetek chętnych do zaszczepienia wśród pracowników medycznych wyniósł 77,6 proc., a niemedycznych – 79 proc. Podobnie było w szpitalu im. Antoniego Falkiewicza we Wrocławiu. – W końcowej fazie zgłoszeń nie zauważyliśmy większej liczby chętnych – mówi Michał Przybycień z placówki. Dodaje, że zgłosiło się 54 proc. osób. Podawanie preparatów zacznie się 4 stycznia.
Kluczowymi kwestiami w popularyzacji szczepionek są kampanie promocyjne, ale także kwestia formalnych zachęt. W Polsce to na razie zwolnienie z kwarantanny i możliwość spotkań w szerszym gronie. Ale coraz częściej mówi się o tzw. europejskim paszporcie covidowym. Miałby mieć jednolitą formę, a kraje UE negocjują, aby dawał jednakowe profity we wszystkich państwach członkowskich. Na przykład szczęśliwy posiadacz paszportu mógłby przejechać granicę bez testu i kwarantanny. Pilotaż miałby rozpocząć się w maju przyszłego roku z inicjatywy WHO.
Część państw jednak wprowadza swoje rozwiązania. W Czechach – oprócz dość dowcipnej kampanii czeskiego MZ (np. Mąż je śniadania tylko w domu? Zaszczep się, wtedy zostaną otwarte hospody), ale i uderzające w sentymentalną nutę (Jakbyś miał wybór, to kogo byś uratował? ) – szczepienia mają dać możliwość udziału w konkursach sportowych. W Izraelu w dwa tygodnie po przyjęciu drugiej dawki zaszczepieni otrzymają tzw. zielony paszport dający możliwość odwiedzać zakazane dla reszty śmiertelników miejsca czy też „łamać” ograniczenia.
W Stanach postawiono na edukację, tak więc internetowy spot tamtejszego resortu zdrowia tłumaczy na spokojnie, jak właściwie działają nowe szczepionki na COVID-19. W klipie występuje prominentny ekspert od chorób zakaźnych Anthony Fauci. – Możemy pokonać pandemię – przekonuje swoim charakterystycznym, lekko zachrypniętym głosem.
Jeszcze innym tropem poszli Włosi. Nad Tybrem i Padem w miastach szczepienia mają odbywać się m.in. w tymczasowych pawilonach z wizerunkiem pierwiosnka. W zamyśle ich projektanta Stefano Boeriego ma on symbolizować zbliżającą się wiosnę i nowy początek po długiej zimie. Trwała dyskusja, jakiego koloru ma być kwiat namalowany na białej ścianie. Premier Włoch Giuseppe Conte flirtował z pomysłem, aby pierwiosnki były koloru żółtego, ale ostatecznie stanęło na fuksjowym. ©℗

Operacja „Wielkie kłucie” tworzy mity

Szczepienia na COVID-19 wzbudziły wiele, niemających podstaw w faktach obaw, jeszcze zanim na rynek trafiły preparaty chroniące przed chorobą. Rozpoczęcie globalnej akcji szczepiennej to zjawisko nasiliło. Dezinformacja dotyczy głównie efektów szczepionek, w tym zgonów i działań ubocznych.
Po świętach w Izraelu zmarł na zawał serca 75-letni mężczyzna, który zaszczepił się tego samego dnia. Tamtejszy resort zdrowia zaznacza, że nie ma przesłanek, aby łączyć zgon z podaniem preparatu. Zawały u ludzi w tym wieku zdarzają się częściej niż u osób młodszych. To oznacza, że w przypadku akcji szczepień, którą objęci są wszyscy seniorzy, prawdopodobieństwo zgonu na zawał bliskiego czasowo podaniu preparatu także rośnie.
Zdaniem agencji dopuszczającej szczepionki na rynek amerykański (FDA) w ten sam sposób można tłumaczyć zgony dwóch uczestników badań klinicznych nad szczepionką Pfizera (ogółem zmarło sześć osób, z czego cztery otrzymały placebo). Obydwaj byli starsi niż 55 lat; jeden zmarł na miażdżycę po pierwszej dawce, a kolejny – na zawał po drugiej. Każde z tych schorzeń zwiększa ryzyko zgonu u osób starszych; w badaniu wzięły udział 44 tys. ochotników.
Obawy wzbudzają też doniesienia o reakcjach alergicznych u niektórych osób, którym podano szczepionki Pfizera i Moderny. Naukowcy podejrzewają, że może je wywoływać poli(tlenek etylenu), w szczepionkach pełni funkcję stabilizującą. Ponieważ w literaturze naukowej są skąpe dowody na to, że związek może wywoływać reakcje alergiczne, sprawie przygląda się amerykański Narodowy Instytut ds. badań nad Alergiami i Chorobami Zakaźnymi. Jedno spotkanie specjalistów z całego świata odbyło się już przed świętami.
Najważniejsza informacja jest jednak taka, że reakcja alergiczna nie powstaje w odpowiedzi na aktywny składnik szczepionki – czyli ten element, dzięki któremu budujemy odporność na koronawirusa. Należy także zauważyć, że wspomniana reakcja występuje niezwykle rzadko. Przed świętami, kiedy szczepionkę podano 272 tys. Amerykanów, w Stanach odnotowano raptem sześć przypadków. Żaden nie był śmiertelny. ©℗
JK, KLR