Poprawa wydolności wysiłkowej i krążeniowej, sprawności oddechowej, siły mięśniowej i ogólnej sprawności fizycznej, a także wsparcie zdrowia psychicznego – na takie cele ukierunkowana ma być rehabilitacja po chorobie COVID-19. Na razie w ramach pilotażu realizowanego przez szpital w Głuchołazach.
Rozporządzenie w sprawie programu pilotażowego w zakresie rehabilitacji leczniczej dla świadczeniobiorców po przebytej chorobie COVID-19 zostało już skierowane do publikacji. Ze względu na konieczność pilnego wejścia w życie jego projekt nie był konsultowany.
Pilotaż ma przetestować nowy program rehabilitacji ukierunkowany na remisję choroby, poprawę wydolności wysiłkowej i krążeniowej, sprawności oddechowej, siły mięśniowej i ogólnej sprawności fizycznej oraz wsparcie zdrowia psychicznego.
Rehabilitacja wprowadzana jest w ramach pilotażu, ponieważ – jak tłumaczą autorzy rozporządzenia – na razie nie ma żadnych wytycznych dotyczących terapii u chorych po zakażeniu wirusem SARS-COV-2, zakończeniu ostrej fazy choroby i wypisaniu ze szpitala. Jedyne rekomendacje dotyczą możliwości zastosowania pewnych procedur fizjoterapeutycznych u chorych leczonych na oddziałach intensywnej terapii. Tymczasem wydaje się, że u osób po przebytym zakażeniu natychmiastowa rehabilitacja jest konieczna ze względu na możliwe długotrwałe zaburzenia funkcji płuc i występującą wtórną niewydolność oddechową.
Reklama
Pilotaż ma potrwać 24 miesiące, będzie realizowany przez Szpital Specjalistyczny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Głuchołazach. Autorzy rozporządzenia wyjaśniają, że w ramach tej jednostki funkcjonują już oddziały specjalizujące się w rehabilitacji pulmonologicznej, realizuje ona umowy w zakresie rehabilitacji pulmonologicznej i kardiologicznej, a także fizjoterapii ambulatoryjnej. Z tych powodów – a także z uwagi na to, że pilotaż należy rozpocząć jak najszybciej – uzasadnione jest odstąpienie od określania w rozporządzeniu trybu wyboru realizatora programu.
Rozporządzenie krytycznie ocenia Krajowa Izba Fizjoterapeutów (KIF).

Reklama
– Rozumiemy, że w obecnej sytuacji nie ma czasu na długie uzgodnienia, ale ten dokument dotyczy przede wszystkim fizjoterapii i akurat z naszą izbą warto było go skonsultować – mówi Maciej Krawczyk, prezes KIF.
I dodaje, że z tego pośpiechu wynika wiele niedociągnięć. Przede wszystkim, jak podkreśla, przewidziany program rehabilitacji nie jest oparty na żadnych naukowych wytycznych, które – wbrew twierdzeniom w uzasadnieniu – istnieją.
– Chociażby europejski oddział WHO stworzył zalecenia dla takich pacjentów, które zresztą przetłumaczyliśmy i chcieliśmy wydrukować wspólnie z resortem zdrowia, by rozdawać pacjentom opuszczającym szpitale jednoimienne. Ministerstwo jednak odmówiło współfinansowania, choć szacowany przez nas koszt to maksymalnie 100 tys. zł. Być może zrobimy to jako izba na własną rękę – mówi Maciej Krawczyk.
Do samego rozporządzenia ma jednak więcej zastrzeżeń. Jego zdaniem pilotaż jest za długi i zaprojektowany pod konkretny ośrodek. To oznacza, że miną dwa lata, nim wyciągniemy z niego wnioski i wprowadzimy na szerszą skalę, a przez ten czas rehabilitacją zajmować się będzie jedna placówka dysponująca 50 łóżkami. Poza tym w jego ocenie zbyt szerokie są kryteria kwalifikowania pacjentów do leczenia stacjonarnego. To może oznaczać, że na 3–4 tygodnie trafią do szpitala osoby w stosunkowo dobrej kondycji, które z powodzeniem można rehabilitować w trybie ambulatoryjnym. Prezes KIF zwraca też uwagę, że brakuje mierników skuteczności, zbyt niskie są wyceny świadczeń.
Podkreśla, że program rehabilitacji pacjentów, którzy przeszli COVID, jest bardzo potrzebny – wymagają go wszyscy, którzy kiedykolwiek chorowali – i przyznaje, że nie mamy w tej chwili wiedzy, żeby go na masową skalę wprowadzić.
– Dlatego pilotaż jest potrzebny. Ale trwający najwyżej trzy miesiące i prowadzony w kilku placówkach. Nie może trwać dwa lata, bo nikt nie wie, jak będzie wtedy wglądać sytuacja epidemiologiczna i co w tak długiej perspektywie dzieje się z pacjentami. Powinniśmy być gotowi, by wprowadzić taki program najpóźniej od przyszłego roku, tym bardziej że jesienią spodziewamy się kolejnej fali zakażeń – przekonuje szef KIF.
Etap legislacyjny
Rozporządzenie skierowane do opublikowania