statystyki

Zdrowe, bo polskie? Już nie, bo chcemy jeść dużo i tanio, jak na Zachodzie

autor: Jakub Pawłowski, Joanna Śliwińska08.03.2020, 19:30
Przez lata uważaliśmy, że polska żywność jest naturalna i zdrowa, a jedzenie z Zachodu „plastikowe”. Ta dychotomia jest nieaktualna. Antybiotyki w mięsie, glifosat w kaszach i tłuszcze utwardzane w słodyczach – coraz więcej badań pokazuje, że pod względem użycia szkodliwych składników nie odstajemy od innych krajów UE, a jeżeli już, to często na minus.

Przez lata uważaliśmy, że polska żywność jest naturalna i zdrowa, a jedzenie z Zachodu „plastikowe”. Ta dychotomia jest nieaktualna. Antybiotyki w mięsie, glifosat w kaszach i tłuszcze utwardzane w słodyczach – coraz więcej badań pokazuje, że pod względem użycia szkodliwych składników nie odstajemy od innych krajów UE, a jeżeli już, to często na minus.źródło: ShutterStock

Polska nie jest samotną wyspą jakości na oceanie produkcyjnej bylejakości. I stało się tak z naszej woli, w wyniku naszych wyborów.

P rzez lata uważaliśmy, że polska żywność jest naturalna i zdrowa, a jedzenie z Zachodu „plastikowe”. Ta dychotomia jest nieaktualna. Antybiotyki w mięsie, glifosat w kaszach i tłuszcze utwardzane w słodyczach – coraz więcej badań pokazuje, że pod względem użycia szkodliwych składników nie odstajemy od innych krajów UE, a jeżeli już, to często na minus.

Czy produkty polskie są lepsze lub gorsze np. od niemieckich? Ustalenie tego wziął na siebie niedawno Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który przebadał te same produkty oferowane w Europie Zachodniej i Polsce. Co ustalono? Różnice rzeczywiście są, choć nie tak powszechne, jak mogłoby się wydawać: na 101 par przebadanych produktów istotne różnice znaleziono zaledwie w 12. Najczęściej polska wersja była „chudsza”. Chociażby paczka chipsów paprykowych tej samej marki kupiona w Niemczech zawierała o 25 g więcej produktu niż ta w Polsce.

Magazyn DGP 6.03.2020

Magazyn DGP 6.03.2020

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

To jeszcze nie koniec świata. Gorzej, że specjały na polski rynek powstawały też na bazie gorszych jakościowo produktów. Przekąski przeznaczone do sprzedaży w Polsce były smażone na szkodliwszym oleju palmowym, a nie słonecznikowym, jak na Zachodzie. Do tego dosypano u nas jeszcze – nieobecny w zachodnim odpowiedniku – wzmacniacz smaku (glutaminian monosodowy), proszek pomidorowy i serowy.

Stosowanie dodatków dotyczy także innych produktów: serków, napojów, przypraw. Co więcej, w przypadku tych pierwszych – mimo napisu „100 proc. naturalnych składników” – tylko niemiecki produkt nie zawierał regulatora kwasowości.

Badanie UOKiK, choć dotyka zaledwie wycinka problemu, pokazuje dużo szerszy trend. Polska nie jest samotną wyspą jakości na oceanie produkcyjnej bylejakości. I to z naszej woli, w wyniku naszych wyborów tak się stało. Praktyka pokazuje bowiem, że w trójkącie wartości: cena, dostępność i jakość wybrać możemy góra dwie. Działania producentów oraz rzut oka na półki sklepowe jasno wskazują, które wartości my, konsumenci, cenimy najbardziej. I nie jest to zdrowie.

Gospodarstwa? Raczej fabryki

Jak tworzy się powszechne wyobrażenie o powstawaniu żywności? Przez reklamy. A w nich krowa pasie się na zielonej łące, półmisek kruchych wędlin na rodzinnym stole stawia babcia, która ma zaprzyjaźnionego sąsiada masarza. Chleb co rano wypiekają szczęśliwi pracownicy lokalnej piekarni ze świeżo przygotowanego ciasta. Nawet jednak bez reklam wielu z nas ma w głowach obraz wsi z dzieciństwa, gdzie rolnik hodował po kilka krów i świń karmionych tym, co wyrosło w gospodarstwie. Dziś ten model należy do przeszłości, ale który mieszczuch o tym wie?

Przemysłowa produkcja żywności rządzi się swoimi prawami: maksymalizacji wykorzystania surowców i zysków, minimalizacji strat. W naszym kraju jest ok. 2 mln gospodarstw, z czego jakieś 100 tys. to prawdziwe fabryki. To właśnie one dostarczają Polakom aż 80 proc. żywności. W to wliczamy chociażby ogromne fermy drobiu z tysiącami kur, których właściciele korzystają ze statusu rolnika, chociaż już na pierwszy rzut oka widać, że takiej fermie bliżej do przemysłowego kombinatu niż do gospodarstwa. Ich budowa wywołuje protesty lokalnych społeczności, ale najczęściej nic one nie dają. Konsument chce taniego kurczaka, więc go dostaje.

Przemysłowy chów dotyczy nie tylko drobiu, lecz także trzody chlewnej oraz bydła. Większość krów, tak samo jak kury i świnie, spędza całe życie w zamknięciu, co przekłada się na ich zdrowie, a więc także na jakość mleka i mięsa. Proces uprzemysłowienia hodowli postępuje i nic nie wskazuje na to, że ulegnie odwróceniu. Mali producenci nie mają szans w starciu z producentami wielkotowarowymi, bo ci, z racji skali, uzyskują lepsze ceny w skupie lub np. u producentów pasz.


Pozostało jeszcze 72% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane