- Na Podlasiu na całe województwo jest raptem ośmiu specjalistów psychologii klinicznej dziecka. Ale nawet ci nieliczni specjaliści nie mają gdzie pracować, bo albo nie ma w ogóle kontraktów z NFZ, albo nie ma stworzonych poradni i oddziałów - mówi Katarzyna Sarnicka, psycholog kliniczny, wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Psychologów.
Reklama
Katarzyna Sarnicka, psycholog kliniczny, wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Psychologów / DGP
Reforma psychiatrii dziecięcej ma w końcu stać się faktem. Trwają właśnie konkursy na placówki pierwszego poziomu. Nie będzie w nich psychiatrów, tylko psychologowie i psychoterapeuci. Czy pani zdaniem będzie miał kto tam pracować? W Warszawie specjalistów nie brakuje, ale w mniejszych ośrodkach nie ma odpowiedniej kadry.
To prawda, że w Warszawie sytuacja jest specyficzna, tu na pewno jest wielu psychologów, psychologów klinicznych, psychoterapeutów. Natomiast na Podlasiu na całe województwo jest raptem ośmiu specjalistów psychologii klinicznej dziecka. Ale nawet ci nieliczni specjaliści nie mają gdzie pracować, bo albo nie ma w ogóle kontraktów z NFZ, albo nie ma stworzonych poradni i oddziałów. Podobna sytuacja jest w Lubuskiem, na Podkarpaciu.
Specjalistów brakuje wszędzie. A dlaczego? Bo w publicznym systemie są kompletnie niedocenieni. Są tam, gdzie mogą pracować w sektorze prywatnym, np. w Warszawie, ale już tam, gdzie nie ma rynku na takie usługi, ich nie będzie. Obawiam się, że tam, gdzie zabraknie specjalistów, w poradniach będą zatrudniani psycholodzy zaraz po studiach. Tymczasem specjalista psychologii klinicznej dziecka to osoba z bardzo wysokimi kwalifikacjami, bo poza studiami zrobiła specjalizację, analogiczną do specjalizacji lekarskich. Jednak w przeciwieństwie do lekarskich, taka specjalizacja jest płatna, wiąże się m.in. z co najmniej 17-miesięcznym stażem w różnych placówkach i kończy państwowym egzaminem. Podobnie jest z psychoterapeutami, którzy też muszą po studiach wyszkolić się dodatkowo na własny koszt.
Profesor Małgorzata Janas-Kozik, pełnomocnik ministra ds. psychiatrii dziecięcej, mówiła niedawno, że to koszt porównywalny z kupnem dobrego auta.
Owszem, to są ogromne koszty. Tymczasem psycholog w systemie ochrony zdrowia zarabia średnio 2 tys. zł netto, a specjalista psychologii klinicznej – zgodnie z ustawą o minimalnych wynagrodzeniach pracowników medycznych – powinien otrzymywać co najmniej 3 tys. zł netto, ale nierzadko jest to mniej.
Często słyszymy, że publiczny płatnik nie jest w stanie konkurować z rynkiem prywatnym, jeśli chodzi o zarobki. Ale właściwie dlaczego? Specjalistom wysokiej klasy trzeba dużo płacić. I są kraje, które to robią. Tymczasem u nas piętrzy się problemy – do psychologa trzeba mieć skierowanie, psycholog sam nie może zawrzeć umowy z NFZ (musi to być poradnia albo inny podmiot). Na pewno rozwiązaniem skracającym kolejki byłaby likwidacja skierowań do psychologa i psychoterapeuty. Wydaje mi się, że zmierzamy z opieką psychologiczną w tym samym kierunku co stomatologia, gdzie wszystko jest już sprywatyzowane. Ale jest to ze szkodą dla pacjentów, bo wielu rodzin nie stać na to, by korzystać z terapii prywatnie. A specjaliści, którzy tyle czasu i energii zainwestowali w swoje wykształcenie, chcieliby – już nie mówię o tym, że godnie zarabiać – ale pracować zgodnie ze swoimi kwalifikacjami i wykształceniem, np. w poradni zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Jednak nie ma tam dla nich etatów.
To ma się teraz zmienić. NFZ chce zakontraktować 300 poradni, rozsianych po całej Polsce, również w małych miejscowościach. I ma na to zapewnione podobno całkiem pokaźne środki.
To krok w dobrym kierunku. Na ten cel ma trafić 242 mln zł, wychodzi ok. 67 tys. zł na miesiąc dla jednej poradni. Ale te placówki dopiero będą powstawać, zaczynają się konkursy. Zobaczymy, jak to się sprawdzi w praktyce. Na razie nie wiadomo nic konkretnego o warunkach pracy i zarobkach. Wiem, że w różnych miejscach Polski placówki ochrony zdrowia są namawiane, by takie poradnie tworzyć, zachęcane są do tego samorządy. Jednak wiele osób się tego obawia, bo ich zdaniem te świadczenia są niedoszacowane.
Jak to? NFZ mówi o 242 mln zł i zarobkach rzędu 7–8 tys. zł miesięcznie przy zatrudnieniu czterech specjalistów.
Jeśli mówimy o pomocy dla dzieci i młodzieży, to trzeba wziąć pod uwagę – a tego NFZ w ogóle nie uwzględnił – że oprócz wyposażenia pomieszczenia psychologowi trzeba stworzyć warsztat, a więc wyposażyć taką poradnię w metody testowe, te, które są zalecane i zgodne z najnowszymi standardami. A to koszt nawet kilku tysięcy złotych za oryginalne testy. Z tego, co się orientuję, to również wymóg liczby porad może być zbyt duży. Wstępnie oszacowano, że na pierwszym poziomie referencyjnym w ośrodku środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej ma być 412 porad miesięcznie – to zostało zakwestionowane i przez praktyków, i przez ekspertów. Polskie Towarzystwo Psychiatryczne zaleca, by to było 300 porad miesięcznie, naszym zdaniem to zdecydowanie bardziej realna propozycja.
Są głosy, że tworząc ten limit, oparto się na poradach udzielanych w ambulatoriach, a tu ma być prowadzona praca środowiskowa.
Zgadza się, to zupełnie inna specyfika pracy – jest ona bardziej angażująca i czasochłonna – zarówno diagnoza psychologiczna, jak i oddziaływania psychoterapeutyczne czy działania w środowisku pacjenta. Poza tym w zarządzeniu prezesa NFZ z 16 stycznia br. (na podstawie którego kontraktowane mają być owe placówki – red.) pojawił się też wymóg potwierdzenia sesji psychoterapii, także rodzinnej, podpisem pacjenta – bardzo kłopotliwy i trudny do wyegzekwowania w praktyce.
Z tego NFZ się wycofał.
Tak, wycofał się po licznych protestach psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów. Natomiast nadal nie ma precyzyjnej wykładni prawnej, ostatnio OZZP napisał list otwarty w tej sprawie do prezesa NFZ.
Zdecydowanie większym problemem jest jednak to, że zarządzenie przerywa ciągłość opieki psychologicznej nad młodzieżą. Według nowych przepisów gdy pacjent kończy 18 lat, powinien przejść do systemu opieki dla dorosłych. Najbardziej uderza to w młodzież przebywającą w dziennych i stacjonarnych ośrodkach terapeutycznych. Tam jest prowadzona psychoterapia, jednocześnie można się tam uczyć. Zwykle są to młodzi ludzie, którzy nie mają wsparcia w rodzinie, pochodzą np. ze środowisk przemocowych, patologicznych. Pobyt i terapia w takich ośrodkach są dla nich szansą na wyjście z problemów. Dotychczas mogli tam przebywać do 26. roku życia pod warunkiem kontynuacji nauki i terapii. W tym zarządzeniu zabrakło takiego zapisu. To powoduje, że w zasadzie natychmiast należałoby wypisać tych, którzy ukończyli 18 lat, przerywając proces terapeutyczny. Od razu się to odbiło dużym echem, pisali do nas członkowie z wielu stron Polski, sygnalizując ten problem. Nadal nie mamy również tej kwestii wyjaśnionej.
Fundusz nie wyklucza zmian w zarządzeniu, jeśli okaże się to trudne do realizacji.
Oby nastąpiły one jak najszybciej.
Wróćmy jeszcze na chwilę do problemów z kadrą. Resort zdrowia wprowadził nową specjalizację w związku z reformą – psychoterapię dzieci i młodzieży, która nie była wcześniej wyodrębniona. Jest dofinansowana ze środków UE. Czy to częściowo nie rozwiąże problemu?
Jest to pewne ułatwienie i cieszymy się z tego. Choć oczywiście pierwszych specjalistów będziemy mieć za cztery lata, na razie są tylko wnioski o uznanie dorobku (doświadczeni terapeuci mogą się o to ubiegać, dzięki czemu mogą podejść do egzaminu bez przechodzenia całego cyklu szkolenia). Dochodzą do nas jednak głosy, że te wnioski są bardzo wolno rozpatrywane, a dofinansowywanych miejsc jest niewiele. Poza tym jeśli zależy nam na tym, by przybywało specjalistów, należałoby wprowadzić dalsze ułatwienia. Choćby pomagające godzić szkolenie specjalizacyjne z pracą. Przykładowo, wymóg 17-miesięcznego stażu nie jest łatwy do zrealizowania dla człowieka, który jednocześnie pracuje zawodowo, a trudno się specjalizować i nie pracować. Który pracodawca chętnie wypuści pracownika na tak długi staż i jeszcze mu za to zapłaci pensję? U lekarzy nie ma takiego problemu, jest wymóg ustawicznego kształcenia i jeśli lekarz chce iść na staż, to idzie. Specjalizacja wymaga ogromnego wysiłku, dlatego nie jest zbyt wielu chętnych. Zwłaszcza że specjalizacja nie gwarantuje wyższych zarobków. I tym samym wracamy do tematu, od którego zaczęła się ta rozmowa.
Wszystko rozbija się o pieniądze. Czy może to storpedować dobrze pomyślaną reformę?
My na pewno jej torpedować nie chcemy. Kibicujemy tym zmianom i mamy nadzieję, że się uda – bez wątpienia pomoże w tym wyeliminowanie błędów wskazywanych przez środowisko psychologów praktyków.©℗
Trzy poziomy w nowym systemie psychiatrii dziecięcej
I poziom referencyjny – ośrodki środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej dla dzieci i młodzieży:
  • wymogi formalne: psycholog, psychoterapeuci, terapeuta środowiskowy
  • będą udzielać pomocy dzieciom, które nie potrzebują diagnozy psychiatrycznej ani farmakoterapii
  • pacjenci będą mogli z nich skorzystać bez skierowania lekarskiego
  • taki ośrodek docelowo ma być w każdym powiecie lub grupie powiatów
II poziom – środowiskowe centra zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży:
  • wymogi formalne: poradnia zdrowia psychicznego, oddział dzienny, zespół leczenia środowiskowego
  • poza terapeutami i psychologami pracować będzie tam lekarz psychiatra
  • pacjenci wymagający intensywniejszej opieki będą mogli skorzystać ze świadczeń w ramach oddziału dziennego
  • jeden ośrodek obejmowałby wsparciem kilka sąsiadujących powiatów
III poziom – ośrodki wysokospecjalistycznej całodobowej opieki psychiatrycznej:
  • wymogi formalne: izba przyjęć, oddział całodobowy
  • pomoc znajdą pacjenci wymagający najbardziej specjalistycznej pomocy, w stanie zagrożenia życia i zdrowia, przyjmowani w trybie nagłym
  • w każdym województwie ma funkcjonować co najmniej jeden taki ośrodek
  • w ośrodkach tych będą się także kształcili przyszli lekarze psychiatrzy i inni specjaliści systemu
Całość ma tworzyć piramidę – najwięcej placówek ma być na pierwszym poziomie, najmniej na trzecim. Nowe rozwiązania mają na celu odejście od opieki zinstytucjonalizowanej (gdzie często pierwszym kontaktem dziecka z systemem wsparcia był oddział psychiatryczny) na rzecz opieki środowiskowej. Od tego, na ile skuteczna okaże się pomoc na niższych poziomach, będzie zależało zapotrzebowanie na wyższe.