Kobiety, które decydują się urodzić dziecko w czasie specjalizacji, są podwójnie dyskryminowane – nie mogą korzystać z uprawnień związanych z macierzyństwem tak jak pracownice innych branż, trudniej im też niż ich kolegom zrealizować szkolenie specjalizacyjne.

– Ustawodawca, tworząc instytucję rezydentury, wyszedł z założenia, że rezydent jest pracownikiem. W tej chwili mamy jednak kuriozalną sytuację, że dochodzi do konfliktu przepisów kodeksu pracy i programu specjalizacji. Bo z jednej strony lekarz zobowiązany jest do realizacji programu, w który są wpisane dyżury medyczne, wraz z godzinowym minimum, z drugiej strony kobiety korzystające z uprawnień związanych z macierzyństwem nie muszą pracować w godzinach nocnych. Efekt jest taki, że lekarki, które chcą korzystać z tego przywileju, muszą później dyżury odrabiać i to w ramach wolontariatu, czyli bezpłatnie – tłumaczy Michał Bulsa, przewodniczący komisji ds. młodych lekarzy Naczelnej Rady Lekarskiej.

Okres zwolnienia lekarskiego czy urlopów związanych z macierzyństwem wydłuża okres specjalizacji, czyli trwa ona dłużej, ale jest normalnie opłacana. – Jednak już rezygnacja z dyżurów w godzinach nocnych powoduje konieczność odpracowania ich bez wynagrodzenia. Mamy też tutaj kuriozalną sytuację zmuszającą kobiety do pracy ponad normę – zwraca uwagę Michał Bulsa.

Maria Kłosińska, koordynator mediów w stołecznej izbie lekarskiej, potwierdza, że jest to dla rezydentek duży kłopot. I podkreśla, że biorąc pod uwagę niewystarczającą liczbę lekarzy w Polsce, a także naszą sytuację demograficzną, należałoby raczej stwarzać im mechanizmy ułatwiające łączenie ról.

– Po urlopie związanym z rodzicielstwem lekarz nie wraca do pracy na cały etat, ale na etat plus dyżury. I to jest duży problem – nie tylko dlatego, że chciałoby się spędzać czas z rodziną, ale czysto logistyczny, bo chociażby trudno znaleźć opiekunkę, która zgodzi się zajmować dzieckiem w nocy. Dlatego część lekarek decyduje się na urlop wychowawczy po macierzyńskim – tłumaczy. Kończy się to tak, że robienie specjalizacji trwa po kilkanaście lat, a część tego czasu trzeba przepracować za darmo.

Porządki w przepisach

Sytuację postanowił unormować zespół, który przygotowywał dla resortu zdrowia projekt nowelizacji ustawy z 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 537 ze zm.). Zaproponował rozwiązanie, które ma zagwarantować przestrzeganie praw pracowniczych, a jednocześnie nie odbić się negatywnie na poziomie kształcenia – bo jednak doświadczenia pracy w trybie ostrodyżurowym są lekarzowi niezbędne. – Przyjęto, że jeśli lekarka korzysta z tego uprawnienia przez dwa lata – to średni okres zwolnienia w okresie ciąży i zajmowania się małym dzieckiem – to nie musi odrabiać dyżurów. Jeśli ten czas będzie dłuższy, to trzeba będzie je odrobić – tłumaczy Michał Bulsa.

Choć resort nie zaakceptował wszystkich propozycji zespołu, to akurat te przepisy w projekcie zostały. I są bardzo wyczekiwane przez rezydentki. Oznaczają bowiem de facto, że będzie można nie pracować dodatkowo na dyżurach w ciągu dwóch z pięciu lat specjalizacji. – Lekarki chętnie korzystają też ze stosunkowo nowej możliwości pracy w niepełnym wymiarze podczas urlopu rodzicielskiego i wychowawczego. Jednak teraz, nawet jeśli rodzic decyduje się na powrót na część etatu, to musi odbywać dyżury wynikające z programu specjalizacji. Ale po planowanych w ustawie zmianach może to być zachęcające, będzie bowiem można wrócić na pół etatu i skorzystać z możliwości, że przez dwa lata można nie dyżurować. To większa elastyczność – ocenia Maria Kłosińska.

Nadal trudno łączyć role

Kwestią wciąż niezałatwioną pozostają przerwy na karmienie. Zdaniem Michała Bulsy to też przykład na rozmijanie się uprawnień wynikających z kodeksu pracy z programem specjalizacji, który nakłada obowiązek wyrobienia określonej liczby godzin. Niektóre placówki – nie ma tu jednolitej praktyki – skrupulatnie je wyliczają, a przerwa powoduje, że jest tych godzin mniej. Nie jest to jednak podstawa do wydłużenia rezydentury i to również trzeba odrabiać na wolontariacie. – Tu dużo zależy od kierownictwa, choć lepiej, żeby to było uporządkowane. Ale kiedy będzie można wrócić na etat bez dyżurów, to i z tą kwestią będzie łatwiej – podkreśla Maria Kłosińska.

Są jednak w projekcie przepisy, które lekarzy, szczególnie tych planujących rodzicielstwo, bardzo niepokoją. Chodzi o zsyłki do powiatu, czyli obowiązek odbycia co najmniej sześciomiesięcznego okresu szkolenia w szpitalu pierwszego lub drugiego stopnia zabezpieczenia (często to szpital powiatowy) – w zakresie stażu z chirurgii ogólnej, chorób wewnętrznych i pediatrii. – Nie jesteśmy zadowoleni z tego zapisu, bo proponowaliśmy, by była to dobrowolna decyzja, a tu mamy oblig – mówi Jarosław Biliński, przewodniczący zespołu, który przygotował projekt.

– Może być to bodźcem do wybierania dziedzin, w których tego obowiązku nie ma, ale w chirurgii czy pediatrii są takie braki, że raczej należałoby do nich zachęcać, a nie odwrotnie. Jeśli spojrzy się na całą specjalizację i policzy się, ile jest staży, kursów wyjazdowych itp., to robi się z tego wiele tygodni, a nawet miesięcy. Zwłaszcza jeśli się doda pół roku w powiecie. To nie tylko dodatkowe koszty, ale też dezorganizacja życia – zwraca uwagę Maria Kłosińska.

I dodaje, że resort musi w końcu dostrzec, że istnieje duża grupa lekarzy rodziców, którzy potrzebują mechanizmów ułatwiających łączenie pracy z obowiązkami rodzinnymi. – Ten problem będzie narastał, bo kobiety wciąż stanowią przeważającą większość kadry medycznej – przekonuje. 

Etap legislacyjny

Projekt skierowany na Komisję Prawniczą