- Powinniśmy wprowadzić mechanizmy, które pozwolą pielęgniarkom i ratownikom na uzyskanie pomocy ze strony państwa w zdobywaniu kwalifikacji - mówi Łukasz Szumowski w rozmowie z DGP.
Związkowcy zarzucają panu, że zawierając porozumienie z rezydentami, złamane zostały zasady prowadzenia dialogu społecznego, ponieważ nie są oni reprezentatywną organizacją, z którą należy podejmować negocjacje płacowe.
– Zarzuty są nieuprawnione, bo nie rozmawiałem z całą grupą lekarzy czy pielęgniarek. W porozumieniu z rezydentami są rozwiązania dedykowane tylko pewnej wąskiej grupie. Przypominam, że uzgodniliśmy częściowe obniżki wynagrodzeń dla najmłodszych rezydentów. W porozumieniu przewidziane są również dodatkowe pieniądze dla tych młodych lekarzy, którzy zobowiążą się do konkretnego działania, czyli pracy w Polsce przez dwa do pięciu lat po skończonej specjalizacji. Przewidujemy również podwyżki dla części specjalistów, ale tylko tych, którzy zdecydują się pracować w jednym szpitalu. Więc wypracowane propozycje są de facto trochę technicznymi rozwiązaniami, które mają poprawiać sytuację w szpitalach, ale nie dotyczą całej grupy zawodowej. Jestem za to przekonany, że są korzystne zarówno dla pacjenta, jak i innych pracowników służby zdrowia. A że nie dotyczy całych grup zawodowych, nie musiały stawać na Radzie Dialogu Społecznego.
Reklama
Coraz częściej słyszy się jednak głosy, że skoro rezydenci wywalczyli podwyżki, to przedstawiciele innych zawodów medycznych też mają prawo się ich spodziewać. Zwłaszcza w kontekście zaproponowanej przez resort nowelizacji ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia pracowników medycznych.
Ale rezydenci wywalczyli częściowo obniżki, nie wiem, czy to jest cel innych grup zawodowych. Wydaje się, że tego nikt nie dostrzega. Podkreślam to za każdym razem, bo to pokazuje odpowiedzialność negocjujących rezydentów. Zgodzili się na pewne rozwiązania niekorzystne – z punktu widzenia finansowego – dla siebie i swoich kolegów, ale właściwe dla całego systemu ochrony zdrowia. Rozmawiam ze wszystkim grupami, spotykam się regularnie z każdą z nich. Słucham, jakie są oczekiwania i potrzeby. A jest ich dramatycznie dużo. Jedną z najważniejszych grup zawodowych są pielęgniarki i położne. Kryzys demograficzny, z którym mamy do czynienia w ich przypadku, może dotknąć nas wszystkich. Musimy więc wypracować rozwiązania, które będą zachęcały młode osoby do wyboru tych zawodów, do szkolenia się i pozostawania w pracy. Chodzi o zwiększenie liczby pielęgniarek w wieku do 40 lat, bo ich jest dramatycznie mało.

Reklama
One też są niezadowolone z zapisów zaproponowanych w projekcie nowelizacji ustawy o minimalnych wynagrodzeniach i oczekują podwyżek.
Jeśli chodzi o tę ustawę, to właśnie RDS jest miejscem, gdzie powinna być omawiana. Tu jest oczywiście pole do dyskusji dla każdej strony – społecznej, czyli pracowników, pracodawców, a także rządu. Jest pole do wypracowania kompromisu, między oczekiwaniami każdej z tych grup a realnymi możliwościami. Rolą RDS jest to, by różne dążenia uwspólnić.
Jestem w ciągłym kontakcie zarówno z izbą, jak i związkiem pielęgniarek i położnych. Próbujemy wypracować wspólne rozwiązania, które zachęcą do kształcenia i szkolenia. Należy podkreślić, że pielęgniarki i ratownicy nie mają takich możliwości finansowania i zdobywania kwalifikacji podyplomowych jak ich koledzy lekarze. To należy zmienić. Powinniśmy wprowadzić mechanizmy, które pozwolą na uzyskanie pomocy ze strony państwa w zdobywaniu kwalifikacji, w budowaniu ścieżki kariery zawodowej. Bez tego zachęty dla pielęgniarek i położnych do pozostania i pracy w systemie ochrony zdrowia będą słabe.
Czy nie obawia się pan, że objęcie zapisami ustawy o minimalnych wynagrodzeniach kolejnych grup zawodowych negatywnie wpłynie na kondycję finansową szpitali?
Trzeba pamiętać, o jakich grupach mówimy. Ja stoję na stanowisku, że zawody medyczne to te, które mają bezpośrednią styczność z diagnostyką, terapią i opieką nad pacjentem. W związku z tym wyobrażam sobie, że taką grupą są sekretarki medyczne, które ewidentnie mają do czynienia z procesami, o których wspomniałem. Natomiast dosyć sceptycznie i ostrożnie podchodzę do pozostałych grup zawodowych (pracujących w podmiotach leczniczych – red.), jeśli one nie różnią się w swoim działaniu od wszystkich innych grup funkcjonujących w Polsce. Czy wprowadzenie np. sekretarki medycznej osłabi budżet szpitala? Myślę, że wręcz przeciwnie. Znacznie „droższym” pracownikiem jest lekarz, który wypełnia w tej chwili dokumentację medyczną zamiast leczyć pacjenta.
Kolejne spotkanie w sprawie podwyżek
Dziś po raz kolejny zbierze się zespół ds. usług publicznych Rady Dialogu Społecznego, który pracuje nad zmianami w ustawie z 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych (Dz.U. z 2017 r. poz. 1473). Poprzednie posiedzenie zdominowała dyskusja na temat porozumienia, które minister zdrowia zawarł z rezydentami – młodzi lekarze wynegocjowali podwyżki, zaś w zaproponowanej przez rząd noweli podwyższenia minimalnych pensji nie przewidziano, co spowodowało rozgoryczenie innych grup zawodowych. Przedstawiciele związków zawodowych zarzucali ministrowi, że złamał zasady prowadzenia dialogu społecznego, wskazywali też, że porozumienie jest niezgodne z ustawą o minimalnych wynagrodzeniach, gdyż nie uwzględnia zawartych w niej wskaźników. Zdaniem związkowców oznacza ono skokowe różnicowanie wynagrodzeń w służbie zdrowia.