Dodatkowe pieniądze jeszcze w tym roku zasilą budżet NFZ. Pacjenci mają szybciej przechodzić specjalistyczne badania i zabiegi. DGP dotarł do projektu specustawy o szczególnych rozwiązaniach zapewniających poprawę jakości i dostępności do świadczeń opieki zdrowotnej.

Przewiduje on, że Narodowy Fundusz Zdrowia dostanie 2,1 mld zł dotacji z budżetu na skrócenie kolejek. Kolejne 700 mln zł zostanie przeznaczone na wyposażenie placówek w nowy sprzęt.

To pierwszy raz w historii, gdy budżet tak otwarcie i hojnie dołoży do leczenia. Co więcej, Komitet Stały Rady Ministrów zajmie się projektem już w tym lub przyszłym tygodniu. Ustawa ma zacząć obowiązywać najpóźniej 23 września, tuż przed uruchomieniem sieci szpitali.

Pieniądze pozwolą przede wszystkim zwiększyć liczbę świadczeń. Zwłaszcza tych, do których kolejki są absurdalnie długie. Chodzi m.in. o badania rezonansem magnetycznym, tomografie, operacje zaćmy i wszczepianie endoprotez, a także nowoczesne leczenie osób z wirusem powodującym zapalenie wątroby typu C. W niektórych regionach pacjenci muszą czekać na te zabiegi nawet po kilka lat.

Reklama

Z dodatkowych środków mają też zostać zakupione dentobusy (mobilne gabinety dla dzieci i młodzieży), a także aparatura dla szpitali. Co bardzo ważne, w projekcie specustawy zaznaczono, że taka pomoc w pierwszej kolejności powinna zostać przyznana placówkom oferującym kompleksową i koordynowaną opiekę chorym z rakiem piersi. Jak już pisaliśmy, rząd chce utworzyć sieć punktów, w których kobiety będą miały dostęp do pełnej diagnostyki, leczenia i rehabilitacji.

Reklama

Zapowiedź dotacji na leczenie chwalą specjaliści. Także ci zazwyczaj sceptyczni wobec działań Ministerstwa Zdrowia. – Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. W końcu rząd zaczyna rozumieć, że poziom opieki medycznej ma kluczowy wpływ na dobrobyt społeczeństwa, a także na poziom rozwoju gospodarczego – komentuje mecenas Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan. Zwraca uwagę, że finansowo wsparte zostaną przede wszystkim te obszary, w których kolejki są tak długie, że chorzy często decydują się leczyć za granicą (w ramach dyrektywy transgranicznej). A to powoduje odpływ pieniędzy z NFZ do placówek w innych państwach.

Kierunek zmian podoba się również dr Małgorzacie Gałązce-Sobotce z Uczelni Łazarskiego, zasiadającej w radzie NFZ. – Rząd wreszcie spełnia zapowiedzi zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia. To świetna wiadomość dla pacjentów. Fundusz będzie mógł skrócić kolejki – mówi wprost. Jej zdaniem zamiast zmieniać system finansowania zdrowia z ubezpieczeniowego (ze składką) na budżetowy powinno się właśnie finansować celowe działania z pieniędzy budżetowych.

Także szefowie szpitali podchodzą do pomysłu optymistycznie. Podkreślają, że mają „moce przerobowe”, by badać i operować o wiele więcej osób niż dotychczas. Potrzeba im tylko pieniędzy.

Wyglądało na to, że zapowiadane przez PiS podniesienie nakładów na ochronę zdrowia skończy się fiaskiem. Tak samo, jak za poprzednich ekip rządzących. Mamy jednak zwrot akcji – jest projekt specustawy dokładającej 2,1 mld zł na leczenie, i to już w tym roku. Zdaniem ekspertów to najlepszy kierunek. Bezpieczniejszy niż zakładane przez PiS zlikwidowanie składki zdrowotnej.
Plany na papierze
Rok temu w lipcu rząd Beaty Szydło przyjął dokument Narodowa Służba Zdrowia z ambitnym planem zwiększenia publicznych nakładów na ochronę zdrowia w Polsce. Teraz wynoszą one ok. 4,6 proc., PKB co jest jednym z najniższych poziomów w całej Unii. Minister Konstanty Radziwiłł przedstawił mapę drogową dochodzenia do 6 proc. PKB w 2025 r. Gdy jednak resort finansów przesyłał Wieloletni Plan Finansowy do Brukseli, nie uwzględnił podniesienia nakładów na system lecznictwa, co postawiło pod znakiem zapytania nie tylko możliwość skracania kolejek, ale i także przeprowadzenie reform. Sam NFZ, choć jego budżet z roku na rok rośnie dzięki wyższym wpływom ze składek, z problemami sobie nie poradzi. Projekt ustawy, którym ma się w najbliższych dniach zająć rząd, przewiduje, że NFZ otrzyma w tym roku dodatkowe 2,1 mld zł w formie dotacji z budżetu państwa. Jeśli jakieś pieniądze nie zostaną wykorzystane, przejdą na kolejny rok.
Dodatkowo szpitale i gabinety medycyny szkolnej zostaną doposażone w sprzęt i aparaturę medyczną, ale w kwocie nie wyższej niż 689,5 mln zł.
Chętnie zoperują więcej
– To wspaniale, że mają być dodatkowe pieniądze na leczenie. Na wszczepienie endoprotez czeka się u nas aż pięć lat, w kolejce jest 2149 chorych. Przy zwiększeniu finansowania procedur z NFZ moglibyśmy zoperować ich w dwa lata – zauważa Ewa Bachta, wicedyrektor ds. ekonomiczno-administracyjnych w Szpitalu Klinicznym nr 7 Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach (Górnośląskie Centrum Medyczne). Podobnie jest w przypadku zabiegów usunięcia zaćmy czy badań rezonansem magnetycznym oraz tomografii komputerowej. Ewa Bachta pozytywnie ocenia też pomysł dofinansowania zakupu nowego sprzętu, bo często to koszt milionów złotych, a z kontraktów z funduszem trudno wygospodarować nadwyżki finansowe na ten cel. Zwraca jednak uwagę, że przy takich inwestycjach często potrzebne jest też wsparcie w dostosowaniu pomieszczeń – chodzi m.in. o wymianę instalacji.
Pacjenci chwalą kierunek zmian, ale zwracają uwagę, że kluczowe jest celowanie pieniędzy, tak by faktycznie trafiły na leczenie, a nie np. na podwyżki. – Mam nadzieję, że projekt zostanie przyjęty i za pół roku pacjenci to odczują. Ponadto ważne jest, by rzeczywiście NFZ pokazał, jak pieniądze zostały wykorzystane – komentuje Urszula Jaworska, prezes fundacji jej imienia. Zmiany miałyby wejść w życie najpóźniej 23 września.
Etap legislacyjny
Projekt czeka na rozpatrzenie przez Stały Komitet Rady Ministrów