Nad Balatonem tak bardzo brakuje kucharzy po zwolnieniach związanych z pandemią koronawirusa, że nawet podwyżki pensji nie wystarczą, by ich zatrudnić. Poszukiwani są nawet Wietnamczycy i Mogołowie – informują media węgierskie.

„W weekendy na Węgrzech jest już tylu turystów, ilu przed pandemią. Nad Balatonem i jeziorem Cisa (we wschodniej części Węgier) spodziewany jest rekordowy ruch po trzeciej fali (epidemii koronawirusa)” – napisał gospodarczy portal Portfolio.

Jak podkreślają media, w sektorze gastronomicznym jest obecnie 20 tys. wakatów mimo podniesienia wynagrodzeń z powodu braku siły roboczej. Wynika to – jak oceniono w reportażu telewizji RTL Klub - stąd, że podczas pandemii hotele i restauracje musiały zwolnić tysiące pracowników, którzy znaleźli zatrudnienie głównie w budownictwie.

Z danych Centralnego Urzędu Statystycznego wynika, że w marcu przeciętny pracownik gastronomii zarabiał na Węgrzech netto 168 500 ft (2150 zł). Tymczasem w letnim sezonie osoby pracujące w kurortach mogą zarabiać kilkakrotnie więcej.

„Według informacji Stowarzyszenia Przemysłu Gastronomicznego nad Balatonem pracownicy, którzy nie dostają napiwków, np. szefowie kuchni, domagali się nawet wynagrodzenia w wysokości miliona forintów (prawie 13 tys. zł). Ale takie pensje jest w stanie wygospodarować najwyżej kilka restauracji” – pisze Portfolio.

Część pracodawców próbuje zapełnić wakaty poszukując pracowników z ukraińskiego Zakarpacia, Mongołów i Wietnamczyków.

„Stowarzyszenie nie potrafi jednak ocenić, na ile pozwoli to rozwiązać sytuację z uwagi na różnice kulturowe, nawet jeśli pracownik jest zdolny” – czytamy.