Oszczędności na lotach

– Uznaliśmy, że konieczna jest konsolidacja rejsów lotniczych, co pozwoli zniwelować straty, które ponieśliby touroperatorzy, gdyby ich liczba została utrzymana na niezmienionym poziomie – ujawnia Krzysztof Piątek, prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki.

W podjęciu decyzji biurom pomógł wydany w piątek przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych komunikat, w którym resort odradza Polakom podróż do Egiptu. – Gdyby się nie ukazał, musielibyśmy opłacić zarezerwowane miejsca w samolotach aż do końca sezonu bez względu na to, czy lot się odbędzie, czy nie – tłumaczy Marek Andryszak, prezes TUI Poland.

Liczba rejsów z Polski do Egiptu ma zostać dopasowana do aktualnego zainteresowania turystów tym krajem. A to ciągle spada, mimo znaczących promocji. – Obecnie wycieczki do Egiptu rezerwuje o 30 proc. mniej osób niż przed 5 lipca, czyli przed wybuchem zamieszek w tym kraju. Wówczas wysyłaliśmy na wakacje nad Morze Czerwone po 2,5 tys. osób tygodniowo, czyli latało na tym kierunku 9–10 samolotów – twierdzi Piotr Henicz, wiceprezes Itaki.

Ale to niejedyny problem. Odkąd biuro zgodziło się na bezkosztową zmianę rezerwacji, chętnych do skorzystania z tego rozwiązania nie brakuje. – W ostatnią sobotę do Marsa Alam wysłaliśmy 241 klientów. Byłoby ich więcej, jednak dwie osoby zrezygnowały, a kilkadziesiąt obrało ostatecznie inny kierunek podróży – tłumaczy Piotr Henicz.

Dlatego, jak dodaje, liczba rejsów samolotowych skurczy się w tym biurze wprost proporcjonalnie do popytu. Oznacza to, że z największych lotnisk zamiast dwóch samolotów tygodniowo wylatywać będzie tylko jeden. W Neckermannie sprzedaż wycieczek do Egiptu z terminem wylotu na najbliższe dni w ogóle została zahamowana. Klienci są zainteresowani jedynie wyjazdami w późniejszym czasie. Oprócz tego, jak dowiedzieliśmy się w ostatnich dniach, kilkanaście osób zmieniło w tym biurze kierunek wakacji.

16 proc. to udział w polskim rynku wyjazdów do Egiptu

W październiku do Grecji

Podobnie jest w TUI, co akurat w przypadku tego biura jest wynikiem decyzji podjętych przez jego zarząd. Firma jako jedyna na polskim rynku zdecydowała się bowiem anulować wszystkie wyloty do Egiptu aż do końca sezonu, czyli do 31 października. To oznacza, że w skali tygodnia biuro ograniczyło swoją ofertę o 500–600 miejsc, co przełoży się w jego przypadku na przychody mniejsze o ponad 12 mln zł.

– Liczymy, że stracimy mniej. Przed anulowaniem wylotów do Egiptu nasze obroty były wyższe o 3 proc. w porównaniu do roku ubiegłego. Teraz oczekujemy, że na koniec sezonu będą takie same jak przed rokiem – informuje Marek Andryszak.

By utrzymać klientów, biuro przedłużyło do końca października czas organizacji wycieczek do Grecji i Turcji. Pierwotnie miały się odbywać tylko do końca września. – Zdecydowaliśmy się też utrzymać do końca sezonu wyloty na Wyspy Kanaryjskie ze wszystkich lotnisk – wymienia Marek Andryszak.

Nauczka sprzed dwóch lat

Inne biura podróży też mają świadomość tego, że mimo wdrażanych planów awaryjnych sytuacja w Egipcie może zebrać swoje żniwo. Jak przyznaje branża, w najgorszej sytuacji są ci organizatorzy, którzy żyją z Egiptu. Mowa m.in. o Oasis Tours, Sun & Fun czy Alfa Star.

90 zł o tyle spadły w ostatnim tygodniu ceny wyjazdów do Egiptu (licząc od osoby)

– Na wycieczkach fakultatywnych organizowanych dla klientów w tym kraju zarabiamy o połowę mniej – tłumaczy Piotr Henicz. A za jedną trzeba zapłacić od 30 do nawet 130 dol. od osoby. Straty są więc znaczące. Zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, że w skali sezonu letniego biura przygotowały wyjazdy dla 240–250 tys. osób, a obecnie w Egipcie pozostaje blisko 10 tys. Polaków.

– Ostatecznie Egipt nie powinien jednak zaważyć bardzo na naszych wynikach finansowych. W sezonie rozszerzyliśmy ofertę na Rodos i Kretę – dodaje Piotr Henicz.

Biura nie mają jednak złudzeń, że straty byłyby większe, gdyby nie wnioski po poprzedniej fali zamieszek w Egipcie – z 2011 r. Biura nauczyły się np., że w krajach o wysokim ryzyku nie warto rezerwować miejsc, płacąc przed sezonem.

1 tys. zł wystarczy, by wykupić tygodniowy pobyt z wyżywieniem w kurorcie nad Morzem Czerwonym

1. Dlaczego w innych krajach (Wlk. Brytania, Niemcy, Francja) biura podróży mogą odwoływać wyjazdy do Egiptu, a u nas nie? Czy po prostu Anglicy, Niemcy są gotowi stracić pieniądze, za które wykupili wycieczkę?

Tylko biura podróży działające w krajach skandynawskich anulowały wszystkie wyloty do Egiptu i ewakuowały klientów z tego kraju. W Anglii część biur nadal sprzedaje takie wycieczki, tak jak zresztą w Niemczech. W Polsce na anulowanie wylotów zdecydowało się na razie tylko TUI Poland. Pozostałe biura sprzedają wyjazdy, bo – jak tłumaczą – według doniesień Ministerstwa Spraw Zagranicznych i polskiego konsula w Egipcie bezpieczeństwo turystów w nadmorskich kurortach nie jest zagrożone. Na ich decyzję wpływają też klienci. Wielu nadal chce tam wypoczywać.

2. Co ma zrobić klient, który obawia się o swoje bezpieczeństwo i chce zrezygnować z wyjazdu do Egiptu? Czy może liczyć na zwrot pieniędzy?

Powinien zgłosić się do biura, w którym kupił wycieczkę. W TUI klient otrzyma zwrot pieniędzy za odwołaną imprezę w wysokości 100 proc. W innych biurach zaliczka zostanie oddana zgodnie z obowiązującymi warunkami uczestnictwa. Rezygnując na miesiąc przed wylotem, klient ma szansę zgodnie z nimi odzyskać 80 proc. wpłaconej kwoty, a na tydzień – 20 proc. Na odzyskanie większej części pieniędzy może jednak liczyć, o ile wcześniej wykupił ubezpieczenie od kosztów rezygnacji.

3. Czy biura pozwalają przesunąć termin wylotu lub zmienić kierunek wyjazdu? Ile trzeba za to zapłacić?

Najwięksi operatorzy pozwalają dokonać zmian w umowie bezkosztowo. U wielu z nich klientów obowiązują przy zamianie ceny z dnia zawarcia umowy, co jest korzystne zwłaszcza dla tych osób, które wykupywały wczasy w opcji first minute.

4. Czy touroperatorzy są ubezpieczeni na wypadek takich sytuacji jak w Egipcie?

Nie są ubezpieczeni. Ryzyko z tym związane muszą wkalkulować w swoją działalność. To oznacza, że muszą zaproponować klientom wycieczki w cenach, które pokryją ewentualne straty w związku ze znaczącym spadkiem popytu na danym kierunku.