Wydłużenie terminu na rozliczenie się z klientem, który przez pandemię nie wyjechał na wycieczkę, kłóci się z regulacjami unijnymi. Komisja Europejska może wezwać Polskę na dywanik.
Reklama
Jak pisaliśmy niedawno na łamach DGP, rzecznik praw obywatelskich pod wpływem licznych skarg wpływających do jego biura skierował do minister rozwoju wniosek o podjęcie działań legislacyjnych w kwestii wsparcia dla branży turystycznej. Dotychczasowe działania rządu polegały bowiem na tym, że w tarczy antykryzysowej wydłużono o 180 dni okres, po którym skuteczne staje się wypowiedzenie lub rozwiązanie umowy o usługi turystyczne, a zatem także okres, po którym organizator turystyki musi zwrócić klientom pieniądze. Alternatywnie, za ich zgodą, może też przyznać im bon o wartości nie mniejszej niż odwołana impreza, ważny przez rok od daty jej planowanego rozpoczęcia (Dz.U. z 2020 r. poz. 568).
Zdaniem RPO takie rozwiązanie powoduje w praktyce przeniesienie kosztów branży turystycznej na podróżnych, którzy co najmniej pół roku mają zamrożone pieniądze wpłacone na wycieczkę. Tymczasem coraz więcej osób traci pracę i potrzebuje wszelkich możliwych środków finansowych. RPO wnioskuje więc o skorzystanie przez rząd z innych form wsparcia i udzielanie pomocy przedsiębiorcom ze środków publicznych, a nie, de facto, z pieniędzy klientów. Warto w tym kontekście przyjrzeć się rozwiązaniom, jakie wprowadziły inne kraje Unii Europejskiej.

Jak to robią za granicą

Najbardziej podobne do polskich przepisy przyjęła Belgia – tam konsument może otrzymać voucher ważny rok lub zwrot pieniędzy za 6 miesięcy. Najbliższe oczekiwaniom RPO rozwiązania wprowadziła Dania, która rozszerzyła działanie turystycznego funduszu gwarancyjnego. Środki z niego płyną do biur podróży, co oznacza, że mogą one oddać pieniądze klientom. Ci, którzy przed wejściem w życie ustawy zdecydowali się na voucher, mogą go również zamienić na zwrot w gotówce.
Większość państw wybrała jednak rozwiązanie podobne do polskiego, przy czym terminy ważności voucherów są znacznie dłuższe, a po ich upływie podróżny i tak może liczyć na zwrot wpłaconej kwoty w gotówce. Przykładowo w Czechach dla wycieczek przewidzianych od 20 lutego do 31 sierpnia 2020 r. biuro może wydawać vouchery o równowartości wpłaconych do tej pory przez konsumenta pieniędzy. Nie dotyczy to jednak osób niepełnosprawnych i powyżej 65. roku życia. Te muszą dostać zwrot środków (na szczególną sytuację tych grup, które nieraz wyjazdy planowały ze względów zdrowotnych, a nie wypoczynkowych, zwracał też uwagę polski RPO). Wartość voucherów pokrywa turystyczny fundusz gwarancyjny. Jeżeli konsument nie wykorzysta vouchera do 31 sierpnia 2021 r., jest uprawniony do otrzymania pieniędzy z powrotem.
Dla wycieczek zaplanowanych pomiędzy 1 marca a 15 września wydawane są vouchery ważne przez 18 miesięcy. Konsument może ubiegać się o zwrot pieniędzy dopiero, gdy upłynie okres 18 miesięcy. W ciągu 3 miesięcy od wydania vouchera biuro musi zaproponować alternatywną wycieczkę. Podobne rozwiązanie przyjęto np. w Grecji. Są jednak kraje, jak Węgry, które nie wprowadziły żadnych specjalnych przepisów. Biurom pozostają więc tylko negocjacje w celu np. zwrotu pieniędzy w ratach. Na zmiany w przepisach nie zdecydowały się też Finlandia, Estonia, Cypr czy Austria.

Co na to Komisja?

Problem w tym, że zgodnie z unijną dyrektywą o imprezach turystycznych zwrot pieniędzy podróżnemu powinien nastąpić w ciągu 14 dni od odstąpienia przez niego od umowy. Zastąpienie zwrotu voucherem i odroczenie terminu realizacji jest więc sprzeczne z treścią dyrektywy. Dlatego np. Niemcy (które chcą przyjąć podobne rozwiązania jak Polska) zwróciły się o zgodę do Komisji Europejskiej. Ta jeszcze w marcu br. wydała wytyczne (niewiążące), w których wprost wskazuje, że z uwagi na płynność finansową biur podróży pożądane jest, by klienci przyjęli vouchery. Gdyby jednak z nich nie skorzystali, muszą mieć możliwość odzyskania pieniędzy w gotówce. Polskie przepisy takiej opcji nie przewidują, gdyż wydanie vouchera powoduje nieważność wypowiedzenia umowy, nie ma więc podstaw do zwrotu pieniędzy.
Czy więc polskie rozwiązanie jest zgodne z prawem unijnym? Radca prawny Marta Kruk z kancelarii VenaGroup wskazuje, że rzeczywiście termin 180 plus 14 dni na zwrot wpłat dokonanych przez podróżnych ze specustawy z 31 marca 2020 r. może zostać uznany za niezgodny z art. 12 dyrektywy 2015/2302 w sprawie imprez turystycznych i powiązanych usług turystycznych, jednak ze względu na nadzwyczajną sytuację pandemii mało prawdopodobne jest, by Polskę spotkały za to kary.
– Musiałoby toczyć się postępowanie o naruszenie dyrektywy, ale w sytuacji, gdy cała Europa, a nawet cały świat, jest w takiej samej sytuacji, niewyobrażalne by dla mnie było, by takie postępowanie zakończyło się negatywnymi skutkami dla Polski – tłumaczy ekspertka.
I wskazuje, że nasz rząd stoi na stanowisku, że w przepisie art. 15k specustawy przeniesiono wyłącznie skutek odstąpienia od umowy (przez podróżnego) lub skutek rozwiązania umowy (przez organizatora) o 180 dni. Taką interpretację przedstawiał przedstawiciel resortu rozwoju podczas spotkania z branżą zorganizowanego w czasie, gdy trwały prace nad pierwszą tarczą antykryzysową.
– W inne kwestie ustawodawca polski nie ingeruje, a zatem od tego momentu należy liczyć 14 dni na zwrot pieniędzy podróżnym, co przy takiej argumentacji w mojej ocenie może bronić stanowiska, że dyrektywa unijna 2015/2302 nie została naruszona. Musimy natomiast pamiętać, że sytuacja jest nadzwyczajna i unijny prawodawca też jej nie przewidział – dodaje Marta Kruk.
Komisja Europejska w odpowiedzi na pytania DGP poinformowała, że wystosuje listy do 12 państw członkowskich, poruszając kwestię przestrzegania praw pasażerów. Nie będzie to jeszcze pismo wszczynające procedurę naruszenia przepisów, ale KE nie wyklucza jej rozpoczęcia, jeśli państwa te nie dostosują się sprawnie do prawa unijnego. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że wśród tych państw jest także Polska.

Wzajemne powiązania

Marta Kruk zwraca też uwagę, że w szeroko pojętym interesie konsumentów jest, by organizatorzy turystyki oraz agenci turystyczni nie stali się niewypłacalni, a natychmiastowy zwrot pieniędzy właśnie takie mógłby mieć konsekwencje.
– Organizatorzy turystyki przecież są związani kontraktami w związku z przygotowaniami do realizacji umów o imprezy turystyczne, które już zostały zawarte, ponieśli już część kosztów związanych z przygotowaniami do realizacji takich imprez – umowy z przewoźnikami lotniczymi, umowy z hotelarzami etc. – tłumaczy ekspertka – Natychmiastowy zwrot środków przekładałby się nie tylko na wysokie ryzyko niewypłacalności organizatorów turystyki, ale również agentów turystycznych, przewoźników lotniczych, a przede wszystkim hotelarzy na całym świcie, a co za tym idzie utratę pracy przez osoby zatrudnione w tych branżach – podsumowuje ekspertka.
Jednym z najnowszych pomysłów polskiego rządu na wsparcie rodzimej turystyki jest bon wakacyjny o wartości 1 tys. zł. Ma on przysługiwać osobom zatrudnionym na umowę o pracę i uzyskującym dochody do określonego limitu. Będzie nim można opłacić np. nocleg w hotelu, krajową wycieczkę czy wejście do obiektów turystycznych.