Autostrady jak od Prady. "Unia dawała, to budowaliśmy"

autor: Konrad Majszyk19.08.2016, 07:08; Aktualizacja: 19.08.2016, 07:53
W Polsce zrobiło się gęsto od wstęg asfaltowych jezdni, sterczących betonowych pylonów i niekończących się ścian ekranów akustycznych.

W Polsce zrobiło się gęsto od wstęg asfaltowych jezdni, sterczących betonowych pylonów i niekończących się ścian ekranów akustycznych.źródło: ShutterStock

Pylony wysokości drapaczy chmur, malowane wiadukty, oko Saurona nad obwodnicą. Projektanci w Polsce mieli okazję się wyszaleć. A teraz mają już przestać stawiać sobie pomniki za życia.

Unia dawała, to budowaliśmy. W Polsce zrobiło się gęsto od wstęg asfaltowych jezdni, sterczących betonowych pylonów i niekończących się ścian ekranów akustycznych. Dziś mamy już prawie 3,1 tys. km autostrad i dróg ekspresowych – cztery razy więcej niż wtedy, kiedy wstępowaliśmy do UE. To sukces. Jednak pojawiają się głosy, że można by w tym czasie zbudować więcej, gdybyśmy nie przesadzili z rozbuchanymi rozwiązaniami projektowymi. – Z rozmów z branżą wynika, że na materiałach, technologii i rozwiązaniach inżynierskich można było zaoszczędzić ok. 20 proc. – mówi Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych „Tor”.

Pieniądze wciąż z Brukseli płyną, ale jest ich za mało w stosunku do potrzeb. Po zliczeniu środków krajowych oraz unijnych zapewnione finansowanie na drogi krajowe do 2023 r. to 107 mld zł. A do rządowego programu wpisano inwestycje za 198 mld. Nawet jeśli uwzględnimy prawdopodobne oszczędności w przetargach (zwykle około jednej piątej), to w drogowym budżecie zieje ogromna dziura.

Które trasy z rządowych planów wypadną – tego resort infrastruktury na razie nie ujawnia, bo kierowcy (wyborcy) takich wiadomości nie lubią. W wywiadzie dla DGP wiceminister infrastruktury Jerzy Szmit powiedział, że podziela opinię, iż inwestycje drogowe ostatnich lat były często „przewymiarowane” i tu widzi źródło oszczędności. Czy na polskich drogach rzeczywiście mamy „bizancjum projektowe”?

Pylony do nieba

Weźmy most Rędziński na autostradowej obwodnicy Wrocławia. Przeprawa ma najwyższy pylon w Polsce – aż 122 m. To tyle co np. Błękitny Wieżowiec w centrum Warszawy. A taras widokowy Pałacu Kultury znajduje się tylko osiem metrów niżej niż szczyt wrocławskiego pylonu. „Naj” jest więcej. To największy pod względem powierzchni most żelbetowy na świecie. To też najdłuższy podwieszany most w Polsce. Kosztował 575 mln zł i – przyznajmy to – pod względem estetycznym zapiera dech w piersiach. – Most musi cieszyć. Porównuję go do kobiety w eleganckim kostiumie. Mam nadzieję, że gdy ludzie spojrzą na ten most, nie dostrzegą żadnych zbędnych dodatków – powiedział prof. Jan Biliszczuk, projektant tej przeprawy, w 2010 r. w wywiadzie dla wrocławskiego dodatku „Gazety Wyborczej”.

Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk zapowiedział w kwietniu, że obiekty można wystandaryzować, żeby były dużo tańsze „przy zachowaniu parametrów jakościowych i użytkowych”. Czyli gdyby decyzję o budowie mostu we Wrocławiu Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podejmowała dziś, byłby pewnie płaski jak deska. Albo znalazłby się w innej lokalizacji, bo gdyby wrocławski most przesunąć w dół albo w górę rzeki, nie musiałby być taki długi (chociaż trzeba by wyburzyć budynki). Byłoby bez polotu, lecz taniej. A każdy zaoszczędzony milion złotych to ok. 25 m nowej autostrady.

Pełno przewymiarowanych projektów jest w rozsianych po Polsce inwestycjach samorządowych. W Trójmieście nieformalnym patronem wiaduktu nad węzłem drogowym Karczemki jest Tolkien. Węzeł za prawie 190 mln zł został otwarty tuż przed Euro 2012 w obecności ówczesnego ministra transportu Sławomira Nowaka, który pochodzi z Gdańska. Inwestorem była spółka Gdańskie Inwestycje Komunalne, a projektantem Tadeusz Stefanowski z Transprojektu Gdańskiego.

Wiadukt jest podwieszony na dwóch pylonach podświetlonych diodami na żółto i niebiesko. Na ich szczycie projektant umieścił iluminowane betonowe romby, w których schodzą się liny nośne. Po co – do końca nie wiadomo. Przerost formy nad treścią jest ewidentny. Wyglądają jak piłki pingpongowe montowane przed laty na antenach samochodów. Mieszkańcom skojarzyły się z okiem Saurona z „Władcy Pierścieni”. Internauci proponowali, by oficjalnie nazwać wiadukt nazwiskiem pisarza, a prezydent Gdańska Paweł Adamowicz pytał internautów, czy to dobry pomysł. Ostatecznie inicjatywa nazewnicza przepadła, bo oficjele chcieli uniknąć skojarzeń z Mordorem.

Z Wybrzeża przenieśmy się na południe Polski. Prężnie rozwijający się Rzeszów bywa wytykany przez internetowych prześmiewców z powodu pomnika Czynu Rewolucyjnego z 1974 r., który kojarzy się z waginą. Być może, w poszukiwaniu nowego architektonicznego symbolu miasta i żeby przysłonić sławę „pomnika waginy”, Rzeszów postawił ostatnio na spektakularne projekty drogowe.

Najdziwniejszy z nich to „napowietrzna” kładka dla pieszych. Jest okrągła i wygląda jak rondo dla przechodniów zawieszone nad skrzyżowaniem dla samochodów. Zamiast czekać na światłach, można spacerować – w kółko i bez końca – nad ulicami, które pod spodem się krzyżują. Projekt przygotowały biura MWM Architekci i Promost Consulting. Jest na bogato. Nawierzchnię kładki wyłożono egzotycznym gatunkiem drewna z lasów równikowych o nazwie azobe bongossi. Balustrady zostały wykonane z hartowanego szkła, którego jest w sumie prawie 300 szklanych tafli. Budowa kosztowała niemal 13 mln zł.

Kładka przyniosła Rzeszowowi sławę – cel został osiągnięty. Ale nie brak głosów, że mało pasuje do otoczenia. Że to efekciarstwo za publiczne pieniądze i że nie ma uzasadnienia ruchowego. Bo żeby wejść na kładkę, piesi wspinają się po schodach albo wjeżdżają windami. To oznacza separację ruchu pieszego i kołowego, od której w centrach europejskich aglomeracji się dziś odchodzi. Rzeszów może się bronić tym, że chce być drugą Japonią, bo w tamtejszych miastach takie kładki da się spotkać.

Brama nad dżdżownicą


Pozostało jeszcze 70% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (4)

  • qwerty(2016-08-24 15:29) Zgłoś naruszenie 60

    Panie Konradzie, po co podcierac pupe kolorowym i pachnacym papierem toaletowym jak mozna szarym albo gazeta ? :-)))

    Odpowiedz
  • 11(2016-08-23 07:20) Zgłoś naruszenie 50

    pis realizm powraca

    Odpowiedz
  • lass(2016-09-18 21:12) Zgłoś naruszenie 30

    Zamknijmy wydziały architektury, uczelnie plastyczne czy artystyczne, wszystkich już wykształconych wywalmy za granicę, a my budujmy byle jak, brzydko, byle tanio.

    Odpowiedz
  • Tia.....kilometry 5 metrowej wys ekranów ze szkła (2016-08-19 15:18) Zgłoś naruszenie 02

    Gdy wystarczają dwa razy niższe góra 2,5 metrowe z paneli betonowych

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie