Nadzwyczaj to interesujące: dlaczego COVEC, który po zerwaniu w 2011 r. kontraktów na obydwa odcinki autostrady, po tylu latach powrócił do rozmów z polską stroną? Pewnie nie mała w tym zasługa naszych negocjatorów. Nie oszukujmy się jednak – to Chińczycy zdecydowali, że jednak zapłacą. Gdyby się zaparli, szanse na wydobycie od nich pieniędzy byłyby niewiele większe od zera. Jak bowiem wywalczyć je od chińskich banków, przed chińskimi sądami?

Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o pieniądze. Tylko o co może chodzić, jeżeli to druga strona sama chce płacić? Na przykład – o dużo większe pieniądze. Chińczycy mają nadzieję uzyskać je na polskim, a może i na europejskim rynku zamówień publicznych. Najpierw jednak muszą oczyścić sobie przedpole. A niezakończony spór dotyczący A2 psuł im wizerunek.

Kontrakty na budowę zerwano w połowie 2011 r. Zgodnie ze znowelizowanym brzmieniem przepisów o zamówieniach publicznych z przetargów wyklucza się dziś wykonawcę, który w okresie trzech lat przed wszczęciem postępowania „w sposób zawiniony poważnie naruszył obowiązki zawodowe, w szczególności gdy wykonawca w wyniku zamierzonego działania lub rażącego niedbalstwa nie wykonał lub nienależycie wykonał zamówienie”. Minęło jednak już więcej niż trzy lata, a więc na tej podstawie nie da się już dziś COVEC wykluczać z przetargów.

Zamawiający może jednak badać rzetelność przedsiębiorców pod kątem ich zdolności do realizacji zamówienia. I tu niezrealizowane kontrakty mogą być skazą w chińskim portfolio; zwłaszcza tak duże i tak sztandarowe kontrakty. Nawet jednak gdyby COVEC miał wciąż zamkniętą drogę do dużych zamówień infrastrukturalnych, to jest on tylko jedną z wielu firm olbrzymiej grupy budowlanej China Railway Group Limited. Zawsze można wystawić do przetargu jakąś inną. O ile ma się oczyszczone przedpole.