Polska jest natomiast dość mocna w przemyśle motoryzacyjnym, głównie w produkcji części na eksport. Według szacunków łącznie w tej branży pracuje prawie 400 tys. osób, z czego 255 tys. związanych jest z wytwarzaniem komponentów. W przeważającej części ta produkcja dotyczy jednak tradycyjnych samochodów spalinowych. – Nawet jeśli nie będziemy tak dynamicznie rozwijać elektromobilności jak inne kraje, to nasz przemysł motoryzacyjny bez głębokiej reorientacji będzie tracił. Wszystko przez to, że jest nastawiony na eksport – mówi Maciej Mazur.
W Polsce mamy tylko pewne nisze przemysłu na rzecz transportu zeroemisyjnego. Po pierwsze chodzi o autobusy elektryczne, które m.in. powstają w zakładach Solarisa pod Poznaniem, Volvo we Wrocławiu czy MAN-a w Starachowicach. W 2020 r. Polska wyeksportowała najwięcej autobusów elektrycznych w UE. Do tego głównie za sprawą inwestycji firmy LG Energy Solution pod Wrocławiem jesteśmy liderem w produkcji akumulatorów do elektryków. Jednak według PSPA to za mało, byśmy utrzymali wysoki poziom zatrudnienia w branży motoryzacyjnej. Organizacja wspólnie z Boston Consulting Group przygotowała raport, w którym przenalizowano różne scenariusze skutków transformacji transportu dla rynku pracy do 2030 r. Maciej Mazur twierdzi, że najbardziej realny jest scenariusz, w którym liczba zatrudnionych w tym sektorze zmniejszy się w ciągu dekady o ok. 20 tys. Wpłynie na to spadek produkcji zarówno części do samochodów spalinowych, jak i samych aut. Zachodni producenci, tacy jak Fiat czy koncern PSA, który w Gliwicach montuję opla astrę, zmniejszają lub nawet wygaszają u nas produkcję tradycyjnych aut. Wytwarzanie elektryków wolą zaś zaczynać w fabrykach w innych krajach.