Pandemia zmieniła oblicze transportu drogowego. Za każdym razem, kiedy popyt na usługi rósł, przewoźnicy dokupywali auta. Kiedy spadał, redukowali tabor. Dostosowanie następowało z reguły w ciągu 3–6 miesięcy. Tym razem sytuacja wygląda inaczej.
Pierwsza fala pandemii silnie zredukowała zamówienia oraz wprowadziła szereg dodatkowych utrudnień. Sytuacja finansowa i organizacyjna wielu mniejszych firm była na tyle trudna, że zakończyły one swoją działalność.
W czerwcu gospodarka stanęła na nogi, a firmy zaczęły odrabiać poniesione straty. Liczba zleceń rosła, ale na rynku zaczęło brakować aut.
Reklama
Problem starał się zrozumieć prof. Peter Klaus, znany ekspert z zakresu transportu drogowego. W swoim najnowszym raporcie „The supply of full-truckload (FTL) transport capacity in Europe” wykonanym na zlecenie związku Transport i Logistyka Polska wskazuje, że problem braku zdolności przewozowych obserwowany jest głównie wśród przedsiębiorstw nieposiadających własnych zasobów i działających w modelu czysto spedycyjnym. Powodem jest brak na rynku pojazdów gotowych do podjęcia dowolnych zleceń, bo mimo iż popyt na usługi transportowe rośnie, przewoźnicy wątpią w trwałość tego trendu i nie inwestują. Ponadto nie maleją problemy z dostępnością kierowców. Strach budzi też przyjęty Pakiet Mobilności. W tej sytuacji nawet jeśli znajdą się chętni, to oczekują astronomicznych stawek. A to zamyka spedytorom drogę do wywiązania się z zawartych kontraktów.
Wszystko to w dużo korzystniejszej sytuacji stawia firmy, które dysponują dedykowanymi zasobami floty własnej lub obcej, ale zakontraktowanej na stałe. Najlepiej radzą sobie duzi przewoźnicy. Jeśli chodzi o spedytorów i zewnętrznych dostawców usług logistycznych, to aż 30 na 48 przebadanych na potrzeby raportu firm wskazało na trudności. Na ich niekorzyść dodatkowo działa wypadanie z rynku małych firm, które nie mogą pozyskać kierowców do pracy.

Reklama
– W 2020 r. polscy przedsiębiorcy zawiesili blisko 5 tys. firm działających w branży transportu drogowego. To 13 proc. wszystkich działających w branży. W porównaniu do 2019 r. to wartość wyższa o blisko 6 proc., a w zestawieniu z 2018 r. o blisko 40 proc. – wylicza Tomasz Starzyk, analityk Bisnode Polska.
Efekt jest taki, jak komentuje Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka, że coraz częściej spedytorzy nie są w stanie wywiązywać się z kontraktów, które wygrali, oferując nadawcom zbyt niskie stawki. W rezultacie dochodzi do sytuacji, w której nabywcy usług transportowych coraz częściej pukają do dużych przewoźników, których wcześniej odrzucili w przetargu ze względu na wyższe ceny. Dziś dzięki temu, że dysponują dużą własną flotą, stają się gwarantem terminowości i jakości przewozów.
– Dlatego można oczekiwać, że w nadchodzących miesiącach to przede wszystkim do nich będą trafiały zlecenia. Myślę o podmiotach mających co najmniej 100 pojazdów. Wśród 37 tys. polskich firm takich jest kilkaset – tłumaczy Maciej Wroński. Dodaje, że nie oznacza to, iż kończy się era spedytorów. Na pewno jednak będzie im trudniej wywiązywać się z przyjętych zobowiązań.
Na rosnącą popularność dużych przewoźników wskazują same firmy, przyznając, ze skala zamówień u nich z miesiąca na miesiąc rośnie.
– Usługa wykonana nieprawidłowo czy zrealizowana z opóźnieniem, niezgodnie z ustalonymi warunkami, to coś, czego wszyscy starają się unikać. Klienci przywiązują coraz większą wagę do terminowości i elastyczności usługi, jednocześnie nie zapominając o kosztach – zaznacza Magdalena Lubańska, dyrektor transportu krajowego w FM Logistic CE.
Dodaje, że będzie też postępować konsolidacja w celu poszerzenia zakresu usług czy obszaru. Jednak małe firmy wciąż będą mieć swoje miejsce na rynku. – Ze względu na ograniczony charakter działalności będą wykorzystywane do dostarczenia konkretnych usług – zauważa Magdalena Lubańska.
Można też oczekiwać wzrostu cen usług, na co zwraca uwagę w swoim raporcie prof. Peter Klaus. Jego zdaniem w przyszłości dostępność pojazdów w przewozach nie będzie równie duża, elastyczna i tania, jak to miało miejsce w poprzednich latach. O jakim wzroście cen mówimy? Zdaniem ekspertów w przypadku polskich przewoźników mogą wzrosnąć od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu procent.
– Wszystko zależy od tego, jakie działania podejmie rząd w związku ze zmianami wynikającymi z Pakietu Mobilności, w szczególności w zakresie systemu wynagradzania kierowców. Przypomnijmy, że wydatki na pracowników, obok cen paliwa, to jeden z głównych kosztów działania firm przewozowych – zaznacza Maciej Wroński. ©℗
Ceny usług przewoźników mogą wzrosnąć o kilkadziesiąt procent