Polski Związek Pracodawców Budownictwa (PZPB) wskazuje, że firmy branży infrastrukturalnej zwracają się do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) o zapłatę za już wykonaną, a nierozliczoną przez zamawiającego pracę, a nie jak argumentuje GDDKiA, żądają dopłaty do kontraktów, powiedział prezes PZPB Jan Styliński. Szacunkowa skala roszczeń sięga 10 mld zł i może być w ocenie związku niedoszacowana.

„Żadna z firm wykonawczych nie żąda dopłaty do kontraktów - jak argumentuje GDDKiA. Firmy branży infrastrukturalnej zwracają się do GDDKiA o zapłatę za wykonaną już, a nie rozliczoną przez zamawiającego pracę. W sprawie tych roszczeń trwa ogromna liczba trwających latami postępowań sądowych. Sąd, co paradoksalne, stał się trzecim uczestnikiem procesu inwestycyjnego. W wyniku m.in. zatorów płatniczych upadło kilkaset firm. Pracę straciło wiele dziesiątków tysięcy osób. Ten negatywny proces trwa" – stwierdza Styliński w liście do Premiera Donalda Tuska.

Zaznaczył, że dotychczas ujawniona skala roszczeń wykonawców, o której piszą w liście ambasadorowie sześciu państw członkowskich UE, których firmy zaangażowane są w budowę polskiej infrastruktury, czyli około 10 mld zł jest jedynie szacunkiem. "W ocenie członków naszej organizacji wartości te należy traktować jako niedoszacowane, gdyż wiele kontraktów jest jeszcze nieukończonych, co uniemożliwia ich ostateczne sprecyzowanie. Oszczędności, które poczynił Skarb Państwa na etapie przetargowym mogą okazać się w tym kontekście iluzoryczne, bowiem to on zostanie wystawiony na ryzyko zapłaty – bezpośrednio lub pośrednio - wielomilionowych lub wręcz miliardowych kwot w efekcie procesów sądowych" - uważa prezes PZPB.

Prezes związku wskazuje, że „jesteśmy jedynym krajem, w którym boom inwestycyjny zamiast do rozwoju doprowadził branżę do upadku".

Reklama

„Brak reakcji rządu na zagadnienia podnoszone przez organizacje branżowe i krajowe firmy oraz brak woli rozwiązania narosłych problemów, doprowadził do ich eskalacji na skalę europejską. Katalog problemów wskazanych w 'liście ambasadorów' jest prostą konsekwencją wskazywanych od lat przez przedstawicieli rynku budowlanego dysfunkcji systemu planowania i realizacji inwestycji infrastrukturalnych w Polsce" – dodał prezes PZPB.

PZPB podkreśla, że jako organizacja zrzeszająca zarówno wykonawców robót budowlanych jak i organizacje branżowe firm uczestniczących w przygotowaniu projektów inwestycyjnych, wskazywałą od dawna na wadliwość publicznego planowania strategicznego, nieumiejętność wyboru doświadczonych projektantów i wykonawców robót budowlanych, stosowanie prawie wyłącznie kryterium najniższej ceny czy wadliwe stosowanie – wręcz niestosowanie – utrwalonych światowych wzorców kontraktowych takich jak FIDIC.

Jako przykład „niezrozumienia lub wręcz złej woli strony publicznej" w kształtowaniu warunków kontraktowych wskazuje kontrakty „dostosuj i wybuduj", których wdrożenie prawdopodobnie wynikało z próby uniknięcia odpowiedzialności publicznego inwestora za projekt budowlany lub wykonawczy, który jest w jego posiadaniu. „Stworzenie, nieznanej w międzynarodowej praktyce, hybrydy różnych warunków kontraktowych i uczynienie z niej głównego mechanizmu zlecania zamówień na roboty budowlane, rozmywa odpowiedzialność zamawiającego, bezpodstawnie mnoży ryzyka wykonawcy i w istocie umożliwia zamawiającemu uniknięcie zapłaty należnego wykonawcy wynagrodzenia" – stwierdza prezes PZPB.

Obawia się on, że brak dialogu oraz partnerskiej współpracy z branżą budowlaną, uniemożliwi efektywną realizację projektów inwestycyjnych w ramach kolejnej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej, stawiając pod znakiem zapytania sukces negocjacyjny Polski w postaci znacznego udziału kraju w nowym budżecie UE.