Kością niezgody jest archaiczna umowa międzyrządowa z czasów Gomułki. Zgodnie z porozumieniem z 1967 r., kiedy przewoźnik z jednego kraju chce zmienić rozkład lotów, musi uzyskać zgodę nie tylko regulatorów, lecz przede wszystkim konkurencyjnych linii.

LOT uzasadnia swój sprzeciw tym, że po wprowadzeniu lotów z Krakowa straci klientów w Warszawie, z której cztery razy w tygodniu wozi pasażerów do Stambułu. To ryzyko jest o tyle duże, że już dziś samoloty LOT-u są wypełnione na tej trasie w góra 60 proc., a w maszynach Turków zajętych jest ponad 90 proc. miejsc.

Jan Pamuła, prezes portu w Krakowie, któremu bardzo zależy na wprowadzeniu do siebie Turków, twierdzi, że w istocie chodzi o pieniądze. Według niego LOT chce na podstawie archaicznej umowy skłonić tureckie linie do tego, aby podzieliły się z nim zyskiem z operacji między Krakowem a Stambułem. Taką możliwość dają właśnie umowy handlowe zawierane na podstawie umów międzyrządowych. Linia, która obsługuje więcej tras niż jej odpowiednik z innego kraju, dzieli się z nim częściowo zyskami.

Pamuła przypomina, że podobna obstrukcja ze strony narodowych linii miała miejsce w przypadku lotów z Krakowa do Moskwy, które uruchomił w zeszłym roku Aerofłot. W tym przypadku po początkowym sprzeciwie LOT w końcu ustąpił. Jednak do dziś nie wiadomo, za jaką cenę.

W przypadku lotów z Krakowa narodowy przewoźnik nie wyklucza rozmów. – Nie sprzeciwiamy się uruchomieniu przez Turkish Airlines połączenia do Krakowa, ale oczekujemy propozycji współpracy na tym kierunku – twierdzi Marek Kłuciński, rzecznik prasowy PLL LOT.

Według Pamuły czasu na rozmowy jest coraz mniej. Turcy chcą wystartować już w marcu, a zatem do końca stycznia powinni wiedzieć, na czym stoją. Zniecierpliwiony zachowaniem LOT-u prezes portu Kraków-Balice w najbliższych dniach wybiera się do Urzędu Lotnictwa Cywilnego, by ten znalazł rozwiązanie. – Do czasu zapoznania się ze szczegółami nie będziemy komentować sprawy – mówi Katarzyna Krasnodębska, rzecznik prasowy Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Jan Pamuła uważa, że wejście Turków do Krakowa przyciągnie nowych pasażerów. Według oficjalnych danych polskiego Urzędu Lotnictwa Cywilnego w 2012 r. Turkish i LOT przewiozły ponad 120 tys. osób. Tyle że szacunki te nie uwzględniają osób, które korzystają z linii czarterowych, oraz podróżujących do Turcji z Polski przez porty przesiadkowe innych przewoźników, np. Lufthansy. Po uwzględnieniu tych pasażerów ruch między obydwoma krajami jest nawet pięciokrotnie wyższy.

Smaczku sprawie dodaje to, że jeszcze w zeszłym roku obydwie linie rozmawiały na temat możliwości kapitałowego połączenia. Negocjacje Turków ze Skarbem Państwa, do którego należy LOT, rozbiły się o ograniczenia prawne dotyczące przejęć europejskich linii lotniczych przez inwestorów spoza UE.

Tureckie linie popadły w konflikt z naszym przewoźnikiem