Tylko na 55 proc. kierowców uchwyconych przez fotoradar udaje się nałożyć karę. Czy nasz system automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym nie jest przejawem państwa teoretycznego?

Nasza skuteczność w 2019 r. poprawiła się o ok. 10 pkt proc. To efekt m.in. otwarcia oddziału GITD w Białej Podlaskiej, zatrudniającego ok. 120 osób, z których część od wiosny 2018 r. zajmuje się obsługą systemu fotoradarowego. Nie jest tajemnicą, że CANARD (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym – red.) od początku miał kłopoty kadrowe i brakowało osób zajmujących się weryfikacją zarejestrowanych naruszeń. Liczba pracowników nie jest jednak jedyną przeszkodą – aby zwiększyć skuteczność, konieczna jest zmiana przepisów.

Ilu pracowników ITD obrabia dziś zdjęcia z fotoradarów i zajmuje się egzekucją odpowiedzialności od kierowców naruszających przepisy drogowe?

System we wszystkich obszarach funkcjonalności obsługuje ponad 200 osób.

Policzmy. W 2019 r. wasze fotoradary odnotowały ok. 1,6 mln naruszeń, co przełożyło się na ponad 1,3 mln wezwań skierowanych do właścicieli pojazdów. To średnio ponad 3,5 tys. dziennie. To oznacza, że jeden wasz pracownik średnio obrabia ok. 18 spraw dziennie. Nie jest to porażający wynik.

Nie wszyscy pracownicy CANARD zajmują się weryfikacją zdjęć i prowadzeniem czynności wyjaśniających. System fotoradarowy to dziś ponad 500 urządzeń na terenie całego kraju. Aby zachować ciągłość jego funkcjonowania, część pracowników odpowiada za jego sprawność techniczną. Inspektorzy patrolują też niebezpieczne odcinki dróg, prowadząc mobilne kontrole prędkości. Do tego z pańskich wyliczeń trzeba wyłączyć weekendy i święta. Natomiast prowadzeniem czynności wyjaśniających, które są czasochłonne i skomplikowane, zajmuje się ok. 90 pracowników. Niektórzy próbują uniknąć odpowiedzialności, a nasi pracownicy muszą ich zidentyfikować. Chcemy zwiększyć skuteczność naszych działań, doprowadzić do tego, aby kierowca przyjął odpowiedzialność za naruszenie, którego dokonał.

Rozumiem, że największym przejawem słabości dzisiejszych przepisów jest to, że kierowcy, do których kierujecie wezwania, mogą was ignorować, bawić się w kotka i myszkę, a sprawy ciągną się miesiącami.

Takie sytuacje się zdarzają, choć w przypadku zagranicznych przewoźników z krajów pozaunijnych wprowadziliśmy zasadę, że przy okazji kontroli drogowej np. pojazdów ciężarowych inspektorzy weryfikują, czy dany kierowca posiada na swoim koncie nieuregulowane mandaty za wykroczenia zarejestrowane przez nasze fotoradary. Tak było np. z kierowcą z Ukrainy, który w ciągu 10 miesięcy ubiegłego roku przekroczył prędkość 18 razy! Odpowiedział za serię wykroczeń, ale dopiero po kontroli i sprawdzeniu, czy widnieje w systemie CANARD.

Dotyczy to kierowców pojazdów ciężarowych, ale już nie osobówek.

Niestety procedury są czasochłonne, niejednokrotnie trwają sześć, siedem miesięcy, a nawet dłużej.

ITD pracuje nad projektem nowych przepisów, które mają zmienić procedurę mandatową w przypadku fotoradarów.

Współpracujemy w tym zakresie z Ministerstwem Infrastruktury. Projekt zmian jest obecnie analizowany. Chodzi o możliwość zastosowania w określonych przypadkach procedury administracyjnej. Być może rozwiązaniem byłoby np. nałożenie kary na właściciela pojazdu, który próbuje uniknąć odpowiedzialności za popełnione i zarejestrowane naruszenie? Wzorujemy się na rozwiązaniach stosowanych w krajach Europy Zachodniej. Są one skuteczne, kara jest nieuchronna i działa prewencyjnie.

Czekają nas jeszcze szerokie konsultacje tego projektu w ramach uzgodnień międzyresortowych. W styczniu zorganizowaliśmy debatę „Bezpieczeństwo ruchu drogowego. Perspektywa zmian” z udziałem m.in. ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem ruchu drogowego. Jednym z omawianych tematów były zmiany legislacyjne. Eksperci zaproponowali, by odwołać się do rozwiązań z innych krajów, w tym np. kar administracyjnych.

Na konferencji był też minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. Co on myśli o tym kierunku zmian?

Minister uważnie przysłuchiwał się dyskusji, stwierdził też, że efekty debaty będą widoczne w nieodległej przyszłości. Proszę pamiętać, że prace w tym zakresie wciąż trwają. Podobnie jak nad innymi zmianami, które mają poprawić bezpieczeństwo na drogach, np. nad obniżeniem limitu prędkości w obszarze zabudowanym do 50 km/h przez całą dobę. Odnotowujemy dużą liczbę próśb o instalację urządzeń rejestrujących. Do CANARD wpłynęło już ponad 3 tys. wniosków od samorządów czy lokalnych społeczności, które proszą o zainstalowanie fotoradarów. Wbrew pozorom nie mamy ich w Polsce zbyt wiele. W Wielkiej Brytanii jest ponad 5,5 tys. urządzeń, w Niemczech prawie 4 tys., we Francji ponad 2,5 tys., a w Belgii ok. 1,1 tys. U nas jest ich niewiele ponad 500.

Wróćmy do zmian w procedurach mandatowych. Jak wysoka będzie kara administracyjna w porównaniu do zwykłego mandatu karnego?

Będzie to przedmiotem ustaleń. W czasie naszej debaty pojawiały się postulaty zwiększenia grzywien, choć były też głosy przeciwne.

Kara administracyjna musiałaby być wyraźnie wyższa niż tradycyjny mandat, bo z nią nie wiązałyby się punkty karne.

Analizujemy m.in. ten element, finalnie jednak ustawa trafi pod obrady Sejmu. Najważniejsze, że jest ponadpartyjna zgoda dla zmiany przepisów. Jednym z priorytetów rządu zapowiedzianych przez premiera Mateusza Morawieckiego jest zwiększenie bezpieczeństwa na drogach. Ten kierunek popiera także opozycja.

Premier nie zająknął się na temat fotoradarów.

Wymienił główne kierunki zmian. Podejście do BRD (bezpieczeństwo ruchu drogowego – red.) musi być kompleksowe, dostosowane do oczekiwań społecznych, dlatego cieszy nas to, że przedstawiciele klubów parlamentarnych, którzy uczestniczyli w naszej debacie, opowiadają się również za zwiększeniem liczby fotoradarów i skuteczniejszym karaniem piratów drogowych. Jesteśmy na początku ścieżki legislacyjnej.

Kiedy projekt ustawy ujrzy światło dzienne?

Liczę na to, że prace pójdą sprawnie i zmiany zostaną szybko przeprocedowane. Osoby, które nie przestrzegają przepisów ruchu drogowego i igrają z ludzkim życiem, trzeba jak najszybciej zdyscyplinować. Tych osób jest wciąż zbyt wiele. Rejestrujemy niepokojąco wysokie przekroczenia prędkości. W ubiegłym roku nasze urządzenia zarejestrowały ponad 7,1 tys. przypadków przekroczenia prędkości o ponad 50 km/h w obszarze zabudowanym.

Czy nie jest tak, że lobbujecie za zmianą prawa, bo zaczynacie rozbudowę sieci fotoradarów i obawiacie się, że za chwilę system jeszcze bardziej się zapcha?

Większa liczba urządzeń rejestrujących oznacza większą liczbę zarejestrowanych naruszeń, a tym samym liczbę spraw do procedowania. Ale system trzeba rozbudowywać. Tam, gdzie stoi fotoradar, bezpieczeństwo poprawia się w sposób radykalny. Są miejsca, gdzie po instalacji urządzenia liczba wypadków spadła do zera.

Ogłosiliście już przetarg na 26 nowych urządzeń. Jak wygląda dalszy plan rozbudowy systemu?

W II kwartale zamierzamy rozpocząć postępowania przetargowe na zakup 39 urządzeń do odcinkowego pomiaru prędkości i 11 pojazdów wyposażonych w urządzenia rejestrujące. W III kwartale planowane jest rozpoczęcie postępowań na zakup 30 urządzeń do monitorowania wjazdu na skrzyżowanie na czerwonym świetle. W ostatnim kwartale prowadzone będą prace związane z zakupem 247 fotoradarów stacjonarnych, które zastąpią najstarsze obecnie używane. Rok 2021 rozpoczniemy przetargiem na pięć urządzeń rejestrujących, które zamontowane zostaną na przejazdach kolejowych.

Po tragicznym wypadku na ul. Sokratesa w Warszawie władze stolicy wyszły z propozycją, by gminy znów mogły instalować fotoradary, ale na innych warunkach niż przed 2016 r., gdy te kompetencje im odebrano. Urządzenia miałyby być stawiane za uprzednią konsultacją z GITD, a pieniądze z grzywien byłyby znaczone i trafiały na specjalny fundusz, z którego finansowane byłyby wyłącznie przedsięwzięcia zwiększające bezpieczeństwo na drogach. Co pan na to?

Rozwiązanie, w którym jest jeden zarządca fotoradarów, jest odpowiednie. Trzeba tylko zmienić otoczenie prawne, w którym ten zarządca działa, by jego działania były skuteczniejsze.