W kolejce do odpalenia czekają zamówienia na Via Baltica, trasę S3 i A1 do Częstochowy.
Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Dotychczas było tak, że w przetargach Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w stopunktowej skali cena stanowiła 90 punktów, a po 5 punktów czas realizacji i termin gwarancji. Jak twierdzi prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa Jan Styliński, punkty pozacenowe były fikcją i listkiem figowym. Decydowała najniższa cena, bo każda z firm i tak deklarowała najkrótszy dopuszczalny termin realizacji kontraktu i najdłuższą możliwą gwarancję. Teraz przy wyborze oferty cena stanowi maksymalnie 60 punktów. Tego wymaga znowelizowane prawo zamówień publicznych. DGP sprawdził, jak wygląda reszta, czyli 40 punktów pozacenowych. Ustalenia w tej sprawie trwały wiele tygodni, aż Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MIB) je „klepnęło”.

Reklama
Nowe zasady przetargów
Do 12 punktów firmy mogą otrzymać za termin realizacji. Wykonawca deklaruje, o ile pełnych miesięcy szybciej zbuduje drogę. Jak usłyszeliśmy w resorcie, komisje przetargowe zwykle będą pozwalać na zadeklarowanie przyspieszenia do sześciu miesięcy, nie dłużej.
Do 6 punktów za personel wykonawczy. Wyżej są punktowani wykonawcy, którzy zatrudniają pracowników na umowach o pracę. Chodzi też o ograniczanie podzlecania prac podwykonawcom przez firmy „w teczkach”. Dla zwiększenia liczby punków spółka może zadeklarować niezmienność kierownika i kluczowych pracowników przez cały czas trwania budowy. Wcześniej zdarzało się, że kierownik budowy zmieniał się co dwa miesiące, bo firma przesuwała inżynierów w inny rejon Polski.
Kryteria jakościowe nawierzchni. MIB postanowiło, że do 9 punktów w przetargach GDDKiA jest do wzięcia za właściwości przeciwpoślizgowe nawierzchni, a do 8 punktów za tzw. równość podłużną. Dotychczas w wymaganiach egzekwowanych przez GDDKiA znajdowały się minimalne wymagane parametry jakości.
Teraz można uzyskać dodatkowe punkty za wyższe parametry szorstkości nawierzchni (ma ona znaczenie dla przyczepności pojazdów) i jej równości (w tym celu konieczne jest zastosowanie lepszej jakości materiałów). W praktyce będzie to wyglądało tak, że stosując kilkustopniową skalę, wykonawca ma zadeklarować minimalną szorstkość przy oddaniu drogi i po upływie gwarancji (zwykle spada w tym czasie o ok. 20 proc.). Potem nawierzchnia ma być badana, a w razie niedotrzymania parametrów wykonawca będzie obciążany karami umownymi.
– Jakość nawierzchni sprawdzimy przy pomocy laboratoriów drogowych, na których budowę wydaliśmy od 2009 r. ponad 100 mln zł. Kary będą skalkulowane w ten sposób, że wprowadzanie w błąd komisji przetargowej nie będzie się opłacało – twierdzi Jan Krynicki, rzecznik GDDKiA. – Po długich konsultacjach z branżą wykonawczą wybraliśmy kryteria policzalne i możliwe do wyegzekwowania – podkreśla.
5 punktów za zagospodarowanie wydobytego gruntu, czyli kryterium środowiskowe. Dodatkowo punktowani będą wykonawcy, którzy w ramach prowadzonych robót zagospodarują jak największą ilość mas ziemnych powstających podczas budowy – np. do budowy wałów pełniących funkcje przeciwhałasowe.
Wbrew wcześniejszym spekulacjom MIB odrzuciło kryteria subiektywne, które trudno policzyć – jak estetyka rozwiązań projektowych.
Repolonizacja budowlanki
Nowość jest taka, że w umowach pojawi się honorarium dla wykonawców, którzy wprowadzają innowacje (albo nowe rozwiązania, które zachowują parametry techniczne, ale dają oszczędności). Może ono wynieść do 10 proc. szacowanej oszczędności dla Skarbu Państwa.
Resort Andrzeja Adamczyka wspólnie z tzw. Radą Ekspertów (to ciało doradcze przy resorcie) lansuje też nowy system kar. Wykonawca uniknie sankcji za niedotrzymanie tzw. kamieni milowych (czyli kluczowych etapów kontraktu), jeśli dotrzyma terminu końcowego. Kara będzie naliczana, ale jej rozliczenie nastąpi na końcu kontraktu. – Jeśli wykonawca dotrzyma ostatecznego terminu, nie będziemy egzekwować wcześniejszych kar z jego gwarancji dobrego wykonania – tłumaczy GDDKiA.
Idée fixe obecnej ekipy jest taka, żeby do inwestycji w roli wykonawców zostały dopuszczone mniejsze firmy z polskim kapitałem. Dlatego obniżono wymagania dotyczące m.in. doświadczenia. Zliberalizowane będą także warunki dotyczące zabezpieczenia należytego wykonania umowy, a zwiększona ochrona podwykonawców, czyli mniejszych (często polskich) firm.
Według tego schematu GDDKiA chce ogłosić kolejne zlecenia.
– W najbliższych tygodniach można spodziewać się kolejnych przetargów dla trasy ekspresowej S61, czyli Via Baltica. Chodzi o wszystkie pozostałe odcinki pomiędzy Ostrowią Mazowiecką a Szczuczynem – powiedział DGP Szymon Huptyś, rzecznik MIB.
Dotychczas ogłoszono postępowania w trybie „projektuj i buduj” na dwa północne odcinki: 16 km między Kolnem i Stawiskami, a także 18 km od Stawisk do obwodnicy Szczuczyna. W przygotowaniu są cztery kolejne odcinki, dzięki którym późną wiosną GDDKiA chce mieć wykonawców łącznie 55 km Via Baltica. W sumie ma to kosztować ok. 3,6 mld zł, a realizacja ma potrwać do 2021 r.
– Wkrótce można spodziewać się również postępowania przetargowego na S3 między Bolkowem a Lubawką. Jest to ostatni graniczny odcinek S3 w kierunku Czech – twierdzi Szymon Huptyś z MIB.
To też fragment szlaku łączącego południe Polski z portami w Szczecinie i Świnoujściu. Z powodu konieczności budowy tunelu pod Górami Wałbrzyskimi inwestycja pochłonęłaby ok. 3,2 mld zł.
Największym tegorocznym hitem ma być postępowanie na autostradę A1 między Piotrkowem Trybunalskim a Częstochową. To w sumie pięć odcinków częściowo po śladzie „gierkówki” o łącznej długości 81 km. Trasa będzie betonowa, ma liczyć dwa razy po trzy pasy ruchu, jej budowa pochłonie ok. 3,5 mld zł. MIB zdecydowało w październiku, że trasa będzie budowana ze środków budżetowych. Wcześniej rozważano eksperymentalną formułę tzw. drogowej spółki specjalnego przeznaczenia, która nie obciążałaby długu publicznego.
W połowie stycznia wiceminister Jerzy Szmit mówił DGP, że przetarg na A1 będzie ogłoszony „w ciągu miesiąca, dwóch”. Wczoraj dostaliśmy z MIB deklarację, że „trwają starania, żeby jeszcze w 2017 r. ogłosić przetarg”. Podobny status ma trasa S1 (dawna S69) na południe od Bielska-Białej i pod granicą ze Słowacją w Zwardoniu – na tzw. obejściu Węgierskiej Górki.
Skąd wziąć pieniądze
Po opracowaniu nowych zasad przetargów i realizacji kontraktów problemem są już „tylko” pieniądze. MIB i kontrolowana przez niego GDDKiA czekają na sygnał z resortów Mateusza Morawieckiego. Chodzi o to, żeby znaleźć środki na załatanie dziury w programie drogowym.
Plan PO sprzed wyborów zakładał budowę do 2023 r. 3,9 tys. km szybkich tras za 107 mld zł. PiS się z niego nie wycofał, ale twierdzi, że rzeczywisty koszt to 198 mld zł. Uwzględniając prawdopodobne oszczędności w przetargach i odchudzenie projektów, dziura w drogowym budżecie wynosi ok. 50 mld zł.
Z harmonogramów GDDKiA wynika, że w 2017 r. kierowcom przybędzie 396 km nowych dróg. 85 proc. z nich stanowią trasy ekspresowe, a resztę obwodnice miast na zwykłych „krajówkach”. Na autostrady poczekamy do 2018 r. i 2019 r., kiedy GDDKiA ma otwierać odcinki A1 między Katowicami i Częstochową.