Większa konkurencja, lepsza oferta operatorów i niższe ceny – taki ma być skutek deregulacji rynku internetowego zapowiadanej przez Urząd Komunikacji Elektronicznej. Ale skutków tego zabiegu nie zobaczymy niestety od razu.

Na początku sierpnia 2014 roku Komisja Europejska zatwierdziła wniosek Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) o zgodę na przeprowadzenie deregulacji części polskiego rynku usług internetowych. Pod tym tajemniczo brzmiącym terminem kryje się zniesienie ograniczeń, które przed laty zostały wprowadzone przez UKE i dotyczyły przede wszystkim działalności jednej firmy - Telekomunikacji Polskiej, a później jej rynkowego spadkobiercy w postaci Orange.

Komputer Świat 9/2014 / Inne

Kaganiec już niepotrzebny

Aby zrozumieć, na czym ma polegać wspomniana decyzja o deregulacji, trzeba cofnąć się w czasie aż do roku 2006. Wówczas to UKE przeprowadził przegląd polskiego rynku telekomunikacyjnego. Analiza była niepokojąca - wynikało z niej, że usługi dostępu do internetu są w znacznym stopniu zmonopolizowane przez tak zwanego narodowego operatora, czyli Telekomunikację Polską S.A.

- 14 lutego 2007 roku prezes UKE (była nim wówczas Anna Streżyńska - przyp. red.) podjęła decyzję o tym, by w Polsce usługi hurtowego dostępu szerokopasmowego (BSA) zostały po raz pierwszy uregulowane - mówi Dawid Piekarz, obecny rzecznik UKE. - Regulacji podlegał obszar całego kraju, a za operatora o znaczącej pozycji rynkowej (SMP) uznano wtedy Telekomunikację Polską S.A., na którą nałożono obowiązki regulacyjne (obowiązek dostępu, niedyskryminacji, przejrzystości, rachunkowości regulacyjnej, kosztowy oraz przygotowania oferty ramowej).

Piekarz tłumaczy, że w czasie, gdy decyzja o regulacji została wprowadzona, było to słuszne i konieczne posunięcie.

- Wyniki przeprowadzonej analizy rynku wyraźnie wskazywały na potrzebę jego regulacji - wyjaśnia rzecznik UKE. - W tym czasie rynek dostępu szerokopasmowego w Polsce znajdował się we wczesnej fazie rozwoju, a udziały TP S.A. były bardzo wysokie, przekraczające 60 procent. TP S.A. była wtedy niekwestionowanym liderem rynku telekomunikacyjnego, a jej konkurenci dopiero rozwijali swoją działalność. Wpływało to negatywnie na korzyści konsumentów w zakresie różnorodności, ceny i jakości usług telekomunikacyjnych i wymagało szybkiej reakcji w postaci łatwego wejścia na rynek stacjonarnego dostępu do internetu nowych dostawców usług.

Metoda zastosowana przez państwowego regulatora według niego samego okazała się skuteczna i po kilku latach zaczęła przynosić efekty.

Piekarz: - Dzięki wspomnianej regulacji w zakresie szerokopasmowego dostępu do internetu zaczęła rozwijać się konkurencja usługowa. Operatorzy alternatywni zyskali możliwość świadczenia własnych usług detalicznych w oparciu o sieć TP S.A., a tym samym dotychczasowi klienci tego operatora uzyskali możliwość wyboru dostawcy usług internetowych. Fakt ten pozytywnie wpłynął na wysokość cen oraz jakość usług - TP S.A. miała świadomość, że konsumenci nie są już skazani wyłącznie na jej ofertę. Dostęp do sieci TP S.A. poprawił także pozycję ekonomiczną operatorów alternatywnych, co nie pozostało bez wpływu choćby na ich możliwości inwestycyjne.

To jest tylko część artykułu. Więcej we wrześniowym numerze Komputer Świat 10/2014

Wojciech Wrzos