Samorządy miały dziewięć lat na to, aby zmniejszyć do maksymalnie 14 liczbę dzieci przebywających w placówkach opiekuńczo-wychowawczych. Jednak jak wynika z danych otrzymanych przez DGP od urzędów wojewódzkich, w niektórych regionach wciąż są domy dziecka, w których limit miejsc jest przekroczony.
Czas na przekształcenia
Ograniczenie dotyczące liczby dzieci, które mogą być umieszczone w placówce opiekuńczo-wychowawczej, wynika z art. 95 ust. 3 ustawy z 9 czerwca 2011 r. o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 821 ze zm.). Dzięki wprowadzeniu tego przepisu dzieci mogą przebywać w kameralnych jednostkach, które zapewniają im opiekę w warunkach zbliżonych do domowych.
Reklama
Chociaż limit 14 miejsc obowiązuje od 1 stycznia 2012 r., początkowo obejmował tylko domy dziecka powstające po tej dacie. Dla uruchomionych wcześniej placówek na dostosowanie się do art. 95 ust. 3 i zmniejszenie liczby podopiecznych z 30 do 14 został wyznaczony okres przejściowy. Zgodnie z art. 230 ustawy zakończył się on 1 stycznia tego roku.
Oznacza to, że od 2 stycznia br. w całym kraju powinny funkcjonować jedynie małe domy dziecka. Tak się jednak nie stało – a przynajmniej nie wszędzie.

Reklama
Najwięcej placówek, w których mieszka więcej niż 14 podopiecznych, jest w woj. łódzkim – 19 (10 jest w samej Łodzi) i wielkopolskim – 16. W województwach opolskim i zachodniopomorskim jest ich po osiem, a w mazowieckim i warmińsko-mazurskim po cztery. Po trzy niespełniające przepisów domy dziecka są na Śląsku, w Małopolsce i na Podkarpaciu. W województwach kujawsko-pomorskim, podlaskim i lubelskim wszystkie domy osiągnęły wymagany standard – choć w tym trzecim ostatnia z placówek, która musiała się do niego dostosować, zrobiła to już po ustawowym terminie.
Co istotne, wprawdzie zbyt duża liczba miejsc może spowodować cofnięcie zezwolenia na działalność, ale dalsze funkcjonowanie takich placówek po 1 stycznia br. jest możliwe na podstawie art. 106 ust. 9 ustawy, który uprawnia wojewodów do wyznaczenia dodatkowego terminu na osiągnięcie określonych standardów, o co występowały mające opóźnienia powiaty.
Poszukiwani opiekunowie
Jedną z podstawowych przyczyn tego, że placówki przekraczają wyznaczony limit wychowanków, jest brak rodzin zastępczych, do których mogliby oni trafić.
– Cały czas szukamy kolejnych opiekunów. Łódź ma największą pieczę zastępczą, liczącą ponad 2 tys. dzieci. Zajmuje się nimi 960 rodzin, ale potrzebne są następne – mówi Iwona Jędrzejczyk-Kaźmierczak, rzecznik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi.
Dodaje, że nieznacznie przekroczona liczba podopiecznych w placówkach typu socjalizacyjnego jest związana z tym, że pod ich opieką znajdują się dzieci z rodzin wielodzietnych, których rozdzielanie – tylko po to, aby sztucznie utrzymywać limity – byłoby niewskazane. Zwraca uwagę, że liczba dzieci w placówkach o profilu interwencyjnym jest ściśle powiązana z liczbą interwencji w rodzinach biologicznych podejmowanych przez służby, a każde dziecko jest otaczane opieką bez względu na ograniczenia dotyczące liczby miejsc.
Innym powodem niespełnienia ustawowych wymogów jest to, że wiele powiatów zdecydowało się dostosować do nich, dzieląc duży dom na dwa mniejsze. Często oznaczało to konieczność znalezienia lub budowy nowego obiektu. Nie wszędzie jednak udało się na czas zakończyć budowy, remonty generalne i modernizacje.
– Oferta powiatu bielskiego, który przystępował do zakupu nieruchomości przeznaczonej na uruchomienie domu dziecka, została przelicytowana. Obecnie po zakupie innego budynku trwają prace dostosowujące go do przepisów bhp i ochrony przeciwpożarowej – wskazuje Alina Kucharzewska, rzecznik wojewody śląskiego.
Dodaje, że w powiecie kłobuckim i zawierciańskim powstały po dwie nowe placówki na 14 miejsc i trwają w nich prace remontowe. – Wszyscy starostowie co miesiąc składają do urzędu wojewódzkiego sprawozdania z postępu prac, a uzyskanie nowych zezwoleń na prowadzenie placówek jest przewidziane na III kw. tego roku – zapewnia.
Na opóźnienia wpłynęła też epidemia koronawirusa. – Samorządy poinformowały wojewodę, że trudności w uzyskaniu wymaganej liczby dzieci były związane m.in. z tym, że pandemia spowolniła postępowania sądowe dotyczące rozstrzygnięć w sprawie umieszczenia dzieci w rodzinnej pieczy zastępczej – wyjaśnia Michał Mielniczuk, rzecznik wojewody podkarpackiego.
Łatwa wymówka
Anna Krawczak z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem Uniwersytetu Warszawskiego podkreśla, że samorządy miały aż dziewięć lat na przeprowadzenie zmian w lokalnych systemach pieczy zastępczej, i zdumiewające jest, że niektóre tego nie zrobiły.
– W tym czasie były dostępne pieniądze UE na przekształcenia placówek, po które powiaty mogły sięgnąć i wiele z nich faktycznie z nich skorzystało – podkreśla Joanna Luberadzka-Gruca z Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej.
Dodaje, że część samorządów narzeka na zbyt małą liczbę kandydatów na rodziców zastępczych, ale nie podejmuje żadnych działań, by ich pozyskać. Zwraca uwagę, że niedotrzymanie terminu na osiągnięcie standardu z art. 95 ust. 3 nie wiązało się z nałożeniem sankcji na powiaty, stąd część z nich nie spieszyło się z dostosowaniem do przepisów.
– Wojewodowie powinni je teraz konsekwentnie rozliczać z dotrzymania dodatkowych terminów, bo inaczej naruszająca przepisy działalność placówek może trwać jeszcze długo – podsumowuje Joanna Luberadzka-Gruca.
Piecza zastępcza