Wyrok dotyczył transportu jagniąt z Podhala do rzeźni we Włoszech. W ciężarówce były 882 zwierzęta, z których część posiadała już rogi, co do innych zaś istniała możliwość, że nie są jeszcze odstawione od matki. Poidła z wodą znajdowały się tylko po jednej stronie przyczepy, przez co większość zwierząt nie miała do niej dostępu. Naruszono także normy dotyczące powierzchni.
Powiatowa lekarz weterynarii zatwierdziła dokumentację przewozu, choć aktywiści z organizacji broniących zwierząt podnosili, że nie było jej podczas załadunku. Co więcej, po wezwaniu jej na kontrolę, nie wysiadając z samochodu, uznała, że wszystko jest w porządku. Aktywiści złożyli zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzętami – nie tylko przez organizatora transportu, ale również przez lekarkę. Sąd orzekł, że w istocie – poprzez niedopełnienie obowiązku nadzoru – jest ona winna zarzucanego jej czynu.
Rozstrzygnięcie jest o tyle ciekawe, że pierwszy raz przed sądem stanął urzędnik odpowiedzialny za nadzór nad przestrzeganiem ustawy o ochronie zwierząt. – Sąd w uzasadnieniu wskazał, że pani doktor wielokrotnie kontrolowała takie transporty i zignorowała zaniedbania, co nazwał znieczulicą – komentuje Anna Plaszczyk z Fundacji „Viva!” Akcja dla zwierząt, która koordynowała sprawę od początku. W jej opinii jest to problem, który dotyka większości powiatowych lekarzy weterynarii. – Są oni oswojeni z cierpieniem zwierząt, przez co nie reagują na nie tak, jak wymaga choćby ustawa o ochronie zwierząt. Ale tak nie może być, mają bowiem obowiązek stania na straży, by zwierzęta nie cierpiały, przynajmniej nadmiernie – podkreśla aktywistka.
Czy wyrok – jeśli nie zostanie zmieniony – może wpłynąć na pociąganie do odpowiedzialności innych organów zobowiązanych do dbania o dobrostan zwierząt? Już w trakcie procedowania piątki dla zwierząt organizacje zwracały uwagę, że wiele zgłaszanych do nich przypadków znęcania się nad zwierzętami domowymi wcześniej „odbijało się” od innych zobowiązanych do interwencji instytucji.
– To ważny wyrok, który, mam nadzieję, uruchomi ścieżkę pociągania do odpowiedzialności karnej tych urzędników Inspekcji Weterynaryjnej, którzy poprzez swoje zaniechania czy opieszałość powodują krzywdę zwierząt – podkreśla adw. Karolina Kuszlewicz specjalizująca się w prawie ochrony zwierząt. Podkreśla przy tym, że za znęcanie się nad zwierzętami odpowiada nie tylko ten, kto bezpośrednio powoduje ból lub cierpienie, ale także ten, kto świadomie do tego dopuszcza. – Pamiętajmy, że zgodnie z art. 34a ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt to właśnie Inspekcja Weterynaryjna ma obowiązek sprawowania nadzoru nad przestrzeganiem przepisów tej ustawy. Zatem ignorowanie złej sytuacji zwierząt przez powiatowego lekarza weterynarii jest jego naruszeniem i powinno także rodzić odpowiedzialność za przestępstwo – argumentuje.
Michał Rudy z kancelarii prawnej Result jest bardziej sceptyczny i wskazuje również na drugą stronę problemu, czyli niedoprecyzowane przepisy. – Regulacje definiujące znęcanie się nad zwierzęciem, a w szczególności wymogi humanitarnej ochrony zwierząt domowych, w dalszym ciągu są bardzo ogólne. Stąd nie zawsze wiadomo, w jakich konkretnie przypadkach inspekcja miałaby podejmować działania urzędowe. Tym bardziej że obecnie coraz mniejsza część pracowników tej służby ma wykształcenie lekarsko-weterynaryjne – podkreśla. I dodaje, że sami inspektorzy nie mają uprawnienia do odebrania zwierzęcia, a jedynie do poinformowania właściwego organu (wójta, burmistrza, prezydenta miasta). Nierzadko zdarza się, że nawet po przekazaniu takiej informacji koniec końców postępowania i tak się umarza albo wręcz nie podejmuje się interwencji. ©℗

orzecznictwo

Wyrok SR w Nowym Targu z 28 stycznia 2021 r., sygn. akt: II K 381/18. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia