Śladem Polski na stosowanie pestycydów może się zdecydować kilkanaście krajów Unii Europejskiej.
Reklama
Państwa mogą korzystać – i w poprzednich latach chętnie to robiły – z procedury dopuszczającej użycie zakazanych substancji w nagłych sytuacjach. W tym przypadku chodzi o neonikotynoidy stosowane w zaprawach nasiennych (środki chemiczne do dezynfekcji nasion przed wysianiem) oraz w opryskach, które z dużym prawdopodobieństwem odpowiedzialne są za wymieranie rodzin pszczelich. Zjawisko to obserwowane jest na całym świecie od ponad dekady. Pod koniec kwietnia UE zdecydowała o całkowitym zakazie stosowania trzech substancji z grupy neonikotynoidów (wcześniej we Wspólnocie obowiązywały zakazy okresowe).
Na dopuszczenie dwóch z nich do użycia przez 120 dni zdecydował się niedawno polski resort rolnictwa. Ministerstwo podzieliło obawy producentów rzepaku, którzy skarżyli się, że niekorzystne warunki atmosferyczne i wzrastająca presja szkodników uniemożliwiają skuteczną ochronę rzepaku ozimego. Minister rolnictwa Jan Ardanowski tłumaczył, że stosowanie pestycydów przy nasionach rzepaku jest mniejszym złem dla pszczół niż stosowanie intensywnych oprysków, które wprowadzają do środowiska dużo więcej chemii, także trując pszczoły. Pszczelarze uważają jednak inaczej. Prezes Stowarzyszenia Pszczelarzy Zawodowych Piotr Mrówka przekonuje, że inne chemikalia stosowane przy uprawie rzepaku są także szkodliwe, ale rolnicy mogą próbować chronić pszczoły przed ich toksycznym działaniem, zachowując standardy dobrej praktyki rolniczej. Tymczasem w przypadku zatruć neonikotynoidami pochodzącymi z zapraw nie ma takiej możliwości. Pszczelarze i ekolodzy w zeszłym tygodniu zaapelowali do ministra o cofnięcie decyzji.
Obrońcy pszczół biorą teraz pod lupę unijną procedurę umożliwiającą stosowanie wyłączeń. Według ekologów nawet 13 krajów może zdecydować się na zawieszenie zakazu używania neonikotynoidów w ograniczonym zakresie. Za tym lobbują rolnicy, dla których zakaz oznacza konieczność używania droższych alternatywnych środków, co zwiększa koszty produkcji.
Kraje członkowskie muszą zgłosić zamiar tymczasowego wyłączenia zakazu do Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), który przygotowuje raport na ten temat. W zeszłym roku wyłączenia obowiązywały w siedmiu krajach. Organizacje takie jak Greenpeace, PAN Life, Bee Life i SumOfUs po przyjrzeniu się raportom za ubiegły rok doszły do wniosku, że EFSA dopuszczała do zawieszania zakazu, opierając się na „nieuzasadnionych” informacjach dostarczonych przez kraje członkowskie, sama nie przeprowadzała niezależnego badania i nie sprawdzała, czy rzeczywiście istniała pilna potrzeba wyłączenia w danym państwie. Ekolodzy apelują do urzędu o ponowne rozpatrzenie dotychczasowych spraw, a do Komisji Europejskiej o zwiększenie kontroli nad procesem wyłączeń. EFSA odpiera zarzuty. W wywiadzie dla portalu Euractiv.com dyrektor wykonawczy urzędu Bernhard Url zarzucił krytykom wybiórczość. Przypomniał, że strona społeczna była zadowolona, gdy pod koniec lutego urząd wydał raport potwierdzający szkodliwość neonikotynoidów, który przyczynił się do wprowadzenia ogólnounijnego zakazu. – W zależności od wyniku albo jesteśmy postrzegani jako bohaterowie nauki, albo oskarżani o niekompetencję – mówił.