Nie ma szans na wprowadzanie przepisów ograniczających długość spotów emitowanych przed seansami. Tak wynika z odpowiedzi ministra kultury na interpelację poselską.
O tym, ile trwa bombardowanie widza reklamami i zwiastunami innych produkcji, decyduje właściciel multipleksu. Żaden przepis nie nakłada na niego jakichkolwiek ram. Efekt? „Bloki reklamowe mają po 20–30 minut, a informacja o czasie ich emisji nie jest podawana do wiadomości widzów. Oznacza to, że konsument jest wprowadzany w błąd, a kino działa na jego szkodę poprzez emisję nieokreślonego z góry (...) bloku reklamowego” – napisał poseł Paweł Grabowski (Klub Poselski Kukiz’15) w interpelacji do ministra kultury. Podkreślając, że konsumenci płacąc za bilet, są niejako zmuszeni do jednoczesnego obejrzenia bloku reklamowego. A czas emisji reklam „jest tak naprawdę czasem straconym dla obywatela, który mógłby poświęcić swojej rodzinie czy też realizacji swojej pasji”.
Parlamentarzysta zapytał, czy resort zamierza podjąć kroki mające na celu uregulowanie czasu emisji reklam w kinach, czy też ustanowienie dla właścicieli kin obowiązku informacyjnego o realnej godzinie emisji filmu.