Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego opublikowało w poniedziałek projekt nowelizacji ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1062 ze zm.). Wdraża on unijne regulacje mające zapewnić skuteczniejsze zwalczanie piractwa w internecie. Chodzi o działalność platform, które umożliwiają użytkownikom zamieszczanie m.in. filmów czy muzyki. Dotychczas nie ponosiły one odpowiedzialności za treść do momentu, gdy nie zostały powiadomione o tym, że narusza ona prawa autorskie. Dyrektywa 2019/790 w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym zmusza te platformy do bardziej aktywnego działania - mają same filtrować zamieszczane przez użytkowników pliki i blokować te, które łamią prawo. Tylko w ten sposób będą mogły uniknąć odpowiedzialności za bezprawne rozpowszechnianie pirackich materiałów.
Polska od początku sprzeciwiała się tej regulacji, uznając, że może ona prowadzić do cenzury i ograniczyć swobodę dyskusji w internecie. Nie byliśmy w tym zresztą osamotnieni - podobne zastrzeżenia formułowano także w innych państwach. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej oddalił jednak skargę naszego kraju, uznając, że co prawda unijna regulacja ogranicza wolność wypowiedzi, ale robi to w sposób uzasadniony, proporcjonalny i zapewniający poszanowanie praw użytkowników (wyrok TSUE z 26 marca 2022 r. w sprawie C-401/19).
Reklama

Filtruj i blokuj

Po orzeczeniu TSUE nie można już dalej zwlekać z implementacją dyrektywy, której termin upłynął w lipcu 2021 r. Przedstawiony przez MKiDN projekt wprowadza do polskiego prawa obowiązek aktywnego zapobiegania piractwu, choć jego autorzy wciąż nie kryją obaw związanych z wdrażaną regulacją.

Reklama
„Rozwiązanie to, choć może istotnie poprawić ochronę praw autorskich w sieci, budzi jednak także poważne kontrowersje. Powstaje tu bowiem także ryzyko swoistej cenzury w internecie, tym bardziej że ogromna ilość i zróżnicowanie treści zamieszczanych w serwisach wymusi stosowanie mechanizmów automatycznej weryfikacji treści (algorytmy), które nie będą na tyle «inteligentne», aby prawidłowo rozpoznać wszystkie faktyczne i prawne okoliczności decydujące o tym, czy dana treść chroniona została udostępniona zgodnie z prawem, czy też nielegalnie” - można przeczytać w uzasadnieniu do projektu.
Co ciekawe, choć projekt ukazuje się po wyroku TSUE i wydaniu wytycznych przez Komisję Europejską, to niespecjalnie bierze je pod uwagę.
- W zakresie odpowiedzialności pośredników polski ustawodawca wybrał bezpieczny model implementacji reguł odpowiedzialności za treści online - dość wierne powtórzenie postanowień art. 17 dyrektywy prawnoautorskiej. Taki projekt mógłby równie dobrze ukazać się rok temu, kiedy był na to termin. W zasadzie nie odnosi się on do wytycznych KE z zeszłego roku czy ustaleń wyroku TSUE w polskiej sprawie, co dziwi, jeśli wziąć pod uwagę, że jednak część zastrzeżeń uznano za uzasadnione - zauważa Pawel Lipski, partner w kancelarii Bird & Bird Szepietowski i Wspólnicy. Jego zdaniem choć to rozwiązanie bezpieczne dla ustawodawcy, to mniej już dla samych zainteresowanych, gdyż przesuwa ciężar ustaleń dokładnej treści nowych norm na praktykę sądową.
Aby uniknąć odpowiedzialności za pirackie pliki, platformy będą musiały wykazać, że „dołożyły najwyższej staranności - zgodnie z wysokimi standardami staranności zawodowej w sektorze - aby zapewnić brak dostępu do poszczególnych utworów, w odniesieniu do których uprawnieni przekazali dostawcom usług odpowiednie i niezbędne informacje” (art. 215 projektu).
Polska ustawa zobowiąże więc platformy do prowadzenia działań prewencyjnych (filtrowania treści) i blokowania plików, ale tylko wówczas, gdy uprawnieni przekażą im niezbędne informacje do wyszukiwania bezprawnie zamieszczanych utworów. W praktyce więc to wytwórnia filmowa czy muzyczna chcąca, by dana platforma wyszukiwała pliki naruszające jej prawa, będzie musiała wcześniej dostarczyć wskazówek, jak je identyfikować. Dodatkowo, tak jak to odbywa się już teraz, serwisy będą musiały reagować na bieżąco zgłaszane żądania zgodnie z procedurą notice-and-take down (zablokuj po zgłoszeniu) uzupełnioną o procedurę notice-and-stay down (zablokuj raz zgłoszoną treść).

Więcej praw dla wydawców

Nowe przepisy mają też przyznać nowe prawo pokrewne wydawcom prasy. Nie jest tajemnicą, że rynek prasowy od lat przeżywa kryzys. Tymczasem artykuły są nagminnie kopiowane przez różnego rodzaju portale internetowe czy też automatycznie powielane przez agregatory treści. Choć wydawca gazety czy serwisu internetowego ponosi wszystkie koszty związane z zatrudnianiem dziennikarzy, zdobywaniem przez nich informacji i pisaniem artykułów, to zyski (np. z wyświetlanych reklam) trafiają do platform kopiujących treści. Nowe przepisy dadzą wydawcom wyłączne prawo do publikacji prasowych. Mówiąc wprost - serwis internetowy, który będzie chciał zwielokrotnić i publicznie udostępnić cudzy artykuł, będzie musiał zapłacić za to stosowne wynagrodzenie gazecie, która ma prawa do danej publikacji prasowej.
- Cieszymy się, że pojawił się tak długo oczekiwany przez środowisko wydawców prasy i mocno już spóźniony projekt implementacji dyrektywy. Mamy nadzieję, że do końca bieżącego roku dyrektywa zostanie wdrożona, a wydawcy w Polsce zaczną otrzymywać należną im rekompensatę za korzystanie z publikacji prasowych. Tym samym znajdą się w gronie posiadaczy praw, którzy - podobnie jak producenci muzyki, filmów, gier i programów komputerowych - już od lat korzystają z praw pokrewnych - mówi Marek Frąckowiak, prezes Izby Wydawców Prasy.
- Teraz należy zadbać o to, aby polskie rozwiązanie wdrożyło efektywny i skuteczny system, w którym wydawcy prasy będą otrzymywać należne rekompensaty za wykorzystywane w internecie treści, powstanie których sfinansowali. Doświadczenia innych państw wskazują wyraźnie, że konieczne jest ustanowienie obowiązku raportowania przez portale zakresu wykorzystywanych materiałów prasowych. Dodatkowo niezbędne jest wprowadzenie mechanizmu arbitrażu z możliwą interwencją organu państwowego w przypadku, gdyby obie strony rozmów nie doszły w krótkim czasie do porozumienia - dodaje.
Wbrew łatce przyszytej nowemu prawu przez niechętnych mu komentatorów nie ma ono nic wspólnego z podatkiem od linków. Wręcz przeciwnie - zarówno dyrektywa, jak i polski projekt wprost wyłączają linki spod regulacji. Podobnie jak korzystanie z treści dla własnego użytku osobistego niezwiązanego z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz przytaczanie pojedynczych słów czy też bardzo krótkich fragmentów publikacji prasowej.
Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
Etap legislacyjny
Projekt skierowany do konsultacji