Emigracja wbrew politycznym zapowiedziom szybko się nie skończy. Bo zagranica daje Polakom nie tylko dobrą pracę i godną płacę. Także szacunek otoczenia i perspektywę na przyszłość.
Co z tego, że jak chwali się premier Ewa Kopacz we wszystkich wyborczych spotach – w ciągu najbliższych dni będą nam towarzyszyć nieustannie – nasz kraj zanotował cywilizacyjnych skok, o jakim kiedyś jedynie mogliśmy marzyć? Co z tego, że mamy piękne autostrady, szybkie pociągi i coraz efektywniejsze elektrownie czy zmodernizowane miejskie place i zabytki w małych miejscowościach? Nie jest nawet problemem to, że wiele z tych inwestycji udało nam się domknąć rzutem na taśmę, bo w ostatniej chwili rozliczyliśmy wiele unijnych dotacji, które w dużym stopniu je finansowały. Nikt nie kwestionuje tego, że Polska w ciągu ostatnich 25 lat rozwinęła się niebywale, nikt też nie poda w wątpliwość faktu, że dzisiaj nad Wisłą żyje się znacznie lepiej niż w 1990 r. Nie w tym jednak rzecz. Problem jest w nas samych.
Jak pisał w ostatnim Magazynie DGP w ramach akcji Wkurzeni.pl Maciej Miłosz, „właśnie udało nam się pobić rekord. Główny Urząd Statystyczny podał, że w końcu 2014 r. poza granicami Polski przebywało czasowo około 2,32 mln mieszkańców naszego kraju, tj. o 124 tys. (5,6 proc.) więcej niż w 2013 r. Co ciekawe, począwszy od rekordowego dotychczas 2007 r. (2,27 mln), aż do 2010 r. liczba Polaków żyjących poza krajem spadała i osiągnęła poziom 2 mln. Od tego czasu ciągle rośnie”.