Zobowiązanie do odpracowania zagranicznych studiów sfinansowanych przez państwo to peerelowskie rozwiązanie. Ale jest ono zgodne z prawem
Rząd w przyśpieszonym tempie pracuje nad program „Studia dla wybitnych”. Skierował już do konsultacji projekt nowelizacji ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym. Zakłada on, że resort nauki będzie mógł utworzyć program, dzięki któremu np. absolwenci z licencjatem podejmą studia magisterskie w zagranicznej szkole wyższej na koszt państwa. Przedstawiając taką propozycję, rząd zaznaczył jednak, że osoby, które skorzystają z tej możliwości, po zakończeniu nauki będą musiały podjąć pracę w Polsce. W przeciwnym razie czeka ich zwrot pieniędzy. Przy czym nowelizacja nie reguluje tego warunku, ma on być opisany w rozporządzeniu.
Reklama

Reklama
Nakaz pracy
Zgodnie z zapowiedziami rządu dofinansowanie zagranicznych studiów odbywałoby się na zasadzie kredytu, który zostanie umorzony, jeśli absolwent spełni warunki przewidziane w programie: przede wszystkim skończy studia i wróci do Polski, gdzie przepracuje przynajmniej pięć lat. Na wypełnienie tego warunku absolwent np. Sorbony czy Oxfordu ma mieć 10 lat.
Tymczasem eksperci rozważają, czy zastosowanie takiego mechanizmu w ogóle jest możliwe. Szczególnie że prof. Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki i szkolnictwa wyższego, pytana przez dziennikarzy o ewentualne wprowadzenie obowiązku odpracowywania studiów przez osoby, które bezpłatnie uczą się w Polsce, stwierdziła, że tego typu rozwiązanie nie wchodzi w grę. – Zakazują tego unijne przepisy – mówiła prof. Lena Kolarska-Bobińska.
– Chodzi o europejskie uwarunkowania prawne dotyczące swobody przepływu pracowników na rynku UE – uzupełnia Łukasz Szelecki, rzecznik prasowy resortu nauki.
Proporcjonalny środek
Zdaniem ekspertów wprowadzenie konieczności odpracowywania studiów podejmowanych na zagranicznych uczelniach budzi wątpliwości.
– To peerelowskie rozwiązanie. Państwo nie powinno stosować takich mechanizmów. Dlaczego najzdolniejsi mieliby być karani za to, że otrzymali stypendium i perspektywę rozwoju – pyta Tadeusz Jasudowicz z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Jego zdaniem państwo nie powinno szantażować w ten sposób uczestników programu, ale stworzyć w Polsce takie warunki, by sami chcieli wrócić do kraju.
– Oceniając, czy polski rząd w ogóle może wprowadzić takie rozwiązanie, trzeba rozpatrzyć tę kwestię w różnych kontekstach. Mianowicie czy wprowadzenie takiego wymogu byłoby zgodne z polskim prawem, dyrektywami unijnymi oraz traktatami międzynarodowymi. Trzeba też się zastanowić, czy zastosowanie takiego środka usprawiedliwia polityka państwa i jakie rozwiązania funkcjonują w innych krajach – uważa prof. Mariola Lemonnier z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.
Z kolei zdaniem prof. Tomasza Siemiątkowskiego z Kancelarii Głuchowski Siemiątkowski Zwara wstępne warunki programu zasługują na pozytywną ocenę jako zmierzające do wyrównania poziomu edukacji w poszczególnych krajach UE i podniesienia poziomu kadry naukowej w Polsce.
– Jednakże resort powinien skupić uwagę na sposób zabezpieczenia powrotu studentów do Polski – dodaje prof. Tomasz Siemiątkowski.
Zauważa, że pewne wątpliwości może budzić analiza obowiązku świadczenia pracy na terenie Polski po ukończeniu zagranicznych studiów. Ustalając okres zatrudnienia, Polska naraża się bowiem na zarzuty o stosowanie pośredniej dyskryminacji pracowników migrujących i członków ich rodzin, która jest zakazany na mocy art. 45 TFUE i art. 7 ust. 2 rozporządzenia Rady (EWG) nr 1612/68 z 15 października 1968 r. w sprawie swobodnego przepływu pracowników wewnątrz Wspólnoty (Dz.Urz. WE L 257 z 19.10.1968, s. 2).
Podoba sytuacja dotyczyła Holandii. – Państwo to uzależniło przyznanie finansowania zagranicznych studiów od okresu zamieszkiwania w tym kraju – podaje przykład prof. Tomasz Siemiątkowski.
Wskazuje, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że przepisy, które uzależniają finansowanie studiów za granicą od przesłanki miejsca zamieszkania, wprowadzają nierówne traktowanie pomiędzy pracownikami danego państwa członkowskiego a pracownikami migrującymi (ETS, 14 czerwca 2012 r. w sprawie C 542/09 Komisja przeciwko Niderlandom).
– W celu zabezpieczenia przed potencjalnymi zarzutami Komisji Europejskiej niezbędne będzie wykazanie, że wprowadzenie obowiązkowego okresu pracy na terenie Polski nie wykracza poza główny cel, jakim jest promowanie mobilności studentów – sygnalizuje prof. Siemiątkowski.
Tak też chce wybrnąć z tego dylematu rząd. – Zgodnie z opinią Ministerstwa Spraw Zagranicznych, jeżeli odpracowywanie spełnia przesłankę proporcjonalności i realizuje słuszny i zgodny z traktatem cel, uzasadniony nadrzędnym interesem ogółu, to nie stoi ono w sprzeczności z przepisami Unii. Mobilność służy bowiem jako narzędzie transferu wiedzy i zdobywania doświadczenia, a także rozwijaniu kontaktów i kompetencji zawodowych. Przyniesie to korzyści zarówno dla polskiej nauki, jak i gospodarki – wyjaśnia Łukasz Szelecki.
Ostrożnie z kryteriami
Prof. Tomasz Siemiątkowski podkreśla, że resort przygotowując warunki wyboru osób, którym będzie przysługiwało dofinansowanie, musi uważać, by nie narazić się na zarzut w dostępie do doradztwa zawodowego i szkoleń. – Zasady te nie będą mogły np. zawężać potencjalnych beneficjentów programu tylko do obywateli polskich – podkreśla.
Uzupełnia, że problematyczny wydaje się też sposób zagwarantowania studentom pracy po powrocie do Polski oraz ustalenia jej warunków minimalnych, jak również określenia ich gwaranta, ale w tym zakresie nie padły jeszcze żadne deklaracje ze strony ministerstwa.