Dotychczas wielu emigrantów zarobkowych musiało się godzić z tym, że niemieccy pracodawcy oferowali im gorsze warunki pracy niż zatrudnionym na podobnych stanowiskach obywatelom Niemiec. Oficjalnym powodem, dla którego m.in. Polakom oferowano niższe płace, była nieznajomość języka niemieckiego, albo brak doświadczenia zawodowego. I choć wynagrodzenie oferowane przez niemieckie firmy było i tak wyższe niż to, na które zagraniczni pracownicy mogliby liczyć w ojczystym kraju, to jednak emigranci musieli liczyć się z – często bardzo dużą – dyskryminacją płacową. Teraz sytuacja może się zmienić. - Spodziewamy się kolejnej fali emigracji wśród Polaków – przyznaje Tomasz Hanczarek, prezes Zarządu Work Service SA. 

Niemcy już dziś są najpopularniejszym kierunkiem emigracji zarobkowej Polaków – 21 proc. obywateli naszego kraju deklaruje, że zdecydowałoby się na pracę u zachodnich sąsiadów. - Odsetek ten, według naszych analiz, jeszcze się zwiększy w ciągu najbliższych 12 miesięcy – przewiduje Krzysztof Inglot, dyrektor działu rozwoju rynków w Work Service.

Wprowadzenie płacy minimalnej w Niemczech budzi jednak obawy niektórych ekspertów tamtejszego rynku pracy, którzy zwracają uwagę, że może to doprowadzić do powstania szarej strefy, zwłaszcza na rynku prac sezonowych. Dotychczas rynek ten rozwijał się głównie dzięki emigrantom, którzy godzili się pracować za mniejsze pieniądze niż Niemcy. Teraz pracodawcy mogą próbować utrzymać ten stan rzeczy zatrudniając obcokrajowców „na czarno”. -  Z pewnością wzrośnie liczba Polaków, którzy dostaną od niemieckich pracodawców propozycję otrzymywania wynagrodzenia „pod stołem”. Dla wielu firm i gospodarstw rolno-ogrodniczych takie rozwiązanie będzie bardziej opłacalne, bo pozwoli utrzymać koszty pracy i cen na niskim poziomie – przyznaje Hanczarek.

Oprac. AB