Osoby zatrudnione w służbie cywilnej nie muszą się bać negatywnych opinii swoich przełożonych. W raporcie szefa służby cywilnej za 2013 r., do którego dotarł DGP, możemy przeczytać, że w ocenie dyrektorów członkowie korpusu dobrze wywiązywali się z obowiązków. Pozytywnych ocen okresowych jest zdecydowanie więcej, niż tych negatywnych. Odnotowano też spadek wszczętych postępowań wyjaśniających i dyscyplinarnych w związku z naruszeniem obowiązków przez członków korpusu.

Zdaniem ekspertów, weryfikowanie pracy urzędników jest bardzo sformalizowane. A bezpośredni przełożeni nie chcą wchodzić w konflikt z pracownikami, dlatego nie wystawiają im negatywnych not.

Najlepsi pracownicy

Obowiązująca od pięciu lat ustawa z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (Dz.U. nr 227, poz. 1505 ze zm.) wprowadziła generalną zasadę, że nie tylko urzędnicy mianowani podlegają ocenie okresowej, ale też pracownicy służby cywilnej. W efekcie co dwa lata w administracji rządowej trwa wielka weryfikacja. Po raz pierwszy miała miejsce w 2011 r. Wtedy na blisko 87 tys. ocenianych członków korpusu przyznano negatywne noty 398 z nich. W 2013 r. zostali oni lepiej ocenieni. Na 81,8 tys. członków korpusu 249 otrzymało negatywną ocenę, a w tym tylko dziewięciu – na poziomie znacznie poniżej oczekiwań.

Z raportu szefa służby cywilnej wynika, że w 2013 r. oceny okresowe sporządzono 67 proc. członków korpusu zatrudnionych na czas nieokreślony. W przeważającej większości przyznano im oceny pozytywne (99,7 proc.). Z tego najczęściej na poziomie oczekiwań (47,3 proc.) i powyżej oczekiwań (47,1 proc.). Co ciekawe, tylko jedna osoba dostała kolejną ocenę negatywną.

– Członkowie korpusu z pewnością są dobrze przygotowani do wykonywania pracy urzędniczej, nastąpiło też oswojenie się z cykliczną oceną. Także poziom rygoryzmu kierowników, którzy oceniają, nie jest zbyt duży – uważa dr Stanisław Mazur, członek Rady Służby Cywilnej.

O kompetencjach urzędników są też przekonani związkowcy. – Te dane pokazują, że urzędnicy świetnie pracują i nie można im nic zarzucić. Dlatego też każdy z nich powinien wystąpić do swoich przełożonych o podwyżkę lub przynajmniej nagrodę – mówi Zbigniew Bartoń, szef Sekcji Krajowej Pracowników Administracji Rządowej i Samorządowej NSZZ „Solidarność”.

Ocena pracy w administracji samorządowej

Ocena pracy w administracji samorządowej

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Według niego ocena pracownicza powinna wiązać się z określonymi konsekwencjami dla wszystkich członków korpusu, a nie tylko dla urzędników mianowanych. Ci ostatni po dwóch ocenach okresowych na poziomie co najmniej dobrym otrzymują wyższy dodatek służby cywilnej, który może wynieść od 900 zł do nawet 5 tys. zł miesięcznie.

Nie wszyscy oceniani zgadzali się jednak z werdyktem swoich przełożonych. W ubiegłym roku 309 osób złożyło sprzeciwy do dyrektora generalnego od ocen okresowych. 33 proc. z nich zostało uwzględnionych.

Szefowie cenią nowych

Poza oceną okresową w administracji rządowej funkcjonuje również tzw. pierwsza ocena. Zgodnie bowiem z art. 35 i 37 ustawy o służbie cywilnej z osobą, która decyduje się na taką karierę, zawiera się umowę na 12 miesięcy. Kontrakt na czas nieokreślony zostaje podpisany dopiero na podstawie pozytywnej oceny pracownika.

Z raportu szefa służby cywilnej za 2013 r. wynika, że osoby, które wygrają konkurs i przejdą przez służbę przygotowawczą oraz zaliczą z niej egzamin, mogą w zdecydowanej większości liczyć na pozytywne noty. Na ponad 3,6 tys. nowo zatrudnionych tylko 82 wystawiono negatywną pierwszą ocenę. Łącznie w ubiegłym roku było zatrudnionych po raz pierwszy w służbie cywilnej 3,9 tys. osób, ale nie wszyscy zostali objęci pierwszą oceny z uwagi na termin rozpoczęcia pracy.

– Konkursy są rzetelnie przeprowadzane i składają się z trudnych testów oraz rozmów kwalifikacyjnych. Rzadko więc zdarza się, że takie osoby zostaną negatywnie ocenione – mówi Halina Stachura-Olejniczak, dyrektor generalny Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego.

Tłumaczy, że przypadki nieprzedłużania umów dotyczą najczęściej osób, które nie potrafią pracować w zespole lub nie umieją zorganizować sobie czasu pracy tak, aby terminowo załatwiać sprawy.

Ocena okresowa

W listopadzie ubiegłego roku do konsultacji trafiły dwa projekty rozporządzeń w sprawie pierwszej oceny, a także ocen okresowych. Departament służby cywilnej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów podkreślał wtedy, że nowe akty prawne zawierają rozwiązania, które spowodują, że kryteria oceny nie będą się już dublować.

Zmiany miały wejść w życie na początku tego roku. Konsultacje utknęły jednak w martwym punkcie. Szefowie urzędów sprzeciwiali się zmianom, które nakładają na nich dodatkowe obowiązki.

Zgodnie z projektem wszystkie noty cząstkowe, z których składa się ocena okresowa, miały być pisemnie uzasadniane przez bezpośrednich przełożonych. Obecnie kierownicy muszą uzasadniać tylko te najlepsze i najsłabsze.

– Czwarty rok stosujemy te przepisy. A co pół roku przeprowadzamy międzyoceny. Jesienna propozycja wywracała ustalony przez nas system, bo zmieniała m.in. kryteria i skale ocen – mówi Marek Reda, dyrektor generalny warmińsko-mazurskiego urzędu wojewódzkiego.

Dodaje, że urzędy, które przeprowadzają oceny pracowników raz na dwa lata (bez międzyocen), mogą mieć problem z jednoczesnym zweryfikowaniem nawet 90 proc. załogi. – Może się więc okazać, że kierownicy pójdą na łatwiznę i będą sporządzać oceny pracy bez większej refleksji – zaznacza.

Podkreśla, że są narzędzia do rzetelnego zweryfikowania pracy urzędników, tylko trzeba poświęcić temu zagadnieniu więcej czasu, a dla kierowników zorganizować odpowiednie szkolenia.

– Oceny okresowe urzędników nie spełniają swojej funkcji, bo po ich przeprowadzeniu nie można wyłapać słabych urzędników. W praktyce ich sporządzenie ogranicza się do wypełniania dokumentów przez pracowników, którzy często wyręczają swoich przełożonych i sami wystawiają sobie laurki, a kierownicy się tylko pod tym podpisują – mówi dr Stefan Płażek z Uniwersytetu Jagiellońskiego, ekspert ds. administracji publicznej.

– Oceny okresowe są sztuką dla sztuki i tylko generują sterty papierów. Powinny być ograniczone i odbywać się np. co pięć lat – uważa Zbigniew Bartoń.

Nic jednak nie zapowiada, aby w najbliższym czasie podejmowane były kolejne próby zmian w tym zakresie.