Ale jest także niestety widoczny bardzo niepokojący trend: przybywa osób długotrwale bezrobotnych. Takich, których łączny czas pozostawania bez pracy w ostatnich dwóch latach przekracza 12 miesięcy.

W lutym było ich ponad 1,2 mln. Czyli o 74 tys. więcej niż przed rokiem. W efekcie już aż 53,8 proc. ogółu zarejestrowanych bezrobotnych to osoby pozostające bez pracy ponad rok – wynika z najnowszych danych GUS i resortu pracy. To znacznie gorzej niż przed rokiem, kiedy wskaźnik ten wyniósł 48,8 proc.

– Nawet gdy są miejsca pracy, to pracodawcy na ogół nie chcą takich osób zatrudniać, bo będąc długo bez pracy, tracą kwalifikacje zawodowe – ocenia prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Trzeba ich by najpierw przeszkolić, a to kosztuje. Przedsiębiorcom nie opłaca się tego robić, bo na rynku wciąż jest dużo w pełni przygotowanych pracowników z krótkim stażem na bezrobociu.

Jest też pewna grupa, która nauczyła się żyć z opieki społecznej albo zarabia w szarej strefie gospodarki. Tkwią w rejestrach bezrobotnych tylko dlatego, że dzięki temu mają ubezpieczenie zdrowotne.

Jednocześnie powiększa się grupa osób, które tak długo bezskutecznie szukały zajęcia, że zniechęciły się, straciły nadzieję, że ich wysiłki przyniosą jakikolwiek efekt. Do wzrostu liczby osób chronicznie bezrobotnych przyczynił się też niedostosowany do potrzeb rynku pracy system edukacji. Wciąż kształci się zbyt wielu pedagogów, ekonomistów, specjalistów od zarządzania czy marketingu, którymi rynek jest już nasycony na wiele lat. Ponadto czteroletnia ochrona prawna pracowników przed przejściem na emeryturę powoduje, że często są oni zwalniani tuż przed wejściem w wiek ochronny.

Pomoc długotrwale bezrobotnym jest bardzo trudna i kosztowna. Wymaga indywidualnego podejścia do problemu przez urzędy pracy. – Każdy miesiąc bezrobocia zmniejsza prawdopodobieństwo powrotu do pracy – podkreśla prof. Wiśniewski. Im więcej Polaków chronicznie bezrobotnych, tym ciemniejszy obraz struktury bezrobocia.