"Zbyt długo system imigracyjny, wypaczony przez europejską swobodę przepływu osób, nie spełniał potrzeb Brytyjczyków. (...) Ograniczymy ogólny poziom migracji i nadamy priorytet tym, którzy mają najwyższe umiejętności i największe talenty: naukowcom, inżynierom, pracownikom naukowym i innym wysoko wykwalifikowanym pracownikom". Taki zapis znalazł się w oświadczeniu brytyjskiego rządu w lutym br.

Punktowy system migracyjny – co się zmieni?

Zgodnie z nowym systemem, aby uzyskać prawo do pracy w Wielkiej Brytanii konieczne będzie zdobycie co najmniej 70 punktów. Z tej liczby 50 punktów przypada na kryteria obowiązkowe, tj.:

• potencjalny pracownik musi udostępnić dokument, który potwierdza, że otrzymał ofertę pracy od pracodawcy (20 pkt.)

• oferta pracy jest na wymaganym poziomie umiejętności (20 pkt.)

• pracownik zna język angielski (10 pkt).

Kolejnym warunkiem do uzyskania dodatkowych punktów będzie wynagrodzenie pracownika. Jeżeli zarobki imigranta będą wynosić:

• pomiędzy 23 040 a 25 599 funtów rocznie – dostaje on 10 pkt.

• powyżej 25 600 funtów – 20 pkt.

Nowa polityka migracyjna po brexicie – dlaczego brytyjski rząd zmienia reguły?

- Punktowy system migracyjny wzorowany jest na systemie, który został przyjęty przez Australię. Australijski model uznaje się za efektywny pod tym względem, że pozwala on ściągać do kraju osoby, które faktycznie tam są potrzebne i eliminuje wielu pracowników niewykwalikowanych. Chodzi przede wszystkim o pracowników, którzy potencjalnie mogą być obciążeni systemem opieki społecznej. Z punktu widzenia interesów brytyjskich po sfinalizowaniu procesu brexitowego to rozwiązanie jest jak najbardziej słuszne, zwłaszcza, że model taki w Australii doskonale się sprawdził – tłumaczy Krzysztof Winkler z Uniwersytetu Warszawskiego, Grupy Brytyjskich Studiów Społeczno-Politycznych "Britannia".

Przemysław Biskup z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) przypomina, że jedną z kluczowych przyczyn brexitu było zwiększenie konkurencji i presji płacowej na brytyjskim rynku pracy w zakresie zawodów o niskich kwalifikacjach. Pracownicy z Europy Środkowo-Wschodniej systematycznie wypierali pracowników brytyjskich. Był to proces narastający od 2004 roku, który wywoływał duży poziom frustracji społecznej.

- Do 2017 roku wśród państw należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju Wielka Brytania miała najniższy udział w PKB, jeżeli chodzi o wydatki na szkolenia zawodowe. Oznacza to, że cały model gospodarki brytyjskiej od co najmniej końca lat 90., a szczególnie na początku lat 2000, kiedy do Unii Europejskiej dołączyło kolejne 10 państw, był oparty na pracownikach przybyłych spoza Wielkiej Brytanii zamiast na szkoleniu osób, które są na brytyjskim rynku pracy. Był to mechanizm, który pozwalał utrzymywać płace na relatywnie niskim poziomie. Długoterminowym skutkiem tego modelu stało się bezrobocie wśród wielu Brytyjczyków – tłumaczy dr Biskup z PISM.

Analityk dodaje, że nowy, punktowy system migracyjny, ma ograniczyć zatrudnianie pracowników spoza Wielkiej Brytanii i skłonić przedsiębiorstwa do inwestowania w szkolenie kadr miejscowych.
Czy nowe rozwiązania migracyjne będą przedmiotem dyskusji porozumienia wyjściowego? Mogą być, ale nie muszą. Jak zaznacza Krzysztof Winkler z UW rzeczą naturalną jest, że Brytyjczycy ustalają własne zasady, w tym związane z polityką migracyjną. Unia Europejska musi albo dostosować się do nowych reguł, albo ewentualnie wprowadzić jakieś retorsje.