Niektóre JST już zaczęły szacować, ile na tym stracą. Z ich analiz wynika, że pierwszej podwyżki w zasadzie nie odczują. Ale kolejne już tak, bo stopniowe podwyższanie uposażeń najsłabiej zarabiającym spowoduje zmianę całej siatki płac w urzędach.
Na koniec zeszłego roku – według danych GUS – w samorządzie zatrudnionych było niemal 267 tys. osób, a ich przeciętne wynagrodzenie wyniosło 5018,13 zł brutto. A to jedynie wycinek całości, uwzględniający tylko samą administrację. Jak podaje Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich, samorząd jest de facto największym pracodawcą w Polsce, zatrudniającym w sumie ponad 2,5 mln osób w urzędach i jednostkach organizacyjnych typu: szkoły, domy pomocy społecznej, przedszkola itp. Dlatego radykalne podwyższenie pensji minimalnej – wpierw do 2,6 tys. zł w 2020 r., a następnie do 3 tys. zł w 2021 r. i wreszcie do 4 tys. od 2024 r. – będzie miało ogromny wpływ na ich sytuację finansową.

Nagłe zmiany budzą sprzeciw

Większość włodarzy plan radykalnego podwyższenia minimalnych pensji w tak krótkim okresie traktuje jako kolejny cios finansowy ze strony rządu. Wcześniej protestowali przeciwko zmianom, jakie rząd wprowadza w PIT (obniżka stawki z 18 do 17 proc., podwyższenie kwoty kosztów uzyskiwanego przychodu) czy w OFE (nałożenie opłaty przekształceniowej przy transferze środków z OFE do IKE, bez podzielenia się tymi pieniędzmi z samorządami). Kością niezgody między samorządami a PiS nadal jest też finansowanie oświaty. Dlatego kolejnej zmiany – i to dość nagłej – po prostu się boją. Jak przypomina Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich, zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego, że płaca minimalna od stycznia 2020 r. wyniesie 2600 zł, nastąpiła chwilę pod tym, jak rząd ogłosił pierwotny projekt rozporządzenia podwyższającego pensję minimalną do 2450 zł. A to oznacza, że niektórym pracownikom samorządowym trzeba będzie podnieść pensje nawet o 700 zł i więcej. Powód? Z płacy minimalnej wyłączono dodatek stażowy. – Załóżmy, że ktoś miał do tej pory 1,8 tys. zł pensji zasadniczej i 20 proc. dodatku stażowego, czyli 360 zł, dzięki czemu mieścił się w pensji minimalnej. Od stycznia trzeba mu będzie nie tylko podnieść pensję zasadniczą, ale i osobno doliczyć stażowe – przypomina Marek Wójcik. I dodaje, że w tym roku samo wyłączenie dodatku stażowego z pensji minimalnej oznacza dla samorządów wydatek ok. 100–150 mln. – A jeśli zamierzamy dojść w 2020 r. do pensji minimalnej rzędu 3 tys. zł, to koszty te rosną do 700–800 mln zł – wylicza ekspert ZMP.
Reklama
Jego orientacyjne szacunki chcieliśmy skonfrontować z Ministerstwem Finansów. Zapytaliśmy więc resort, jak zapowiedziana przez PiS podwyżka pensji minimalnej oraz wyłączenie z niej dodatku stażowego wpłynie na sytuację finansową JST. Resort skierował nas jednak z tymi pytaniami do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, a ten na nasze pytania niestety nie odpowiedział. Postanowiliśmy więc sami sprawdzić, jak sytuacja wygląda w poszczególnych samorządach.

Skutki w urzędach

Reklama
Większość JST wciąż szacuje skutki zapowiedzi PiS, ale są takie jednostki, które już doszły do pewnych wniosków. – Analizując wynagrodzenia pracowników urzędu m.st. Warszawy, nie widzimy aktualnie, by był problem z osobami, które mogą nie spełniać wymogu otrzymywania wynagrodzenia minimalnego na poziomie 2600 zł. Natomiast jeśli wziąć pod uwagę perspektywę stałego wzrostu płacy minimalnej, istnieje ryzyko zmiany siatki płac w urzędzie, by zachować proporcje wynagradzania w ramach poszczególnych kategorii zaszeregowania – mówi Ewa Rogala, rzeczniczka stołecznego ratusza. – W urzędzie miasta, jako jednostce finansowanej ze środków publicznych, ze względu na przewidywane zmniejszenie środków w budżecie istnieje ryzyko ograniczenia zatrudnienia – przyznaje.
Z kolei władze Gdańska podliczyły, że u nich wzrost pensji minimalnej do 2,6 tys. zł brutto w 2020 r. będzie dotyczył ok. 3,2 tys. osób. Przy czym oddzielnie rozpatrywane są dwie kategorie pracowników – tych zatrudnionych w urzędzie miasta i tych w oświacie. W pierwszym przypadku podwyżka do 2,6 tys. zł nie spowoduje konieczności podwyższania komukolwiek wynagrodzeń (co oznacza, że wszyscy zarabiają co najmniej 2,6 tys. zł). Przy kolejnym wzroście – do 3 tys. zł – zmiana będzie dotyczyć ok. 20 osób (głównie zatrudnionych na stanowiskach pomocniczych i obsługi), a przy pułapie 4 tys. zł już ok. 800 osób (stanowiska pomocnicze i urzędnicze). Z kolei w sektorze oświaty w 2020 r. zmiana wynagrodzeń będzie dotyczyć prawie wszystkich stanowisk obsługi (sprzątaczy, dozorców, konserwatorów, woźnych oraz portierów), w 2021 r. dojdą intendenci, referenci oraz sekretarki, a ostatni etap podwyżki obejmie wszystkie stanowiska (2,8 tys. etatów).
Jak się dowiadujemy, skutki dla budżetu miasta będą niebagatelne. Tylko w oświacie podwyżka pensji minimalnej do 2,6 tys. zł oznacza dodatkowe koszty (wraz z pochodnymi na ZUS i Fundusz Pracy) w wysokości niemal 12,7 mln zł, w przypadku kwoty 3 tys. zł – 15,2 mln zł, a przy 4 tys. zł – prawie 44,5 mln zł. W samym urzędzie miejskim dodatkowe koszty pojawią się przy pensji minimalnej w wysokości 3 tys. zł (660 tys. zł) oraz 4 tys. zł (39,6 mln zł).
W Częstochowie wyrównanie pensji minimalnej do 3 tys. zł to koszt ok. 50 tys. zł (27 pracowników), a do 4 tys. zł – ok. 3,3 mln zł (476 pracowników). Zawiera się w tym podwyższenie płacy zasadniczej oraz szacunkowe składki na ZUS wraz z Funduszem Pracy – mówi Włodzimierz Tutaj, rzecznik tamtejszego magistratu. Wyliczenia nie obejmują wzrostu kosztów składników wynagrodzeń niezaliczanych do wynagrodzenia minimalnego, a bezpośrednio uzależnionych od płacy zasadniczej. Chodzi o dodatek stażowy, godziny nadliczbowe, godziny nocne, wynagrodzenie urlopowe, 13-stkę, odprawy, jubileusze itp. – W konsekwencji koszty będą większe, lecz ich bieżące oszacowanie wymaga bardzo szczegółowych analiz i jest pracochłonne – zastrzega urzędnik.
W Wałbrzychu samorządowcy w swoich symulacjach wzięli pod uwagę nie tylko urząd miejski, ale wszystkie podległe mu jednostki, czyli: dom seniora, domy dziecka, jednostki oświatowe, MOPS czy zarząd dróg. Wynika z nich, że w przyszłym roku podwyżka pensji minimalnej wynikająca z planu nakreślonego przez PiS dotyczyć będzie 878 osób, a koszty wyniosą ponad 3 mln zł. W drugim etapie będzie to już 1,2 tys. osób (koszt ponad 5,7 mln zł), w ostatnim, gdy pensja minimalna wyniesie 4 tys. zł, będzie to dotyczyć grupy 1,5 tys. pracowników, a koszty wyniosą niemal 22 mln zł.
Problem dotyczy też mniejszych jednostek. Przykładowo w Ustroniu podwyżka pensji minimalnej zaledwie o 200 zł brutto generuje w urzędzie miasta koszty na prawie 330 tys. zł, a podwyżka o 400 zł brutto – prawie 660 tys. zł.
Zmiany odczują również samorządy województw. W Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubuskiego wzrost pensji minimalnej do poziomu 2,6 tys. zł będzie dotyczył jedynie pracowników ochrony na stanowiskach pomocniczych. Natomiast wzrost poziomu płacy minimalnej do 3 tys. zł oznacza zmiany umów dla sześciu urzędników oraz 33 osób na stanowiskach pomocniczych. Roczne skutki finansowe to na koniec 2020 r. ponad 248 tys. zł. O podwyżkach do poziomu 4 tys. zł marszałek woj. lubuskiego Elżbieta Anna Polak nie chce mówić. – Nie wiadomo, jaka będzie wówczas sytuacja gospodarcza w kraju, czy nie będziemy borykać się z kryzysem gospodarczym lub problemem przechodzenia części przedsiębiorców do szarej strefy – mówi. I dodaje, że sama technika wprowadzania podwyżek nie ma znaczenia, bo najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy nas na to stać?
Póki co martwić się nie musi Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego. Tam, zgodnie z wewnętrznym regulaminem wynagradzania pracowników na stanowisku pomocniczym i obsługi, najniższe wynagrodzenie już teraz wynosi 3 tys. zł, a na stanowisku urzędniczym 3,1 tys. zł.

Zyskają inni pracownicy, ale nie włodarze

Mało który samorząd widzi w zapowiedziach PiS pozytywy, ale są i tacy. Na przykład Bartłomiej Bartczak, burmistrz Gubina, przyznaje, że z jednej strony trzeba będzie wysupłać więcej pieniędzy z budżetu, lecz z drugiej zyskają najmniej zarabiający pracownicy. – U nas w pierwszej kolejności będą to osoby pracujące w jednostkach organizacyjnych JST, np. w szkołach czy przedszkolach, lecz nie na etatach nauczycielskich, a administracyjnych. Do tej pory, na koniec roku, starałem się wynajdywać jakieś pieniądze i ich nagradzać, by zrekompensować im brak podwyżek w ciągu roku – mówi. – Teraz samorządy zostaną niejako zmuszone do systematycznego podnoszenia wynagrodzenia– dodaje Bartłomiej Bartczak.
Jednak u wielu samorządowców zaproponowany przez PiS sposób dochodzenia do wyższej pensji budzi sprzeciw. – Podniesienie wynagrodzeń do tego poziomu w sposób równy dla wszystkich, bez uwzględnienia doświadczenia pracownika, jego wiedzy i zakresu obowiązków służbowych, spowoduje niedopuszczalne spłaszczenie struktury płac i będzie niesprawiedliwe względem pracowników z długoletnim stażem i wykonujących bardzo odpowiedzialną pracę – mówi Barbara Skrabacz-Matusik, wicedyrektor wydziału spraw organizacyjnych Urzędu Miejskiego w Krakowie. W jej ocenie urząd będzie musiał dokonać powszechnej regulacji płac dotykającej nie tylko pracowników zarabiających poniżej 4 tys. zł. Także urzędnicy z Wałbrzycha przekonują, że w praktyce nie skończy się jedynie na podwyżce wynagrodzeń najsłabiej zarabiającym. – W ślad za zwiększeniem minimalnej kwoty dla pracowników obsługi (konserwatorów, sprzątaczy i doręczycieli) niezbędna będzie zmiana siatki kadrowo-płacowej, tak by podinspektor z wyższym wykształceniem i 20-letnim stażem pracy nie zarabiał tyle samo co pracownik obsługi. To zaś przełoży się to na kolejne stanowiska, np. inspektora, głównego specjalisty, kierownika – przekonuje Edward Szewczak, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Wałbrzychu.
Marszałek Elżbieta Anna Polak wskazuje na jeszcze jedną rzecz – pensje włodarzy, które nie tylko nie rosną, ale w ubiegłym roku zostały obniżone. Według niej efekt jest taki, że pracownicy samorządowi, zgodnie z przepisami, mogą zarabiać więcej od swoich przełożonych. – To istne kuriozum w świecie pracodawców. Ale taki jest skutek zmian wprowadzanych nie po analizach merytorycznych, a jedynie pod wpływem chęci politycznych – ocenia pani marszałek.

Wzrosną ceny usług

Niektórzy nasi rozmówcy zwracają uwagę, że wraz ze zmianami pensji minimalnej wzrosną ceny zlecanych przez samorząd usług, prac i zadań. Skarbniczka Gdańska Teresa Blacharska zauważa, że wzrost płacy minimalnej będzie miał duży wpływ na wartość usług zewnętrznych, takich jak sprzątanie czy ochrona. – Ale na dziś nie mamy możliwości dokładnego oszacowania kosztów tych usług, bo rozstrzygnięcie następuje w drodze przetargu – zaznacza. Z kolei Michał Piotrowski, rzecznik Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, mówi o skutkach podwyższenia wysokości minimalnej stawki godzinowej dla umów cywilnoprawnych w 2020 r. z kwoty 14,70 zł do 17 zł: – Spowoduje to w naszym urzędzie marszałkowskim oraz w wojewódzkich samorządowych jednostkach organizacyjnych znaczący wzrost kosztów prowadzonej działalności z tytułu zatrudnienia pracowników na podstawie umów cywilnoprawnych oraz z tytułu zlecania usług zewnętrznych – tłumaczy. Jak dodaje, samorządy, planując budżet na przyszły rok, muszą zagwarantować dodatkowe środki na podwyższenie wynagrodzeń oraz na realizację umów przetargowych. – Dziś nie wiadomo jeszcze, o jakie kwoty może chodzić, bo to rynek pokaże, jak będą kształtowały się stawki za usługi, np. ochronę czy utrzymanie czystości w budynkach. W związku z tym wzrosną nie tylko wydatki osobowe jednostek samorządu terytorialnego, ale również koszty pracy ponoszone przez pracodawcę sektora publicznego, zatrudniającego pracowników otrzymujących wynagrodzenie nieprzekraczające minimalnego – tłumaczy Piotrowski.

Napięte finanse

Rząd uważa, że samorządy stać na wypłacanie wyższych wynagrodzeń, bo w ostatnich latach przybywa im środków z PIT i w związku z tym ich sytuacja finansowa nie jest zagrożona. Samorządy kontrargumentują, że dokładane są im kolejne zadania, drożeją też koszty pracy, rosną ceny przetargowe czy dostawy energii. Jak wykazuje Związek Miast Polskich, aktualnie 865 gmin, 31 miast na prawach powiatu i 58 powiatów wykazuje deficyt operacyjny w swoich budżetach. – Może to doprowadzić do znaczącego spadku inwestycji samorządowych, problemów z wykorzystaniem środków unijnych, a w skrajnych przypadkach do niewydolności w realizacji podstawowych zadań i usług publicznych – przestrzega związek.
2,6 tys. zł wyniesie płaca minimalna od stycznia 2020 r.
3 tys. zł wg zapowiedzi PiS ma wynosić płaca minimalna na koniec 2020 r.
4 tys. zł to zapowiedź wysokości płacy minimalnej na koniec 2023 r.