Obcokrajowcy latami czekają na decyzje legalizujące pobyt i pracę w Polsce. Urzędy nie radzą sobie z rozpatrywaniem wniosków, a koszty opieszałości ponoszą głównie pracodawcy, którzy chcą zatrudnić cudzoziemców na dłużej

Liczba cudzoziemców rośnie lawinowo, a administracja sobie nie radzi. Brakuje kadr i pieniędzy. W skrajnym przypadku osoba na wydanie decyzji czekała ponad trzy lata. – To wszystko może spowodować, że zniecierpliwieni cudzoziemcy, którzy uzupełniają niedobory na naszym rynku pracy, wyjadą z Polski – ocenia Najwyższa Izba Kontroli.

Cudzoziemcy z sześciu krajów, m.in. Ukraińcy, mogą pracować przez sześć miesięcy na podstawie oświadczeń składanych przez pracodawców w urzędzie pracy. Gdy okres ten się skończy, a pracodawcom zależy na zatrzymaniu wykwalifikowanych pracowników, muszą uzyskać oni pozwolenia na pobyt i pracę. Wtedy zaczyna się problem.

Przedłużający się czas oczekiwania na te decyzje sprawia, że pracodawcy wstrzymują się z inwestycjami. – Gorsze warunki działalności dla przedsiębiorców odbiją się w niedługim czasie na sytuacji wszystkich pracobiorców, nie tylko cudzoziemców, lecz także na sytuacji finansowej poszczególnych regionów kraju – mówi Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan.

Na razie można policzyć pieniądze, które za opieszałość urzędów płaci państwo. Cudzoziemcy zaczęli bowiem zgłaszać skargi do sądów administracyjnych. I jak zaznacza Karolina Schiffter, adwokat z kancelarii Raczkowski Paruch, jest to działanie wynikające z desperacji ludzi, którzy od kilkunastu miesięcy nie mogą dowiedzieć się, na jakim etapie jest rozpatrywanie ich wniosku.

NIK podaje, że w latach 2014–2018 zapadło 115 wyroków stwierdzających bezczynność lub przewlekłość postępowań, z czego aż 101 wydano w ubiegłym roku. Wojewodowie musieli zapłacić w sumie 211 tys. zł odszkodowań (196 tys. zł w wyniku rozstrzygnięć sądu z 2018 r.). W skrajnym przypadku decyzja dotycząca wniosku została wydana po ponad trzech latach. Z raportu NIK wynika, że urzędy już pierwsze czynności podejmowały nawet z rocznym opóźnieniem.

– To wszystko może spowodować, że zniecierpliwieni cudzoziemcy, którzy uzupełniają niedobory na naszym rynku pracy, wyjadą z Polski – ostrzega Najwyższa Izba Kontroli. I podkreśla, że opóźnienia mogą powiększać szarą strefę – a to oznacza mniejsze wpływy z podatków do budżetu państwa.

Powód opieszałości to brak rąk do pracy i niedofinansowanie urzędów wojewódzkich. Liczba zatrudnionych wzrosła co prawda w ostatnich latach dwukrotnie, ale wniosków o legalizację pobytu i pracy jest kilka razy więcej

Kosztowne regulacje

Procedury związane z legalizacją pobytu cudzoziemca są na tyle skomplikowane, że pracodawcy bez firm doradczych i dodatkowych kosztów nie są w stanie przez nie przebrnąć – mówi Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan. I jak podkreśla, polscy przedsiębiorcy muszą samodzielnie weryfikować kwestie legalności pobytu, możliwości podjęcia pracy na podstawie przepisów kilkunastu ustaw i rozporządzeń. – Na złożoność regulacji wpływają też ciągłe ich modyfikacje. Nawet w przypadku prawidłowego realizowania procedur przedsiębiorcy nie mogą liczyć na terminowe rozpoznanie ich wniosków – zaznacza. Z kolei długi czas oczekiwania na dokumenty powoduje, że pracownik cudzoziemiec traci zainteresowanie stanowiskiem. Przedsiębiorcy chwalą co prawda ułatwienia wprowadzone 1 stycznia ubiegłego roku w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach na rynku pracy (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1065 ze zm.), ale dotyczą one jedynie zatrudnienia krótkoterminowego. Obywatelom Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy można powierzyć wykonywanie pracy bez konieczności uzyskania pozwolenia na pracę – wymagane jest pisemne oświadczenie pracodawcy zarejestrowane w powiatowym urzędzie pracy. – Problem pojawia się, gdy pracodawca chciałby kontynuować współpracę z cudzoziemcem – mówi Lisicki. I podkreśla, że firmy coraz częściej zadają sobie pytanie o ryzyko podejmowania nowych inwestycji i nowych zamówień – zaznacza.

NIK przypomina, że już obecnie na polskim rynku brakuje według GUS 145 tys., a według statystyk Eurostatu nawet ok. 200 tys. pracowników. W I kw. tego roku pracodawcy najczęściej poszukiwali robotników przemysłowych i rzemieślników – blisko 37 tys. (26 proc.). Izba zwraca też uwagę, że po otwarciu rynków pracy na Zachodzie dla obywateli ze Wschodu napływ cudzoziemców do Polski może wyhamować.

Niehumanitarne traktowanie

NIK skontrolował 264 spraw dotyczących wydawania cudzoziemcom przez wojewodów zezwoleń pobytowych, na pracę i dokumentów podróży. Nieprawidłowości wykazano aż w 187– to blisko 71 proc., a błędy dotyczyły wszystkich skontrolowanych urzędów. – Urząd w Krakowie działa w miarę sprawnie, chociaż na decyzję trzeba czekać pół roku. Tam jednak jest chociaż możliwy kontakt z urzędnikiem – mówi Karolina Schiffter, adwokat z Kancelarii Raczkowski Paruch. I jak zaznacza, nie jest to normą. Niekiedy nie udaje się zasięgnąć żadnych informacji na temat tego, na jakim etapie jest rozpatrywanie wniosku. – Niektóre urzędy wydają decyzje negatywne bez wzywania do uzupełnienia braków formalnych – dodaje Karolina Schiffter.

Z raportu NIK wynika, że urzędy już pierwsze czynności w sprawie wniosku cudzoziemca podejmowały z opóźnieniem, nawet blisko roku (345 dni w przypadku 10 spraw). W skrajnym przypadku decyzja została wydana po 1259 dniach od złożenia wniosku, czyli po ponad trzech latach. W 15 sprawach, mimo że materiały dowodowe były wystarczające do zakończenia sprawy – czekały one od dwóch miesięcy do dwóch lat i ośmiu miesięcy.

Legalizacja pobytu

Legalizacja pobytu

źródło: DGP

Ukarana opieszałość

Cudzoziemcy coraz częściej skarżą się na opieszałość postępowań – w okresie skontrolowanym przez NIK do urzędów wojewódzkich odnotowano ich ponad tysiąc (najwięcej, bo 579 wpłynęło do Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego). W 2014 r. było ich 63, a w 2018 r. (do 30 września) już 620. Skargi najczęściej dotyczyły nienależytego wykonywania obowiązków przez pracowników, braku możliwości rejestracji wizyty w urzędzie, niedoręczenia decyzji rozstrzygającej sprawę, braku możliwości kontaktu i uzyskania informacji w toczącej się sprawie czy też opieszałości i przewlekłego ich prowadzenia.

Niektórzy obcokrajowcy decydują się także na wejście na ścieżkę sądową. I – jak wynika z raportu – robią to coraz częściej. Według Karoliny Schiffter jest to akt desperacji, by przyśpieszyć rozpatrywanie wniosku o legalizację pobytu. Według danych NIK największą liczbę 72 wyroków w latach 2017–2018 zasądził Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu.

Urzędy bez wsparcia

W urzędach wojewódzkich i w Urzędzie do Spraw Cudzoziemców brakuje kadr. Chociaż w ostatnich latach liczba wniosków o legalizację pracy wzrosła niemal siedmiokrotnie, a wniosków o legalizację pobytu ponad trzykrotnie, to nie przełożyło się to na zatrudnienie urzędników – ich liczba wzrosła tylko dwukrotnie. – Postępowania o zezwolenie na pobyt są skomplikowane. Urzędnicy muszą uzyskać opinie między innymi Straży Granicznej, ABW – także tam nie ma mocy przerobowych, by wnioskami się odpowiednio zająć – dodaje Karolina Schiffter.

NIK stwierdza, że przyznawane urzędom wojewódzkim środki finansowe były niewystarczające. Co prawda uzyskały one blisko 14 mln zł na 218 etatów (zgłoszenia opiewały na niemal 18,5 mln zł na dodatkowe 255 etatów) dla pracowników zajmujących się sprawami legalizacji zatrudnienia i pobytu cudzoziemców, ale przy ciągłym wzroście liczby składanych wniosków nie przyczyniły się do skrócenia terminów załatwiania spraw. 

Cały prywatny majątek można stracić z powodu zadłużenia firmy