statystyki

Alkohol, praca i specjaliści od RODO

autor: Prof. Arkadiusz Sobczyk10.06.2019, 09:14; Aktualizacja: 10.06.2019, 09:15
Prof. Arkadiusz Sobczyk, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, partner zarządzający w kancelarii Sobczyk i Współpracownicy

Prof. Arkadiusz Sobczyk, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, partner zarządzający w kancelarii Sobczyk i Współpracownicyźródło: Materiały Prasowe
autor zdjęcia: Materialy prasowe

W ostatnim czasie pojawiło się kilka wypowiedzi, które są niebezpieczne dla milionów ludzi pracujących i żyjących w Polsce. Na tę sytuację składa się w pierwszej kolejności bardzo słabej jakości nowelizacja kodeksu pracy, dotycząca przetwarzania danych osobowych, w tym warunków pozyskiwania zgody na przetwarzanie danych wrażliwych (art. 221b k.p.).

Do tego należy dodać ciekawy, jednak wymagający odpowiedniej interpretacji, wyrok Sądu Najwyższego z 4 grudnia 2018 r. (sygn. I PK 194/17), dotyczący problematyki podmiotu upoważnionego do przeprowadzenia badań trzeźwości. Na powyższe nałożyły się wypowiedzi specjalistów od ochrony danych osobowych, które znamionuje gruntowna nieznajomość istoty prawa pracy i szerzej – zasad organizacji państwa. Zresztą nie jest to wyjątkiem, albowiem chyba większość znanych mi wypowiedzi na temat przetwarzania danych osobowych w zatrudnieniu grzeszy niezrozumieniem fundamentów prawa pracy. Uwaga ta dotyczy niestety także wielu opublikowanych wypowiedzi polskiego organu nadzorującego przetwarzanie danych osobowych.

Przejdźmy jednak do rzeczy. Otóż media obiegła informacja, jakoby pracodawca miał prawo do dokonywania kontroli trzeźwości pracowników tylko po uzyskaniu ich zgody i to na dodatek z ich inicjatywy, albowiem są to badania dotyczące zdrowia. Co więcej, w kontekście cytowanego wyżej wyroku powstała wątpliwość, czy pracodawca w ogóle może dokonywać kontroli trzeźwości. Odnieśmy się więc do powyższych wypowiedzi możliwie szybko, zanim zdarzy się tragedia. Przechodząc do analizy zagadnienia, przyjmuję – choć bez przekonania – że weryfikacja nietrzeźwości dotyczy zdrowia. Pozostając przy tym wątpliwym założeniu, postarajmy się zwięźle ustalić stan prawny w Polsce.

Zacznijmy od ważnego założenia, że pracodawca może przetwarzać dane osobowe na podstawach określonych w RODO. W szczególności nie jest tak, że na przetwarzanie danych osobowych innych niż te, których pracodawca żąda, zawsze potrzebna jest zgoda. Treść art. 22 1a k.p. trzeba odczytać tylko w ten sposób, że zgoda może być podstawą przetwarzania danych w stosunkach pracy nacechowanych nierównowagą i że musi być zawsze jednoznaczna („wyraźna”). Pomijam to, że przepis ten jest w moim przekonaniu błędnie skonstruowany, m.in. dlatego, że sugeruje, iż pracownik poprzez swoją inicjatywę może nałożyć na pracodawcę obowiązek przetwarzania danych lub zmusić go do czynności w celu ich nieprzetwarzania (np. usuwania), co w moim przekonaniu jest całkowicie sprzeczne z konstytucją i RODO. Pozostawmy jednak powyższe niedoskonałości, przypominając, że dopuszczalność przetwarzania danych osobowych pracowników na innych podstawach niż przewidziane w k.p. wynika z urzędowego uzasadnienia do majowych zmian do kodeksu.

Po pierwsze , dokonajmy ważnej korekty cytowanego wyżej wyroku SN, w którym stwierdzono, że weryfikacja stanu trzeźwości pracownika leży „przede wszystkim w interesie pracodawcy”. Trudno się z powyższym zgodzić. Weryfikacja taka jest w pierwszej kolejności pochodną konstytucyjnego prawa do ochrony życia i zdrowia innych ludzi, w tym innych pracowników, z którymi nietrzeźwy pracownik wchodzi w interakcje. Co więcej, jest pochodną konstytucyjnych praw samego nietrzeźwego pracownika, tak samo jak pochodną tych praw jest nakaz zapinania pasów bezpieczeństwa oraz zakładania kasku (państwo działa wbrew wolności jednostki po to, aby ją chronić). Jest wreszcie pochodną praw grup społecznych niezatrudnionych w danym zakładzie. Pisząc to, mam przed oczami np. zakłady chemiczne i żyjących wokół mieszkańców, których katastrofa wywołana przez nietrzeźwego pracownika dotknie być może silniej niż pracowników. Okoliczność, że w konsekwencji wypadku przy pracy pracodawca straci być może jakieś pieniądze na odszkodowania lub renty, nie ma znaczenia w kontekście powyższych wartości. Prawo nie zajmuje się bowiem ochroną interesów prywatnych, jeśli nie są one elementem interesu publicznego. Reasumując, zakaz dopuszczenia do pracy osób nietrzeźwych realizuje przede wszystkim interes społeczny, a wtórnie interes pracodawcy.


Pozostało jeszcze 76% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • specjalista od rodo(2019-06-11 16:03) Zgłoś naruszenie 31

    Przede wszystkim co najmniej mało eleganckie jest odbieranie „specjalistom od RODO” prawa do wypowiadana się. Bo to tak, jakbym miał zabraniać prawnikom wypowiadania się o analizie ryzyka, tylko dlatego, że większość z nich plecie bzdury na ten temat. Bo jako prawdziwi specjaliści od RODO nie wypowiadamy się w sprawach prawa pracy i nie rozstrzygamy, czy pracodawca ma prawo badać pracownika alkomatem. To nie jest kwestia ochrony danych. Nas interesuje tylko: -czy poziom alkoholu we krwi jest szczególną kategorią danych, -a jeżeli tak, to czy realizacja obowiązków z ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi jest realizacją obowiązków prawa pracy i czy ustawa ta daje „odpowiednie zabezpieczenia praw podstawowych i interesów osoby, której dane dotyczą” Na pierwsze pytanie powinien odpowiedzieć Organ. Wszystkie inne wypowiedzi, nawet wspaniale prawniczo uzasadnione, nie mają praktycznego znaczenia dla administratorów danych. Na drugie pytanie powinni odpowiedzieć prawnicy, ale najwyraźniej mają z tym problem. Podsumowując – świetny artykuł, ale nie wnosi nic nowego. No dobrze, rzeczywiście niektórzy inspektorzy ochrony danych plotą bzdury i przekraczają swoje kompetencje wypowiadając się w sprawach dopuszczalności badania. Ale nie jestem przekonany, czy „specjaliści od RODO” naprawdę plotą więcej bzdur niż „prawnicy od RODO”.

    Odpowiedz
  • AA(2019-06-10 19:37) Zgłoś naruszenie 20

    Bardzo mądry Artykuł

    Odpowiedz
  • what?(2019-06-12 15:25) Zgłoś naruszenie 00

    Podpisuję się pod jednym z komentarzy. Takich bzdur jakie kancelarie prawne wprowadzają i prawnicy plotą w kontekście RODO to nie widziałem w żadnej innej branży. (nie dotyczy oczywiście wszystkich) Jak widzę wdrożenie po prawnikach to już wiem, że trzeba traktować daną firmę jakby RODO w ogóle nie zostało wdrożone i na sto procent nie będzie analizy ryzyka i innych elementów które prawnicy wpisują w umowach i politykach nie mając zielonego pojęcia o temacie. Zwykli doradczy często robią wdrożenia o wiele bardziej poprawnie merytorycznie a nawet przeczytali rodo (!) i je rozumieją (wielu prawników nie zrobiło tego pierwszego).

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane