W ubiegłym roku przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 4852 zł i było o 7,1 proc. wyższe niż w roku poprzednim. Wśród 18 miast wojewódzkich będących siedzibą sejmików płace wyższe od średniej krajowej odnotowano tylko w siedmiu: Warszawie, Gdańsku, Katowicach, Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu i Szczecinie – wynika z danych Urzędu Statystycznego w Poznaniu.

Sektor przedsiębiorstw obejmuje firmy funkcjonujące w przemyśle, budownictwie, handlu, transporcie i gospodarce magazynowej, informacji i komunikacji, obsłudze rynku nieruchomości, zakwaterowaniu i gastronomii oraz administrowaniu i działalności wspierającej.

– Najwyższe zarobki są w tych miastach, bo to największe ośrodki miejskie z wysokimi kosztami utrzymania, co wpływa na poziom płac. Ponadto w aglomeracjach tych mamy do czynienia z napiętą sytuacją na rynku zatrudnienia. W Warszawie czy Poznaniu bezrobocia praktycznie nie ma. Przedsiębiorcy muszą więc mocno konkurować o pracowników, co wpływa na wysokość pensji, które oferują – ocenia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Dodaje, że w dużych miastach znajdują się często centrale firm, które zatrudniają wysokiej klasy specjalistów, których trzeba dobrze wynagradzać. Więcej jest też w nich firm z kapitałem zagranicznym, które płacą lepiej niż firmy z krajowym kapitałem. Z ostatnich dostępnych danych wynika, że w 2017 r. średnie wynagrodzenie w obcych firmach wynosiło 5,7 tys. zł i było aż o 64 proc. wyższe niż w polskich przedsiębiorstwach prywatnych. Płacą one lepiej, m.in. dlatego że oprócz fachowych umiejętności oczekują od pracowników także znajomości języków obcych i gotowości do pracy w zagranicznych firmach koncernów.

Z danych US w Poznaniu wynika również, że w miastach o najwyższych zarobkach w sektorze przedsiębiorstw podwyżki płac były w ubiegłym roku nieco niższe niż średnio w kraju – z wyjątkiem Krakowa i Katowic. Przy tym Kraków od lat goni czołówkę w rankingu wynagrodzeń, aby przyciągać fachowców lub ich nie tracić, a pensje w Katowicach winduje wzrost płac w górnictwie, który w ubiegłym roku wyniósł 12,5 proc.

– Umiarkowane podwyżki w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu i Szczecinie wynikają z tego, że zarobki w tych miastach są już i tak wysokie na tle kraju. Ponadto w miastach tych pracuje wielu specjalistów zatrudnionych „poza kodeksem pracy”, na przykład na umowach o dzieło albo kontraktach. Dotyczy to m.in. pracowników IT. Ich zarobki są wysokie i szybko rosną, ale nie są ujmowane w statystyce sektora przedsiębiorstw – uważa Urszula Kryńska, ekonomistka PKO BP.

Ponadto jej zdaniem wysokie podwyżki otrzymywały w ubiegłym roku przede wszystkim osoby mniej zarabiające, np. w budownictwie, ale ich udział w zatrudnieniu w dużych aglomeracjach jest stosunkowo mały.

Na pierwszym miejscu listy płac w sektorze przedsiębiorstw jest Warszawa. W ub.r. przeciętne wynagrodzenie wyniosło tu 6155 zł. Było o 27 proc. większe od średniej krajowej. Ale tak jest od niedawna. Do 2015 r. najwyższe płace były w Katowicach. Dopiero w następnych latach pozycja tego miasta osłabła. W efekcie w rankingu płacowym Katowice znalazły się w ub.r. na trzecim miejscu, za Warszawą i Gdańskiem. Zdaniem ekspertów zmalała atrakcyjność inwestycyjna stolicy Śląska. Powstaje tam stosunkowo mało nowych, innowacyjnych firm, w których zarobki są wysokie.

Najniższe płace są w Białymstoku. W ub.r. średnia pensja wyniosła tam 3932 zł. Była o 19 proc. mniejsza od przeciętnej w kraju. – W naszym mieście mało jest dużych przedsiębiorstw, w których wynagrodzenia są zwykle wyższe. Praktycznie nie ma też żadnej korporacji międzynarodowej, której konkurencja przyczyniałaby się do wzrostu płac. A dużo specjalistów, którym się dobrze płaci, wyjechało do Warszawy czy innych miast lub za granicę – ocenia prof. Henryk Wnorowski z Uniwersytetu w Białymstoku.

Najniższe płace są w Białymstoku – o 19 proc. mniejsze od przeciętnej w kraju