Korpus służby cywilnej w liczbach / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
W 2017 r. zatrudnienie w służbie cywilnej wzrosło o pół tysiąca. Średnie wynagrodzenie w administracji rządowej także jest większe – o ponad 250 zł – i wynosi już 5524 zł brutto. Tak wynika z opublikowanego właśnie sprawozdania szefa służby cywilnej za ubiegły rok.
Przyczyną wzrostu zatrudnienia było powstanie Krajowej Administracji Skarbowej, i włączenie części funkcjonariuszy celnych do korpusu służby cywilnej. W stosunku do 2016 r. zwiększyła się liczba urzędników ministerialnych (o 347 etatów, tj. 2,8 proc.), w tym przede wszystkim w Ministerstwie Finansów. W innych urzędach rządowych zatrudnienie spadło. Na przykład w urzędach wojewódzkich o 88 etatów. Powodem jest m.in. wydzielanie poszczególnych instytucji z korpusu służby cywilnej (np. wyłączenie archiwów wojskowych).
Potwierdziły się też nasze ustalenia opisane w artykule „Specjalistę zwolnić, a na jego miejscu posadzić dyrektora„ (DGP 42/2018). Z raportu jasno bowiem wynika, że już drugi rok z rzędu przybywa stanowisk kierowniczych, a ubywa tych średniego szczebla i specjalistycznych. Autorzy raportu tłumaczą to reformą administracji skarbowej. Niemniej jednak stanowisk dyrektorskich w ubiegłym roku przybyło ponad tysiąc, a specjalistycznych zmalało o 3,3 tys.
Ubiegły rok był też rekordowym od 2008 r. pod względem odejść. Wskaźnik wyniósł 11,1 proc. i w stosunku do 2016 r. podniósł się o ponad połowę. Najwyższy był w Krajowej Administracji Skarbowej (13,7 proc.) i urzędach wojewódzkich (12 proc.). Najwięcej odejść odnotowano na stanowiskach specjalistycznych i samodzielnych. Niepokojące dane płyną też w sprawie urzędników mianowanych. W ubiegłym roku ich liczba zmalała o 184 osoby. Obecnie jest ich w całej administracji rządowej niewiele ponad 7,5 tys. Ze sprawozdania wynika także, że liczba młodych (do 30. roku życia) pracowników korpusu służby cywilnej w dalszym ciągu spada.
Opinia. PROF. DR HAB. TOMASZ ROSTKOWSKI
Instytut Kapitału Ludzkiego, Szkoła
Główna Handlowa w Warszawie

Poziom odejść z urzędów administracji rządowej wynoszący ponad 11 proc. jest duży. Przypuszczam, że ten proces będzie się pogłębiał. Wynika on z tego, że urzędnicy odchodzą na emerytury, ale też szukają lepiej płatnej, choć mniej bezpiecznej pracy. Mam tu na myśli głównie specjalistów. Paradoksalnie ten stan może być korzystny. Trzeba jedynie wykorzystać szansę na zmniejszenie zatrudnienia, o co apeluje premier Matusz Morawiecki do szefów poszczególnych urzędów. Konieczne jest dokonanie optymalizacji pracy. Wiele czynności, które wykonują urzędnicy, są zwykłą biurokracją, nieprzynoszącą korzyści obywatelom. Inne czynności wykonywane są ręcznie, a powinny być zautomatyzowane. Na tym się więc trzeba skupić. Inaczej w dalszym ciągu będzie taka praktyka, że w miejsce odchodzącego urzędnika zatrudniamy innego lub nawet dwóch. Spadająca liczba kandydatów przy naborze na wolne stanowiska w służbie cywilnej jest potwierdzeniem tego, że jeśli na rynku pracy jest stabilnie i nie mamy zbyt dużego bezrobocia, to niewiele osób jest zainteresowanych pracą w budżetówce. Ta daje stabilizację, ale teraz nie jest to doceniane.