19 baców i 16 juhasów zdało w czwartek w Myślenicach państwowy egzamin zawodowy na stopień czeladnika. Egzaminatorów cieszy, że owczarski fach przejmuje od ojców młode pokolenie, a wśród adeptów pojawiają się kobiety.

Zdaniem egzaminatora i cenionego bacy Kazimierza Furczonia, młodzi chętnie przejmują tradycje pasterskie swoich ojców i dziadków, jednak większe dopłaty do hodowli owiec mogłyby być zachętą do powiększania stad.

„Cieszymy się, że jest dużo młodzieży zainteresowanej owczarstwem i cieszą nas wyniki, jakie osiągnęli na egzaminach młodzi adepci, bo byli bardzo dobrze przygotowani. Cenne jest to, że są to kontynuatorzy rodzinnych tradycji, którzy od małego dziecka mają kontakt z owcami” – powiedział PAP baca. „Trzeba przyznać, że młodzi adepci na juhasów byli bardzo dobrze przygotowani do egzaminów. Właściwie zdali wszystkie egzaminy w cuglach. Również egzaminy praktyczne poszły im bardzo dobrze” – mówił Furczoń.

Egzamin na juhasa zdała jedna kobieta - 18-letnia Monika Kluś z Zakopanego, córka bacy. Została oceniona nieco gorzej niż jej koledzy, ale i tak osiągnęła bardzo dobry wynik. Wszyscy pochodzą z rodzin, w których tradycje owczarskie są przekazywane od pokoleń.

Reklama

Jeden kandydat na bacę nie został przez komisję dopuszczony do egzaminów z uwagi na brak praktyki. "Ten kandydat nie ma żadnych rodzinnych tradycji owczarskich i nie praktykował jako juhas” – wyjaśnił Furczoń.

Baca wyjaśnił, że szczególnie cenne jest zaangażowanie młodych w przejmowanie tradycji owczarskich.

Reklama

„Dzisiaj każdy (szuka) lekkiego zarobku i wygodnego życia. Owczarstwo to jednak spore poświęcenie (...). Przy zwierzętach nie można liczyć na odpoczynek, trzeba być cały czas gotowym do pracy” – mówił baca.

W Polsce jest hodowanych około 200 tys. owiec. Jak mówią owczarze, problemem są zróżnicowane dopłaty do owiec, ponieważ do stad zachowawczych zwierząt rasowych, na przykład cakiel, czarnogłówka czy polska owca górska, hodowcy dostają po 100 euro dopłaty, a do owcy towarowej dostają 25 euro.

„To jest bardzo duże zróżnicowanie i chcielibyśmy zrównania tych proporcji. Dopłaty na tym poziomie są gwarantowane do 2020 r., a co będzie dalej to nie wiemy. Jeżeli dopłaty nie utrzymają się po 2020 roku, to zostaną jedynie hobbyści i miłośnicy owiec” – mówił PAP Furczoń.

Problem jest także ze sprzedażą jagniąt za granicę. Głównym odbiorcom podhalańskiej jagnięciny są od lat 90-tych Włochy, ale w tym roku rynek się załamał.

Hodowcy zwracają uwagę, że wypas owiec jest ważny choćby z uwagi na zachowanie krajobrazu i bioróżnorodności polan, nie wspominając o produktach owczarski, jak sery, wełna czy jagnięcina.

Uroczyste wręczenie dyplomów czeladniczych juhasom i bacom odbędzie się w niedzielę w Ludźmierzu podczas święta bacowskiego.

Egzamin był podzielony na dwa etapy. Najpierw juhasi i bacowie musieli zmierzyć się z egzaminem praktycznym. Podczas tej części kandydaci musieli m.in. wydoić owce oraz zrobić ser. Druga część to egzamin ustny z wiedzy teoretycznej. Egzamin na bacę i juhasa jest traktowany jako egzamin państwowy, a uzyskany dyplom jest uznawany w całej Unii Europejskiej.

Oficjalnie na liście zawodów w Polsce baca i juhas pojawili się dopiero w 2010 r. staraniem Izby Rzemieślniczej oraz Małej i Średniej Przedsiębiorczości w Katowicach. Wpisanie ich na listę pozwoliło bacom i juhasom na korzystanie ze świadczeń społecznych KRUS lub ZUS oraz różnych form zasiłków. Ten wpis umożliwił także uzyskiwanie uprawnień do wykonywania zawodu poprzez zdobycie certyfikatu potwierdzającego przynależność i potwierdzającego kwalifikacje.

Pierwszy egzamin czeladniczy w zawodzie baca odbył się w 2013 r. - wówczas zdało go 19 kandydatów w tym jedna kobieta.

Baca to osoba, której gazdowie (gospodarze) powierzają swoje owce na letni wypas na górskich halach. Jest szefem szałasu - bacówki, w której wyrabia się oscypki. Pomocnikami bacy są juhasi - pasterze. Na dawnej podhalańskiej wsi baca był człowiekiem majętnym i cieszył się szacunkiem lokalnej społeczności.