Szefowie urzędów, którzy zachowali stanowiska, utworzyli dla siebie fikcyjne stanowiska „ratunkowe”. Na wypadek, gdyby jednak ktoś postanowił się ich pozbyć.
W 2015 r. w życie weszła znowelizowana ustawa o służbie cywilnej (Dz.U. z 2016 r., poz. 34 ze zm.), która zniosła konkursy na dyrektorów. Zasada była bardzo prosta: kto nie był mile widziany przez PiS, ten lądował za burtą (chyba że był urzędnikiem mianowanym, to pozostawał w urzędzie na innym stanowisku). Kogo jednak chciano zatrzymać, tego ponownie powoływano na stanowisko.
Okazało się jednak, że część dyrektorów, których PiS chciał ponownie powołać, nie była zainteresowana posadą ze względu na niestabilność zatrudnienia – politycy mogli się ich pozbyć w dowolnej chwili i bez uprzedzenia. Wówczas z pomocą przyszła kancelaria premiera, która – aby zatrzymać dyrektorów i zapobiec paraliżowi niektórych urzędów – wydała nieformalne i nietypowe zalecenia.