Senatorowie chcą, aby przychody ze sprzedaży żywności wytworzonej w gospodarstwach rolnych były zwolnione z PIT. Chodzi np. o pieczywo, wędliny, dżemy, kompoty czy sery wytworzone ze składników pochodzących z własnej uprawy albo hodowli i sprzedawane na terenie swojego gospodarstwa lub na targowiskach. Ulgą mają być objęte przychody do 7 tys. zł rocznie (na 10 tys. zł nie zgodził się minister finansów). Nadwyżka powyżej tego limitu będzie opodatkowana według 18- lub 32-proc. stawki. Czy senacki projekt będzie pomocny np. dla gospodarstw agroturystycznych?

Czy przepis okaże się skuteczny, dowiemy się dopiero po jego wprowadzeniu i po pewnym okresie jego stosowania. Zmiany mają zmniejszyć szarą strefę w branży małych producentów lub agroturystyki. Obecnie jest ona wyłączona z zakresu działalności gospodarczej. Trudno jednak na razie stwierdzić, czy zwolnienie przychodu w wysokości 7 tys. zł rocznie przyczyni się do tego, że gospodarstwa agroturystyczne i rolnicy-producenci pokażą rzeczywiste obroty.

W trakcie prac nad ustawą niektórzy senatorowie zwracali uwagę, że limit jest zbyt niski i będzie zachęcał do omijania przepisów. Twierdzą, że koszty uzyskania wszelkiego rodzaju pozwoleń, np. sanitarnych czy weterynaryjnych, mogą być wyższe niż zysk ze sprzedaży. Czy limit jest wystarczający?

Jeżeli podzielimy go przez 12 miesięcy, to otrzymana kwota może być mało interesująca dla rolników, szczególnie że jest to limit na całe gospodarstwo, a nie na osobę. Dlatego też nie należy się spodziewać zbyt dużego zainteresowania taką formą uzyskiwania dochodów. Nakłady na wyprodukowanie artykułów rolnych w sposób inny niż przemysłowy mogą się bowiem okazać zbyt duże w stosunku do ewentualnych zysków.

Aby skorzystać ze zwolnienia, trzeba będzie prowadzić ewidencję sprzedaży. Czy to niezbyt duże utrudnienie dla gospodarstw?

Jakkolwiek prosta by była, ewidencja zawsze jest problemem. Codziennie – jak przewiduje projekt – trzeba będzie wpisać do niej uzyskany przychód, a to wymaga systematyczności i zorganizowania. Brak prawidłowej ewidencji będzie skutkował pozbawieniem zwolnienia i opodatkowaniem całości osiąganych przychodów. Dlatego też może się okazać, że ten obowiązek skutecznie zniechęci rolników do takiej formy zarobkowania.

Czy inna forma opodatkowania tego typu przychodów byłaby lepszym rozwiązaniem? Na przykład ryczałt od przychodów ewidencjonowanych?

Najlepszym rozwiązaniem byłoby podniesienie limitu kwoty wolnej od podatku dla wszystkich podatników (nie tylko tych, którzy sprzedają własnoręcznie zrobione dżemy czy sery), tak jak ma to miejsce w innych krajach UE. Znając jednak realia ekonomiczne, wiem, że jest to raczej pobożne życzenie. Nawet gdyby właściciele gospodarstw wybrali coś w rodzaju karty podatkowej czy innego rozliczenia ryczałtowego, to znów mamy do czynienia ze sformalizowaniem sprzedaży i przestrzeganiem obowiązków ewidencyjnych przez producentów rolnych. Obydwie formy uproszczonego poboru podatku obowiązują od dawna, wymagają jednak założenia działalności gospodarczej. Aktualnie ryczałt ewidencjonowany od sprzedaży wynosi 3 proc., tymczasem w projekcie przychody powyżej 7 tys. zł będą opodatkowane według skali podatkowej. Należałoby się zastanowić, czy obecna forma rozliczenia handlu ryczałtem nie jest bardziej korzystna niż propozycje znowelizowanej ustawy, tym bardziej że ewidencja też nie jest wtedy zbyt skomplikowana. Jeśli uzyskamy roczny przychód rzędu 20 tys. zł, to opodatkowując go ryczałtem ewidencjonowanym, zapłacimy 600 zł podatku (3 proc. od 20 tys. zł). Natomiast według projektu PIT wyniesie 2340 zł (18 proc. od przychodu pomniejszonego o wolne od podatku 7 tys. zł, czyli od 13 tys. zł). Brak będzie możliwości pomniejszenia przychodu o wydatki związane ze sprzedażą tych wyrobów. Na dodatek po przekroczeniu kwoty 85 528 zł podatek będzie liczony według stawki 32 proc.

Etap legislacyjny

20 czerwca Senat podjął uchwałę w sprawie wniesienia do Sejmu projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz ustawy o swobodzie działalności gospodarczej.