Nie jest łatwo uzyskać wiedzę na temat działalności TK, który pod byle pretekstem odmawia udzielania informacji publicznej. Aby uzyskać dane, zazwyczaj trzeba iść do sądu.

Jak wynika z udzielonej przez Naczelny Sąd Administracyjny odpowiedzi na wniosek jednej z naszych Czytelniczek, przed sądem tym toczy się obecnie pięć spraw, w których stroną postępowania jest prezes Trybunału Konstytucyjnego. Wszystkie one dotyczą dostępu do informacji publicznej.
- To nie zaskakuje. Od dłuższego czasu bowiem tendencja jest taka, że z TK trudno jest wyciągnąć jakiekolwiek informacje w trybie dostępu do informacji publicznej - komentuje Krzysztof Izdebski, ekspert forumIdei Fundacji im. Stefana Batorego.

Na zniechęcenie

O tym, że niełatwo uzyskać wiedzę na temat tego, co dzieje się w sądzie konstytucyjnym, przekonują się zarówno obywatele czy fundacje walczące o transparentność życia publicznego, jak i dziennikarze, którzy chcą uzyskać pewne informacje w celu przygotowania rzetelnego materiału prasowego.
- Obecna strategia TK polega przede wszystkim na maksymalnym wydłużaniu okresu na udzielenie odpowiedzi - zauważa Krzysztof Izdebski. I dodaje, że po jego upływie zazwyczaj i tak odpowiedź jest taka, że wnioskowane informacje nie zostaną udostępnione, np. z tego powodu, że zdaniem TK nie stanowią one informacji publicznej.
- Jest to strategia obliczona na zniechęcenie przeciwnika. I ona bardzo często działa. Rzadko kiedy bowiem obywatel jest na tyle zdeterminowany, aby iść do sądu i czekać trzy-cztery lata na uzyskanie prawomocnego wyroku w swojej sprawie. Po tym czasie bowiem i tak żądana informacja zazwyczaj traci na aktualności - mówi ekspert.
Z odmowami udostępniania informacji z powodów budzących kontrowersje spotkała się również redakcja DGP. Nie chciano nam np. odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w 2017 r. jeden z ówczesnych sędziów TK (Marek Zubik) nie wziął udziału w wydaniu ani jednego orzeczenia. Trybunał uznał bowiem, że wyjaśnienie częstotliwości orzekania sędziów TK w sprawach w 2017 r. nie stanowi informacji publicznej, o której mowa w ustawie o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1764). „Wyjaśnienia, motywacje i tłumaczenia organu nie są bowiem objęte zakresem ustawy o dostępie do informacji publicznej i jako takie nie podlegają udostępnieniu w trybie jej przepisów” - odpisano w odpowiedzi na nasz wniosek.
Że tego typu tłumaczenie jest absurdalne, pewny jest Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog. Jak bowiem tłumaczy, ustawa, na którą powołuje się biuro prasowe trybunału, ma charakter jedynie techniczny, więc jest to zabieg chybiony.
- Zakres informacji, jakich organy publiczne mają obywatelom udzielać, zawarty jest bowiem w konstytucji. A ta w art. 61 stanowi, że „obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne”. W przepisie tym nie ma ani słowa o wyjątkach, które pozwalałyby nie udzielić informacji będących tłumaczeniami czy też wyjaśnieniami - uważa Osowski.

Bój sądowy

Nie zawsze jednak ci, którzy spotkają się z odmową ze strony TK, rezygnują z walki o dostęp do informacji publicznej. Świadczą o tym dane dotyczące postępowań wytaczanych Julii Przyłębskiej przed sądami administracyjnymi. Obecnie przed NSA toczy się ich pięć, a najstarsza sprawa została zarejestrowana w kwietniu 2020 r.
- Należy pamiętać, że problem z udzielaniem informacji przez TK trwa już od ładnych paru lat, więc część z tych spraw zapewne już się prawomocnie zakończyła - zauważa Izdebski. I dodaje, że z przeglądu bazy orzecznictwa wynika, że od 2016 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał 42 orzeczenia, w których skarżonym organem był prezes TK, z czego 34 to wyroki.
Przykładem takiego orzeczenia jest wyrok o sygn. akt II SAB/Wa 636/19. WSA w Warszawie nakazał w nim prezesowi TK rozpatrzenie wniosku, w którym jeden z obywateli zażądał odpowiedzi na pytanie, czy ze środków sądu konstytucyjnego wynajmowane jest jakiekolwiek mieszkanie (apartament) w jednej z kamienic z własnym basenem i siłownią, a jeśli tak, to jakie są tego koszty.
W innej sprawie zawisłej przed warszawskim sądem administracyjnym chodziło o odmowę udostępnienia m.in. informacji na temat wydanych przez prezesa TK w latach 2015-2020 zarządzeń o zmianie składu sędziowskiego wyznaczonego do rozpoznania sprawy oraz sygnatur takich spraw, oraz liczby spraw w tych samych latach, w których doszło do zmiany sędziego sprawozdawcy. Julia Przyłębska uzasadniała, że wnioskowane dokumenty znajdują się w aktach sprawy. Powołała się przy tym na art. 74 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2393), który reguluje właśnie dostęp do akt sprawy rozpoznawanej przez trybunał. Zgodnie z nim odbywa się on poprzez ich publikację na stronie internetowej TK lub przeglądanie akt w siedzibie TK.
Rozpoznający skargę na bezczynność prezesa TK WSA uznał jednak, że żądane informacje podlegają udostępnieniu w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej, a art. 74 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK nie ma zastosowania. Jak bowiem zauważył skład orzekający, żadna z żądanych informacji nie stanowi desygnatu pojęć: akta, odpisy, wyciągi lub kopie, o których mówi przywołany przez Julię Przyłębską przepis. „Żądane informacje są ściśle związane z działalnością Prezesa TK i jako takie winny być udostępnione w trybie u.d.i.p.” - podkreślono w uzasadnieniu wyroku z 19 stycznia br. (sygn. akt II SAB/Wa 662/20; orzeczenie jest nieprawomocne).

Informacyjna twierdza

- TK stał się obecnie niedostępną twierdzą, z której można wydobyć jakiekolwiek informacje dopiero po stoczeniu długiego boju na ścieżce sądowej. To oraz inne okoliczności, takie jak wybieranie przez prezes TK mediów, z którymi będzie rozmawiać, czy też niechęć do prowadzenia rozpraw w obecności publiczności świadczą o tym, że w organie tym ewidentnie brakuje kultury jawności - kwituje Krzysztof Izdebski.
Z odmowami spotkała się również redakcja DGP. Nie chciano nam np. odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w 2017 r. jeden z ówczesnych sędziów TK, Marek Zubik, nie wziął udziału w wydaniu ani jednego orzeczenia
Kto musi udzielać informacji publicznej / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe